wtorek, 23 września 2014

Moja Polska już nie płacze, bo Ona kona na moich oczach


Wypłakała wszystkie łzy i dziś patrzy na otaczający ją świat swoimi pustymi suchymi oczodołami i w odpadkach szuka strawy niezbędnej do przeżycia kolejnego dnia w agonii.
Tymczasem tuczący się na niej apatrydzi z polskimi paszportami, dowodami osobistymi bez PESELi tuczą się i obrastają w smalec.
Widzą jej codzienny upadek i rychły zgon, lecz nie robi to na tych przybłędach żadnego wrażenia.
Tak jak jemioła wysysa ostanie soki ze swojego żywiciela, a przy tym nieświadoma swojego rychłego losy.
Piękny budynek Liceum Ogólnokształcącego Nr 6 w Gdańsku popada z dnia na dzień w ruinę.
Odpadną tynki, cegły się rozpadną i zmienią w gruz, a teren nad Wisła przejmie jakiś koleś królików pod apartamentowce dla apatrydów z polskim dowodem osobistym i paszportem zagranicznym.


Po byłych zabytkowych budynkach wpisanych do rejestru zabytków nawet gruz już nie ma, bo komuś się też przydał do podwyższenia terenu oraz do zasypywania naturalnych zbiorników retencyjnych.

Podobóz KL Stutthof nie miał takiego szczecią, jakie miały i mają inne medialne niemieckie oz pozy zagłady i popada w ruiną, a tam zlokalizowanego pomnika pozostał jedynie potężny głaz bez jakiejkolwiek informacji, komu był on poświęcony.




Najwidoczniej ci więźniowie niemieckiego podobozu KL Stutthof nie zasługują na pamięć nikogo, pomimo faktu figurowania tego pomnika w rejestrze gdańskich pomników, to jednak nikt o jego stan się nie zamartwia, bo nie jest widoczny z przejeżdżającej limuzyny, w których pasożyty wożą swoje ogromne kombinatach przetwórstwa mięsno-warzywnego.

Lecz tu widzą te patrzące na nich wypłakane i puste oczy ruin po zabytkowych budynkach byłych Zakładów Mięsnych w Gdańsku, na których widać tabliczki lub już nie, bo zdążyli je oderwać i sprzedać na złom pospolici złodzieje.
Nie wiem i nie rozumie, dlaczego nazywani potocznie „złomiarzami”?
Budynki byłych Zakładów Mięsnych w Gdańsku widoczne są dla wszystkich wyjeżdżających z gdańskiej Filharmonii Bałtyckiej, co postaram się przedstawić na moich fotografiach niżej.
Po wielu budynkach nie została nawet kamieni kupa, a jedynie śmieci.


Widoczne są z daleka trzy tabliczki ostrzegające w tym o tym, ze jest to obiekt zabytkowy.




Fotografia wykonana z bramy wjazdowej na Filharmonię Bałtycką w Gdańsku.


Widok na niszczejące ostatnie zabytkowe ruiny po byłych Zakładach Mięsnych widziane z z mostu i bramy wjazdowej Filharmonii Bałtyckiej.



Zrujnowane w sposób przestępczy, bo przez umyślne wielokrotne podpalenia oraz całkowity brak nadzoru ze strony właściciele i konserwatora zabytków obiekty zabytkowe patrzą swoimi pustymi oczyma na sąsiedni obiekt zabytkowy po byłej gazowni na wyspie Ołowianka, w którego dotychczas wpompowano miliony złotych, z którego korzysta pseudo elita II PRL, bo przecież nie prości Gdańszczanie zajęci walką o codzienne przetrwania.
Już rozpoczęła się ekspansja deweloperów na doprowadzonych umyślnie do ruiny zabytkach.



Miliony milionów i kanistry z benzyną i zapałkami po drugiej stronie kanału, mostu widocznego na moich fotografiach.


