Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Terror mniejszości głosujących nad większością odmawiającą legitymizacji uzurpatorom z III RP



Jestem Polakiem i mam względem Moich Rodaków i Mojej Ojczyzny, jedynie polskie obowiązki.

Należę do elity Narodu Polskiego i dlatego nie wziąłem udziału w kolejnej pseudo hucpie wyborczej.
Moja odmowa brania udziału w hucpach wyborczych rozpoczęła się po tym jak z szumnie zapowiadanego referendum w dniu 8 września 2012 roku w sprawie odwołania Rady Miasta Gdańska i Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza okazała się jedynie buńczuczną i propagandową inscenizacją mającą na celu zdobycia wiarygodności w oczach prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Pisałem o niej i zamieściłem materiał filmowo fotograficzny m.in. TU:

Klipy filmowe:
  1. https://www.youtube.com/results?search_query=Konferencji+w+Sali+BHP+w+dniu+08.09.2012+r
Gdy tylko Jarosław Kaczyński ze swoją świtą opuścił Sale BHP i Gdańsk, to zrobiło się im żal tych kilku mandatów radnych Rady Miasta Gdańska, które okupowało PiS nie mając jakiegokolwiek wpływu na władze Gdańska.
PiS wówczas jak i dziś jest kwiatkiem u kożucha w Radzie Miasta Gdańska, który jedynie ssie wysokie diety z faktu posiadanych mandatów.
Moja odmowa wzięcia udziału w kolejnych wyborach wzięła się stąd, że w licznych rozmowach z lokalnymi i krajowymi przedstawicielami PiS, który dotychczas wspierałem organizacyjnie, logistycznie, materialnie i finansowo, że jestem niereformowalnym radykalnym oszołomem, przez których PiS przegrywa kolejne wybory parlamentarne i samorządowe, bo Polacy nie chcą radykalnych zmian i restytucji polskości w zakresie proponowanych przez radykalnych polityków i działaczy społecznych.
Powrót do normalności nazwano radykalnym szaleństwem, a moje mrzonki o restytucji polskości tak w narodzie jak i państwowości uznano za niemożliwe w ogóle do realizacji, a przy tym wymieniając przeszkody krajowe jak i zewnętrzne.
Cóż lepiej okupować byle, jakie synekury legitymizując łajdaków w rządzie, w parlamencie, sądach, prokuraturach, resortach w tym siłowych, samorządach wszelkich szczebli niż narażać się na ich utratę, bo te wyborcze synekury stanowią dla większości tych rzekomych polityków jedyne źródło utrzymania, za które gotowi trwać, ba, nawet wbrew logice, tak jak było to w Gdańsku, w którym PiS okupował w latach 2010-2014 jedynie 7 mandatów. Dziś zaś PiS okupuje 12 mandatów w 34.osobowej Radzie Miasta Gdańska, którym nawet przez myśl nie przeszłoby wystąpić z wnioskiem o referendum odwołania Prezydenta Miasta Gdańska pomimo ciążących na nim prokuratorskich zarzutów, a przy okazji także Rady Miasta Gdańska, w której są nieistotnym i nic nieznaczącym jej elementem poza legitymizacją okupujących ją partyjnych pasożytów.
I znów, prywatne ssanie wysokich diet radnych Miasta Gdańska jest przez PiS jak i samych zainteresowanych radnych przedkładanie nad interes Wspólnoty Mieszkańców Gdańska, Polski i Polaków, bo wykonywanie mandatów przez gdańskich radnych nie ma nic wspólnego z ich pełnieniem pro publiko bono. Kasa przez interesem ogółu, oto dewiza radnych PiS i jej będą się trzymać kosztem ogółu Mieszkańców, kosztem prawdy, dobra i uczciwości.
Gdy zostałem nazwany, jak za czasów grubej kreski i po raz kolejny „oszołomem” i gdy zostałem oskarżony o wszystkie dotychczasowe klęski wyborcze PiS, postanowiłem definitywnie i raz na zawsze zerwać wszelkie dotychczasowe wiążące mnie z PiS związki.
Do roku 2014 w Mojej Dzielnicy PiS osiągał najlepsze wyniki w wyborach samorządowych w Gdańsku. W wyborach w 2010 roku na 7 mandatów zdobył 2 mandaty, które stanowiły ponad ¼ ogółu zdobytych w Gdańsku.
Po wycofaniu się obrażonych i oskarżonych działaczy z Mojej Oruni, który wspierali PiS w każdych wyborach, a w tym w samorządowych, które po raz pierwszy sami organizowali od podstaw w 1990 roku, PiS pomimo objęcia ogólnie w Gdańsku o ponad 50% więcej mandatów w Gdańsku, bo objął łącznie w Gdańsku ich o 5 mandatów więcej i dziś posiada ich 12, to jednak ten wzrost nie został odnotowany w Mojej Dzielnicy, w której został jedynie zachowany stan posiadania 2 mandatów.
W osiągniętym przez PiS w 2014 roku wyniku wyborczym w wyborach samorządowych w stosunku do całego Gdańska nastąpił regres i spadek poparcia dla PiS w Naszej Dzielnicy.
Mnie to w ogóle nie zdziwiło znając od podszewki dotychczasowe zaangażowanie pospolitego ruszenia byłych działaczy I Solidarności, organizatorów i działaczy pierwszych struktur politycznych na przełomie lat 80. I 90. XX wieku w Naszej Dzielnicy, a nawet radnych z Naszej Dzielnicy, którzy wycofali się jak i ja ze wspierania PiS.
Skoro PiS uznał dotychczasowych działaczy z gdańskiej Oruni za „radykalnych i niereformowalnych oszołomów”, którzy mają nierealne do spełnienia mrzonki o restytucji polskiej państwowości i polskości w ogóle, a ich samych zaliczył do balastu, który oskarżył o przyczynienie się do wszystkich dotychczasowych klęsk wyborczych PiS, to nie zamierzaliśmy i nie zamierzamy dla kacyków z PiS w dalszym ciągu wadzić. Niech pokażą sami bez Naszej pomocy, że potrafią wygrywać lepiej bez „radykalnych niereformowalnych oszołomów”, których nieformalne struktury w Mojej Dzielnicy odrzucili a i bezpodstawnie oskarżyli o swoje porażki, które były i są ich, a nie Naszą zasługą, która objawiała i objawia się nonszalancją, wszech obecną chałturą, tymczasowością, akcyjnością i nieodpowiedzialnością na każdym szczeblu organizacyjnym PiS.
Wolontariusze, którzy dotychczas bezinteresownie wspomagali w różnej postaci PiS w Naszej Dzielnicy już się definitywnie skończyli po tym jak nazwani Nas „niereformowalnymi radykalnymi oszołomami” o mrzonkach i marzeniach nienaddających się do realizacji przez kacyków lokalnych z PiS.
Nasza zasłużona i z ogromnym stażem wydawniczym drukarnia oruńska przestała definitywnie świadczyć usługi na rzecz Naszych bezpodstawnych oskarżycieli raz na zawsze.
Włożyliśmy masę pracy i pieniędzy, a usłyszeliśmy, że jesteśmy „niereformowalnymi radykalnymi oszołomami” oraz winnymi wszystkich dotychczasowych porażek i klęsk.
To, co zniszczyli nieodpowiedzialnymi i bezzasadnymi oskarżeniami i pomówieniami PiS już nigdy nie odbuduje, bo utracił definitywnie zaufanie u ludzi, którzy byliby gotowi nawet niebo im przychylić.
Dziś to, co było nie pisze się już w rejestr, bo ta zniewaga PiS właśnie takiego postępowania wymaga od dotychczasowych wolontariuszy oruńskich, którzy nieśli pomoc kandydatom PiS w każdych dotychczasowych wyborach.

DIXI!

Obibok na własny koszt vel. Mieszko II

PS
Jestem Polakiem i nie zamierzam dokonywać wyboru pomiędzy dwoma skłóconymi pejsatymi środowiskami, a mianowicie między pejsatymi z GW a GP, bo jedni jak i drudzy nie są Polakami, którym przyświecałoby dobro Polski i Polaków, lecz ich nacji, pejsatej.
Onwk.
  

UWAGA:
Albumy z fotografiami w związku z licznymi kradzieżami fotografii polegającym jedynie na nie podawaniu źródła ich pochodzenia, już wkrótce zostaną zamknięte i do czasu naniesienia znaków wodnych na fotografie nie będą w ogóle dostępne. Znikną też wszystkie inne fotografie, także z moich publikacji m.in. na stronie niepoprawni.pl, na której pozbawiono mi posiadanych dotychczas uprawnień oraz na Blogmedia24.pl, co będzie konsekwencją kradzieży jak i celowego ich usunięcia na innych stronach internetowych jak byłych działaczy WZZW i NE vel. nEon24.pl, na których to moje filmy, fotografie jak i teksty zawisły bez mojej wiedzy i zgody.




środa, 15 kwietnia 2015

Cztery komentarze mówiące mną samym

Pod kolejnym bardzo interesującym tekstem Pana Aleksandra Ściosa pt.: O kolektywnym wysiłku zawisły bardzo ważne także i z mojego punktu widzenia i postrzegania otaczającej mnie polskiej rzeczywistości komentarze, Gospodarza blogu, cenionych i poważanych przeze mnie Komentatorów, które postanowiłem zawiesić bez skrótów również na moim blogu.

Cytuję:

Autor i Komentatorzy

Bardzo dziękuję Autorowi za ten tekst. Malkontentom, którzy pojawiają się na jego blogu, proponuję, by spojrzeli na to miejsce zupełnie inaczej, niż na propagandowy eter III RP.
Tam wmawia się ludziom kompulsywny przymus „posiadania własnego zdania” na każdy temat, bez względu na poziom własnej wiedzy (lub częściej niewiedzy). Im zaś większy indolent i idiota, tym więcej powinien mówić. No i mamy te lejące się fale wulgarnych komentarzy na popularnych portalach, kariery chamów odgrywających dziennikarzy, pomieszanie z poplątaniem, kult głupoty nazywanej wolnością. Jakie są oczywiste korzyści propagandowe – nie trzeba wiele mówić; pomieszanie pojęć, chaos, w którym łatwo ginie jakikolwiek sens i prawda. Przede wszystkim wielki proces anty-wychowania obywatelskiego, w którym, zamiast świadomych siebie i rzeczywistości wolnych ludzi, kształtuje się stado ogłupiałych, rozpasanych, agresywnych psów Pawłowa, coraz posłuszniejszych komendom pana. Nie łudźmy się, w razie czegoś na kształt stanu wojennego, ormowców chętnych do pałowania Polaków - nie zabraknie.