Nie chcę posądzać o wiarołomstwo i zdradę, lecz i takie myśli mi się czasem błąkają pod sklepieniem mojego dachu, że jest to spowodowane tym, że to stąd pochodził, który posłużył do spalenia żywcem Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku w wyniku umyślnego podpalenia budynku Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku przez niemieckich zbrodniczych sąsiadów gdańskich, pardą, niemieckich.

Wystarczyło dekadę lub półtorej by zniszczyć zabytkowe cmentarze, tak, że nie pozostał kamień na kamieniu

Cmentarz Salvador na gdańskiej Biskupiej Górce przy ulicy Na Stoku - obecnie Szkoła Podstawowa i boiska przyszkolne i parking.


Cmentarz należący do kościoła Zbawiciela, po którym zostały dwie kondygnacje wieża, na którym znajdowały się  bardzo liczne zabytkowe nagrobki - takimi jak na fotografii - został zlikwidowany bez przeprowadzenia ekshumacji w latach 60. XX wieku przez komunistów.
Dzieci przez wiele lat na tym terenie bawiły się czaszkami i kośćmi ludzkimi.

Dziś ten cmentarz wygląda tak:





Inny przykład cmentarz jest stary cmentarz oruński, ewangelicki p.w. Św. Jerzego, który przetrwał pół tysiąclecia – 506 lat, bo czynny był od 1550 roku do roku 1956, a sczezł zaledwie po dziesięciu lat komunizmu w PRL.



Kolejnym cmentarzem, którego nagrobki widziałem na własne oczy i pamiętam był cmentarz na gdańskich Stogach.



Wizerunek Mojej Wnuczki odbija się na pomniku.

Odwiedzając nekropolie istniejące jak i nieistniejące uczę Moja Wnuczkę szacunku do miejsc pamięci i miejsc spoczynku ludzi bez względu na ich narodowość i wyznanie, bo pragnąłbym by miejsca pamięci i spoczynku Wszystkich Polaków i Moich Bliskich inni podobnie jak ja i Moi Bliscy szanowali.

Nie dziwmy się i nie oburzajmy na to, że taka sama jak tutejsza barbaria ze wschodu niszczy Nasze polskie cmentarze na wschodzie, bo kto niszczy cmentarze to i jego kości, jego bliskich też będą bielały w słońcu, gniły w błocie lub będą rozwlekane przez barbarię, ich potomstwo lub zwierzęta.
Cmentarz winien zawsze być rzeczą świętą i nienaruszalną przez nikogo, tym bardziej przez jednostkę mającą siebie za człowieka, bo tak czynią jedynie barbarzyńcy pozbawieni uczuć człowieczych.

O tym jak wygląda teren po byłej Stoczni Gdańskiej im. Lenina już pisałem i upubliczniłem moje fotografie na przestrzeni lat 2010-2014, tak wiec nie będę się powtarzał.

Przypomnę niedowiarkom teren koło Sali BHP z miejsca gdzie stała kiedyś stołówka, tak przydatna podczas strajków w tym grudniowego 1981 roku.



W nagrodę „za trzymanie Polaków krótko za mordę” sądy, prokuratury, policja tajne służby oraz rzesze puszczonych samopas urzędasów w tej załganej na wskroś republice kolesi opartej na mafijnych strukturach ma się coraz lepiej z dnia na dzień.







Dla porównania budynek Komisarza Generalnego Polski z przeszłości, bo z czasów przedwojennych – po prawej widać fragment dziś nieistniejącego budynku.




Fotografie pochodzą z różnych okresów stąd różnice w wyglądzie budynków sądu, policji, prokuratur urzędów.

Ten budynek, a szczególnie jego dobudowaną po lewej stronie część, dziś gruntownie wyremontowaną powinni znać szczególnie dobrze wszyscy emigranci jak i TW cos tam coś tam, bo to tam odbierali swoje paszporty, a i często składali różne zobowiązania do współpracy.


Od strony podwórza/dziedzińca trwają prace remontowe.


Gdy tymczasem inni Polacy szukają ratunku i przetrwania w śmietnikach i na wysypiskach śmieci, na które niestety już nie są wpuszczani.
Mężczyzna przy gdańskiej Hali Targowej szukający szczęścia w kontenerach ze śmieciami:


Kobieta przeszukująca śmietnik przy Trakcie Św. Wojciecha:


Dwójka walcząca codziennie o przeżycie szukających szczęścia na śmietnikach Trakcie Św. Wojciecha:


Jak widać nie są to tzw. menele czy żule, lecz biedni ludzie schludnie ubrani na miarę Ich możliwości..

Kolejnych dwóch mężczyzn szukających szczęścia i przetrwania na śmietniku przy ulicy Podmiejskiej, który ma wzięcie, bo w przeciągu kilku minut przeszukiwało go dwóch mężczyzn, w tym jeden ubrany w kamizelkę.



Różnica czasu w wykonaniu pierwszej i drugiej fotografii to tylko trzy minuty.
Przerażające?
Nie po za chwilę wykonałem kolejną fotografię z poszukiwaczem przetrwania w śmietnikach.


Na fotografii widoczny jest też mężczyzna w pomarańczowej kamizelce.

 I ten sam mężczyzna (ten był z pieskiem) drodze do skupu przy ulicy Sandomierskiej w Gdańsku.


Nieopodal jest lokal handlowy po byłej drogerii, który trwał przez dziesięciolecia, a ostatnio branże i najemcy zmieniają się szybciej i częściej niż trwa malowanie informacji o zmianie branży, bo kto by się z urzędasów przejmował nad wyraz zawyżonymi czynszami i opłatami eksploatacyjnymi ustalonymi według ich widzi mi się.


Nie tak dawno był tu sklep mięsny, którego zdążyłem wykonać jedynie kilka fotografii z pustymi hakami, bo towar się zepsuł w pierwszym tygodniu jego funkcjonowania, a próbujący szczęścia handlowiec zbankrutował.

Czarna i mroczna przeszłość.


Nie dała rady tu nawet lumpeks, bo i szmat za jedną złotówkę nikt nie chciał w nim kupować.


Zapewne pojawi się na tym lokalu transparent z adresem miejskiego zarządy lokalami użytkowymi, taki, jaki od wielu miesięcy wisi na lokalu po przeciwnej stronie ulicy z godłem miasta na zielonym tle – kolor zielone gdańskiej wyspy pod szyldem Budynia z PO.

Tuż obok jest szkoła szkoląca w trybie przyśpieszonym nowe kadry PRL Bis:



Z której można podziwiać upadek ładnej kamienicy na oruńskim Przedmieściu z początku XX wieku.


Posiadam przedwojenną fotografię kamienic z oruńskiego Przedmieścia, z tą i z kamienicą po drugiej stronie ulicy/skrzyżowania w czasach ich świetności i panującego tu życia towarzyskiego i gospodarczego.


Stara fotografia przedstawia ten fragment skrzyżowania czterech gdańskich ulic:


Nawet tak niezbędne i potrzebne miejsce jak publiczną toaletę doprowadzono do stanu jak na załączonej fotografii, bo to „dobro” niczyje, wspólne.


Takiego upadku moralnego nie przetrwa żaden, podkreślam ŻADEN naród choćby z i bardzo bogatą kulturą, historią czy tradycją.
Tak postępują tylko apatrydzi mieszkający na nie swojej ziemie i w nie swoim państwie.


@Obibok na własny koszt

PS
Maszeruję pieszo lub jeżdżę rowerkiem, rzadziej autem i wykonuję fotografie ludzi i miasta, także tego ginącego, a może przede wszystkim właśnie tego popadającego w ruinę.

Źródło:

  1. Moja głowa, w której zapisana jest moja podręczna encyklopedia, polska.
  2. Moja galeria fotograficzna, która jest dostępna dla każdego pod linkiem:

Oczywiście, wszystkie błędy,  tym stylistyczne są też mego autorstwa.
Jeśli chodzi o formę i piękne słówka, to proszę ich szukać lecz nie w moich tekstach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.