Tutaj, na blogu A.Ściosa jesteśmy wolnymi ludźmi. Może jest nas garstka, może jesteśmy trochę rozproszeni (choć licznik odwiedzin mówi, że nie jest nas wcale mało) – to jednak nie jest to miejsce ani karmienia ambicji nadawcy tekstów i ich odbiorców, ani klub dyskusyjny piewców walorów Marysi, ani kuźnia iluminatów z kręgami wtajemniczenia, które upoważniają do sprawowania coraz skuteczniejszych rządów nad tłuszczą.

Przyczyna, skutek, kontekst, następstwa – wejście w rzeczywistość do bólu, przez który przychodzi oczyszczenie i spokój ducha, to jest to miejsce, to jest ten blog. Tutaj nie promuje się wygadanych pięknisiów, przemądrzałych egoistów, czy armii propagandystów ideologii, szkolonych do walki o kształt świata. Tutaj chcemy faktów i prawdy, a pierwszą zmianą, której chcemy dokonać w świecie, jest zmiana nas samych – w wolnych, świadomych ludzi.

Pozdrawiam serdecznie Autora i Komentatorów

PS. Ciekawostka; na jednym z portali społecznościowych promowałem teksty Autora. Zablokowali. Nic wielkiego właściwie się nie stało, ale to pokazuje, nieprawdaż, kierunek zmian.

Nie żebym był jakimś profetystą - w jednym z wcześniejszych komentarzy napisałem, że przewiduję wezwania sztabu Komorowskiego do rozstrzygnięcia wyborów w I turze. Wczoraj rzecznik lokatora Belwederu wyraził taką właśnie nadzieję. Chociaż kampania opozycji nie jest żadnym zagrożeniem dla reżimu, to jednak dodatkowe dwa tygodnie niespokojnego dziamgolenia w mediach, nie są mu do niczego niepotrzebne.




viva cristo rey,

Z wielkim uznaniem przeczytałem Pańską wypowiedź. I nie dlatego, że zawiera tyle dobrych słów po adresem mojego bloga, ale przede wszystkim, że przedstawia go w perspektywie, w jakiej pragnąłbym, by był odczytywany. Nie potrafiłby tego lepiej ująć.
Diagnoza "propagandowego eteru IIIRP" jest bezwzględnie prawdziwa. To obszar największego zniewolenia i upodlenia. Miary tak wielkiej, że gdyby Polacy zdołali dostrzec jej głębię, nigdy więcej nie mogliby poświęcić chwili na uczestnictwo w tych uwłaczających spektaklach.
Od kilku lat ze smutkiem obserwuję, jak podobne reguły przymusu, intelektualnej nędzy i bylejakości wdzierają się w przestrzeń tzw. wolnych mediów. Jest to odczucie tym bardziej dotkliwe, że ów wyjątkowy przymiotnik został sprowadzony do nikczemnego poziomu "opozycyjności" - krytyki tego, co powiedzieli i napisali w reżimowych gadzinówkach oraz uprawiania partyjnej demagogii.
Tak rozumiana "opozycyjność" staje się wyznacznikiem postawy patriotycznej. Zostaje narzucona według miary, jaką reprezentują ludzie mieniący się niezależnymi publicystami.
Nikt nie zapyta - gdzie odnaleźć w niej wolną myśl, jak wytyczyć obszar autentycznej niezależności? Jak - mając media, które czerpią z wyziewów propagandy - uwolnić Polaków od podległości informacyjnej i nauczyć ich samodzielnego myślenia?
Dziś nie sposób tego uczynić. Nie z tymi mediami i ludźmi, których nie stać na odwagę intelektualną.
Budowanie wolnych mediów, od podstaw, od początku, będzie jednym z największych wyzwań długiego marszu. Jeśli to miejsce stanie się oazą dla ludzi wolnych, jeśli będą zdolni udźwignąć ciężar prawdy - potrafią sprostać takiemu wyzwaniu.

Serdecznie dziękuję Panu za te słowa i pozdrawiam


Szanowny Panie Aleksandrze,

To dobry moment na takie słowa. Chyba nie będzie lepszego.

Nim upłynie najbliższy rok, skutki wszystkich zaniechań będą już doskonale widoczne.
Pytanie "co sądzić o tym co się stało?" będzie pewnie pojawiać sie już nie sporadycznie, jak do tej pory po przegranych wyborach, ale stanie się częstszym gosciem w domach wielu Polaków. Odgrzewane argumenty rozbudzonym ostatnio młodym umysłom (w szczególności), nie wystarczą. To ziarno "wątpliwości" udało się, może nawet mimowolnie, obsiać. Może kiedyś zaowocuje!
Tym bardziej nie wystarczą, gdy okaże się, że wbrew wszelkiej logice i przewidywaniom, np. Komorowski wygrał w pierwszej turze (co zresztą, od pewnego czasu również, podobnie jak pan VCR, przewiduję), a figuranci z Pis coraz wyraźniej będą słuzyć władzy za listek figowy.
Co do " przywołania do rozumu małych demiurgów z „wolnych mediów” , to muszę sie przyznać do poniesionej porażki. Miałem ponownie (po pewnej przerwie) wymianę zdań, która wiele powiedziała mi o sposobie myślenia "niezaleznych". To autentycznie zabolało. Nie dość, że użyto wobec mnie aroganckich, poniżających porównań i ocen, to jeszcze zarzucono małostkowość i ciasne horyzonty. Miałem nie dostrzegać tak istotnych "zdobyczy" niezaleznych mediów jak samo ich utworzenie i utrzymywanie. Refleksja nad tym " po co to wszystko i dla kogo" okazała sie drugoplanowa. W tym zdarzeniu, aż nadto dobitnie przekonałem się o trafności stwierdzenia : "... pokusa pasterzowania nie ominęła również współczesnych żurnalistów i wielu z tych, którzy przypisują sobie miano niezależnych, chętnie kreuje się na „lepiej widzących ojców narodu”.
Dysonans poznawczy z jakim potyka sie wielu próbujących zbliżenia z Pańską publicystyka jest na tyle silny, że trudno nawet o potepienie kogoś "nieobytego". Świetne podsumowania tego epizodu ze strony panów VCR i Kazefa nie wymaga już żadnych dodatkowych komentarzy. Panu Kościelnemu życzę (naprawdę szczerze!) przede wszystkim cierpliwości i nieco pokory.
Pozdrawiam Pana i Komentatorów

Szanowny Panie Zaścianku,

Jestem przekonany, że jeśli PiS przegra wybory, już następnego dnia objawią się nam zastępy mędrców, którzy objaśnią wyborcom opozycji "co sądzić o tym co się stało?"
Dlatego w swoim tekście piszę wyraźnie o przygotowywanej dziś "tarczy", zza której ludzie "wolnych mediów" będą odgrywali niezapomnianą kwestię dozorcy Anioła. Nikt im nie zarzuci, że "wspólnym wysiłkiem kolektywu" nie budowali. Ano, budowali. To zaś, że się nie udało musi być winą knowań przeciwnika, potęgi propagandy, głupoty Polaków i setek innych, tym podobnych przeszkód.
Znam ten schemat ze wszystkich wcześniejszych, przegranych wyborów i nic nie wskazuje, by tym razem miano zrezygnować z odgrywania podobnej szopki. Tym łatwiejszej, że nie ma bredni, której odbiorcy owych mediów nie potrafiliby przełknąć.
Przywołał Pan własne doświadczenia z obcowania z "myślą niezależną". Ja zaś, przed kilkoma dniami otrzymałem od czytelnika wiadomość o rozmowie komentatorów pod tekstem T.Sakiewicza „Polski maraton”:
http://niezalezna.pl/65914-polski-maraton
Znajduje się tam komentarz pana o nicku „Ja z wygwizdowa”, w którym autor przytacza fragmenty mojego poprzedniego tekstu i próbuje sformułować kilka istotnych pytań.
Reakcja, z jaką się spotyka, jest warta odnotowania, bo doskonale ukazuje problem, z jakim boryka się środowisko opozycji.
Można tu dostrzec niezdolność do prowadzenia rzeczowej dyskusji, lęk przed samodzielną refleksją, powielanie fałszywych (i absurdalnych) schematów oraz silną obawę przed weryfikacją ocen. Pada też koronny "argument", o którym Pan wspomina - no budowali my, budowali i zbudowali te wolne media, a jak ktoś chce się nas teraz czepiać,niech najpierw sam dokona tej sztuki.
Chyba niewielu odbiorców owych "wolnych mediów" zdaje sobie sprawę z ordynarnego fałszu takiej argumentacji.

cdn.

cd.

Trzeba na nią spojrzeć od strony faktów, a nie natrętnej demagogii. Wydaje się, że przeciętnie inteligentny człowiek powinien wiedzieć iż heroiczny wysiłek związany z utworzeniem firmy medialnej oznacza przede wszystkim utworzenie spółki prawa handlowego,zorganizowanie etatów dla małych demiurgów, obsadzenie stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej.
Mówiąc krótko - oznacza spore dochody i profity dla ludzi uczestniczących w takim przedsięwzięciu. Zwykle niewiele (lub wcale) mówi się o pochodzeniu kapitału założycielskiego i nie informuje, skąd pochodziły pieniądze. Wgląd w dokumenty rejestrowe przynosi niekiedy zaskakujące informacje.
To jest w istocie podstawowa "zdobycz" płynąca z powoływania medialnych spółek i w pierwszej kolejności jest ona konsumowana przez samych żurnalistów. Dzięki temu mają solidne dochody, pracę, pozycję w swoim środowisku i opozycyjny "wieniec niezależności".

Dopiero od tego momentu możemy rozpoczynać rozmowę o budowaniu wolnych mediów. To jednak nie jest już zależne od konstrukcji spółek prawa handlowego, ale od tego, co owi żurnaliści mają w głowach. I tu pojawia się problem, bo tej wartości nie zagwarantują układy towarzyskie, znajomości z politykami lub tytuły naczelnych redaktorów.
Dlatego żadne mulitipleksy, platformy ani wysokie nakłady gazet, nie pomogą w stworzeniu wolnej myśli, jeśli biorą się za to ludzie zniewoleni i słabi, pełni środowiskowych kompleksów i zabobonów. Żadne pieniądze wyciągnięte z kieszeni czytelników i telewidzów nie zbudują skrawka wolności, jeśli sami dziennikarze nie posiadają daru myślenia w takich kategoriach.
Ostatnie lata udowodniły, że to nie jest zadanie dla ludzi, którzy przewijali się przez wszystkie telewizje III RP lub poznali siedziby niemal każdej gazety. Fakt, że w tej chwili przyszło im grać po stronie opozycji, nie dodaje im walorów.
Do tego trzeba ludzi o zupełnie nowych i otwartych horyzontach - niezwiązanych z zapyziałym establishmentem, nieskrępowanych więzami towarzyskich i finansowych koligacji, zdolnych do budowania samodzielnego przekazu i formułowania myśli bez odniesień do wytworów propagandy.
Kilkakrotnie znajdowałem w Polsce wolne media. Ale nie tu, gdzie się ogłaszają.
Są w małych i większych miasteczkach,wokół różnych stowarzyszeń, na uczelniach. Budowane przez ludzi zasługujących na miano prawdziwie wolnych Polaków. Odbywa się to bez znaczących pieniędzy, bez rozgłosu. Ci ludzie nie kreują się na "lepiej widzących ojców narodu” i nie oczekują od czytelników "wieńca opozycyjności".
Robią swoje -, przekazują rzetelnie drobne i ważniejsze informacje, relacjonują sprawy, o których mają solidną wiedzę. Nie tylko myślą samodzielnie i nie muszą codziennie zerkać do TVN-u i w GW, by wydusić z siebie kilka słów, ale w taki sposób traktują swoich odbiorców - jako zdolnych do własnej refleksji i tworzących wspólnotę wolnej myśli.
Istnienie takich mediów jest bardzo dobrą prognozą na czas długiego marszu.

Dziękuję Panu za komentarz i serdecznie pozdrawiam

Koniec cytatów.

Źródło: Z blogu Bez dekretu, Pana Aleksandra Ściosa

PS
Są pod tekstem także inne komentarze, które zasługują również na promowanie, lecz ten wpis byłby tasiemcem, który nie spełniłby zamierzonego przeze mnie celu.
Onwk.

czwartek, 15 stycznia 2015

Odezwa organizatorów marszu w Gliwicach

 

 

16 stycznia 2015 o godzinie 15.00 

sprzed bramy KWK Sośnica-Makoszowy z pola Zachód ulicami: 

Błonie, Pocztowa, Pszczyńska, Wrocławska, Wyszyńskiego 

- wyruszy marsz wszystkich, którym leży na sercu dobro kopalni, pod urząd miejski w Gliwicach.

Wasze uczestnictwo w marszu będziemy uważali za wsparcie dla całej protestującej załogi w walce o miejsca pracy w kopalni i godne życie.”  

 Czytamy w odezwie organizatorów marszu w Gliwicach.

 

Solidarny z Górnikami i Śląskiem,

Obibok na własny koszt z Gdańska

Gdańsk, 15 stycznia 2015 roku

 

Aktualizacja.

POLECAM!


 

 

 

Solidarność potrzebna od zaraz

Solidarność potrzebna od zaraz - Jadwiga Chmielowska

W interesie każdego Polaka jest wesprzeć strajkujących górników. Co znaczy ulegać modzie, wiedzą dyrektorzy szkół, którzy chcieli być bardzo ekologiczni i musieli kotły na olej opałowy szybko wymieniać na kotły węglowe. Szkół wiejskich nie było stać na ogrzewanie. Nie każde złoto co się świeci, a pamiętać należy, że każdy oszust pięknie gada, gdy chce nam wcisnąć jakieś badziewie.

To, czy będziemy wszyscy siedząc przy świeczkach marznąć zimą, czy nie, zależy teraz od naszej decyzji – czy pomożemy górnikom. Jeśli damy się podzielić jako naród, to przegramy na całe lata, ba, może i wieki. Nasze pokolenie będzie bardziej przeklinane niż to „targowiczan”.
Władze III RP są dla mnie bardziej obrzydliwe od władz PRL. Wtedy sprawa była jasna i przejrzysta – rządzili z ramienia okupanta sowieckiego. Nie dokonywali jednak takich spustoszeń w gospodarce. Byli oczywiście mistrzami w dezintegracji społeczeństwa. A jednak nasz naród zaskoczył partyjnych funków i bezpieczniaków i stworzył „Solidarność” w 1980r. Nie dawaliśmy się napuszczać jeden na drugiego. Byliśmy razem i górnicy, i hutnicy, i lekarze, i nauczyciele, i rolnicy - w jednym związku, w jednym ruchu stanowiliśmy siłę.
Teraz podjęła walkę ostatnia chyba wielkoprzemysłowa branża zawodowa. Hutników już zniszczono, a resztę sprywatyzowano. Kolejne rządy w zacięciu prywatyzacyjnym i likwidacyjnym starały się wyalienować pracowników danej branży od reszty społeczeństwa. Wystarczył czasem prosty zabieg. Jakże łatwo wpuścić przez granicę towar po dumpingowych cenach. Potem eksperci i dziennikarze będą robić wodę z mózgu i tłumaczyć zdezorientowanemu ludkowi, że tak trzeba – bo produkcja cukru jest nieopłacalna. No bo jak utrzymać cukrownie, które produkują cukier za 1,23zł, a każe się im sprzedawać za minimum 1,50zł, kiedy w supermarketach uginają się półki importowanym za 1zł! No i naród dał sobie wmówić, że polskie cukrownie trzeba sprzedać, najchętniej Niemcom, wszak wiadomo - cukier niemiecki słodszy i chłop niemiecki ma większe potrzeby niż jego kolega znad Wisły czy Sanu.
Cukrownie sprzedano, zaorano, a w 2011r. cena kg cukru dobijała prawie do 5 zł. Wielką cenę zapłacił obrońca polskich cukrowni, poseł Gabriel Janowski, któremu, aby go skompromitować, dosypano narkotyków. Zrobił to przekupiony bliski współpracownik. Nikt z kolegów posłów nie zażądał badań toksykologicznych, nikt nie zachował się jak maż stanu, więc nie dziwcie się, panowie, mojemu stosunkowi do was. Bardzo dokładnie pamiętam, kto i co bredził wtedy do kamer i mikrofonów.
Zawsze władza, zwłaszcza mało akceptowalna, działała na zasadzie skłócania ze sobą tych, których współdziałanie byłoby dla niej niekorzystne, a wręcz zabójcze.
I tak teraz próbuje się przedstawić górników jako tych, którzy walczą o swoje niebotyczne zarobki.
„ Wynagrodzenie brutto w sekcji górnictwo i wydobywanie w III kwartale br. wyniosło 6043,74 zł, natomiast w tym samym okresie przeciętne zatrudnienie ukształtowało się na poziomie 156 tys. osób. Od początku roku produkcja węgla kamiennego wyniosła 60724 tys. ton, natomiast brunatnego 53160 tys. ton” – podał biuletyn GUS.
Górnicy się wściekli i zaczęli nadsyłać do redakcji swoje paski z wypłat. Można się o tym dowiedzieć jedynie z Internetu:
http://niezalezna.pl/63190-ile-rzeczywiscie-zarabia-sie-w-kopalni-po-publikacji-gus-gornicy-publikuja-odcinki-z-pensji
Trzeba przyznać, że „Dziennik Zachodni” też próbował wyjaśniać, skąd biorą się takie dysproporcje pomiędzy światem realnym a statystycznym. No cóż, znajomi królika i funki partyjne na eksponowanych stanowiskach pobierający odpowiednie wynagrodzenia i odprawy nie mogą przecież mieć pensji poniżej 5 tys. zł., ba, nawet 10 tys. Tymczasem górnik z kilkuletnim stażem pracujący na dole i zaliczający kilka nocek zarabia ok. 2 000 zł na rękę. Kto nie wierzy, może przeczytać na tzw. paskach opublikowanych na stronach internetowych podanych w powyższych linkach.
Co ciekawe, zamykane są kopalnie w miejscowościach, w których wybory samorządowe wygrali bezpartyjni prezydenci czy burmistrzowie. To dobrze wróży, bo samorządowcy nie dostaną polecenia partyjnego i mogą działać zgodnie z własnym sumieniem i interesem mieszkańców. Ich wypowiedzi publikuje portal NSZZ „Solidarność” http://www.solidarnosckatowice.pl/pl-PL/
i jest też tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=MlMFqH_OMeY.
Nie chcę być posądzana o to, że chcę podpalić Polskę, ale uważam, że górnikom trzeba pomóc w ich walce o niezależność energetyczną Polski. To, że rząd Kopacz nie ma żadnych argumentów, potwierdził poseł Zbyszek Zaborowski z SLD, gdy stwierdził 13.01.15r. na antenie TV Republika, że głosami PO i PSL przepadł wniosek, aby rząd przedstawił na komisji sejmowej argumenty za proponowanym przez siebie takim właśnie destrukcyjnym rozwiązaniem dla górnictwa.
Europoseł Andrzej Duda, kandydat PiS na Prezydenta PR, podjął na forum Parlamentu Europejskiego próbę wnioskowania o objęcie polskich kopalń pomocą w ramach planu Junkera. O tym też media głównego nurtu milczały. https://www.youtube.com/watch?v=F73gOT_FxN4 No cóż obrona polskiej racji stanu jest dla nich mało ciekawa.
Zaiste w III RP, o której jej Minister Spraw Wewnętrznych mówił, że jako państwo istnieje tylko teoretycznie, mamy rząd bez głowy. Ciekawe czy pani premier straciła ją trwale, czy chwilowo. Niepokojące już były marsze z A. Merkel po czerwonym dywanie!
To naród jest suwerenem w państwie. Posłowie, rząd i prezydent mają mu służyć. Jeśli tego nie robią, to naród powinien, ba, musi doprowadzić do tego, aby wybrana władza działała w interesie państwa i obywateli albo zmusić ją do odejścia, a później postawić przed wymiarem sprawiedliwości za zdradę stanu.
A obecna „Solidarność”, no cóż, albo zgodzi się być jedynie związkiem zawodowym i rozdzielać wczasy, pietruszkę i dbać o odzież ochronną i podwyżki, albo weźmie przykład z tej z 1980r., której nazwę nosi – ogólnopolskiego ruchu narodowego. Walka tamtej „Solidarności” została okrutnie przerwana. Ta nowa została wprzęgnięta w tryby III RP będącej kontynuacją PRL. Czas, aby Polacy okazali raz jeszcze Solidarność, aby nie dali się skłócić i podzielić.

tekst ulazał się na portalu SDP


 ---------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli dziś odpuścimy złodziejom, bandytom i nowemu czarnemu ZOMO, którzy będą strzelać, tak jak strzelały plutony specjalne ZOMO Kiszczaka do Polaków w stanie wojennym, to cała Polska będzie zburzona i zaorana jak polskie stocznie.

MUSIMY PO RAZ KOLEJNY STANĄĆ DO WALKI NIE OSZCZĘDZAJĄC NIKOGO ZE ZDRAJCÓW I ŁAJDAKÓW.

Czarne ZOMO wiele razy do mnie strzelało w rzekomo wolnej Polsce tylko dlatego, że zapalałem biało-czerwone znicze, składałem kwiaty czy instalowałem polskie flagi narodowe.



Tak wyglądał Gdańsk i teren dogorywających gdańskich stoczni z gdańskiej Góry Gradowej, na której stoi krzyż milenijny:
Bardzo mało zostało po największej stoczni polskiej w czasach PRL, która zatrudniała około 19 tysięcy stoczniowców. Łącznie na terenie stoczni gdańskich pracowało w latach 70. i 80. XX wieku  około 30 tysięcy stoczniowców w czterech gdańskich stoczniach.
Stoczni Gdańskiej im. Lenina - ok. 18 000 ludzi, Gdańskiej Stoczni Remontowej ok. 6 500 ludzi, Stoczni Północnej im. Obrońców Westerplatte - ok. 4 800 ludzi i Stoczni "Radunia" - ok. 700 ludzi.


Tak, to ci sami złodzieje i bandyci z PO (wcześniej PZPR, SB, WSW/WSI), PSL (wcześniej ZSL), SLD (wcześniej PZPR) i inne mendy rozprawiali się ze stoczniowcami z Trójmiasta, którzy walczyli w osamotnieniu o swoje Stocznie i miejsca pracy w dniu 29 kwietnia 2009 roku.
Ba, za napaść czarnego ZOMO na dwa autokary gdańskich Stoczniowców, to stoczniowcy byli oskarżeni o napaść na ponad dwa tysiące czarnych ZOMOwców. 


Ruiny po Stoczni Gdańskiej - Pomnik Poległych Stoczniowców - Muzeum TW Bolka w dniu 23.06.2010 r.


Dla zrobienie miejsca na próbę generalną i koncert J.M. Jarr w Gdańsku w sierpniu 2005 r. wyburzyli dziesiątki stoczniowych hal produkcyjnych, szpital i stołówkę przy historycznej bramie nr 2.


Dziś nawet okolice pomnika ulegają degradacji i zmianom, które mają jeden cel jego zasłonięcie lub wyburzenie bo wadzi "urodzie" nie Naszemu i rdzawemu ECS, które powstało na zaoranym terenie po Stoczni Gdańskiej:

Pomnik Poległych Stoczniowców w grudniu 1970 roku w Gdańsku:

 Tak wygląda teren po zaoraniu Stoczni Gdańskiej  im. Lenina w dniu 20.05.2014 roku:
Jedynie Moja Stocznia remontowa im. Józefa Piłsudskiego nie została doprowadzona do ruiny jak pozostałe 3miejskie stocznie:


Na tym moście spędziłem prawie cały strajk w sierpniu 1980 roku, śpiąc na ławce i mieszkając na ławce parkowej stojącej na moście pontonowym od 15 do 31 sierpnia 1980 roku.
Pozostały na pamiątkę opaski służby porządkowej z dnia 16 sierpnia 1980 roku, które mi zostały po tym jak TW Bolek podjął próbę zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, co spowodowało nie przyjście całego zaplanowanej obsady straży porządkowej GSR na służbę na moście pontonowy.

Mam swoje lata, lecz jestem w pełni sprawnym byłym sportowcem, długodystansowcem, który jest także i dziś stanąć nie z tyłu lecz na samym przedzie protestów, tak by wspomóc polskich Górników w ich walce z bandytami i złodziejami.

W jednej z moich galerii każdy znajdzie coś dla siebie: Galeria z dokumentami, fotografiami i filmami: KLIK!


wtorek, 23 września 2014

Moja Polska już nie płacze, bo Ona kona na moich oczach


Wypłakała wszystkie łzy i dziś patrzy na otaczający ją świat swoimi pustymi suchymi oczodołami i w odpadkach szuka strawy niezbędnej do przeżycia kolejnego dnia w agonii.
Tymczasem tuczący się na niej apatrydzi z polskimi paszportami, dowodami osobistymi bez PESELi tuczą się i obrastają w smalec.
Widzą jej codzienny upadek i rychły zgon, lecz nie robi to na tych przybłędach żadnego wrażenia.
Tak jak jemioła wysysa ostanie soki ze swojego żywiciela, a przy tym nieświadoma swojego rychłego losy.
Piękny budynek Liceum Ogólnokształcącego Nr 6 w Gdańsku popada z dnia na dzień w ruinę.
Odpadną tynki, cegły się rozpadną i zmienią w gruz, a teren nad Wisła przejmie jakiś koleś królików pod apartamentowce dla apatrydów z polskim dowodem osobistym i paszportem zagranicznym.


Po byłych zabytkowych budynkach wpisanych do rejestru zabytków nawet gruz już nie ma, bo komuś się też przydał do podwyższenia terenu oraz do zasypywania naturalnych zbiorników retencyjnych.

Podobóz KL Stutthof nie miał takiego szczecią, jakie miały i mają inne medialne niemieckie oz pozy zagłady i popada w ruiną, a tam zlokalizowanego pomnika pozostał jedynie potężny głaz bez jakiejkolwiek informacji, komu był on poświęcony.




Najwidoczniej ci więźniowie niemieckiego podobozu KL Stutthof nie zasługują na pamięć nikogo, pomimo faktu figurowania tego pomnika w rejestrze gdańskich pomników, to jednak nikt o jego stan się nie zamartwia, bo nie jest widoczny z przejeżdżającej limuzyny, w których pasożyty wożą swoje ogromne kombinatach przetwórstwa mięsno-warzywnego.

Lecz tu widzą te patrzące na nich wypłakane i puste oczy ruin po zabytkowych budynkach byłych Zakładów Mięsnych w Gdańsku, na których widać tabliczki lub już nie, bo zdążyli je oderwać i sprzedać na złom pospolici złodzieje.
Nie wiem i nie rozumie, dlaczego nazywani potocznie „złomiarzami”?
Budynki byłych Zakładów Mięsnych w Gdańsku widoczne są dla wszystkich wyjeżdżających z gdańskiej Filharmonii Bałtyckiej, co postaram się przedstawić na moich fotografiach niżej.
Po wielu budynkach nie została nawet kamieni kupa, a jedynie śmieci.


Widoczne są z daleka trzy tabliczki ostrzegające w tym o tym, ze jest to obiekt zabytkowy.




Fotografia wykonana z bramy wjazdowej na Filharmonię Bałtycką w Gdańsku.


Widok na niszczejące ostatnie zabytkowe ruiny po byłych Zakładach Mięsnych widziane z z mostu i bramy wjazdowej Filharmonii Bałtyckiej.



Zrujnowane w sposób przestępczy, bo przez umyślne wielokrotne podpalenia oraz całkowity brak nadzoru ze strony właściciele i konserwatora zabytków obiekty zabytkowe patrzą swoimi pustymi oczyma na sąsiedni obiekt zabytkowy po byłej gazowni na wyspie Ołowianka, w którego dotychczas wpompowano miliony złotych, z którego korzysta pseudo elita II PRL, bo przecież nie prości Gdańszczanie zajęci walką o codzienne przetrwania.
Już rozpoczęła się ekspansja deweloperów na doprowadzonych umyślnie do ruiny zabytkach.



Miliony milionów i kanistry z benzyną i zapałkami po drugiej stronie kanału, mostu widocznego na moich fotografiach.


Nie chcę posądzać o wiarołomstwo i zdradę, lecz i takie myśli mi się czasem błąkają pod sklepieniem mojego dachu, że jest to spowodowane tym, że to stąd pochodził, który posłużył do spalenia żywcem Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku w wyniku umyślnego podpalenia budynku Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku przez niemieckich zbrodniczych sąsiadów gdańskich, pardą, niemieckich.

Wystarczyło dekadę lub półtorej by zniszczyć zabytkowe cmentarze, tak, że nie pozostał kamień na kamieniu

Cmentarz Salvador na gdańskiej Biskupiej Górce przy ulicy Na Stoku - obecnie Szkoła Podstawowa i boiska przyszkolne i parking.


Cmentarz należący do kościoła Zbawiciela, po którym zostały dwie kondygnacje wieża, na którym znajdowały się  bardzo liczne zabytkowe nagrobki - takimi jak na fotografii - został zlikwidowany bez przeprowadzenia ekshumacji w latach 60. XX wieku przez komunistów.
Dzieci przez wiele lat na tym terenie bawiły się czaszkami i kośćmi ludzkimi.

Dziś ten cmentarz wygląda tak:





Inny przykład cmentarz jest stary cmentarz oruński, ewangelicki p.w. Św. Jerzego, który przetrwał pół tysiąclecia – 506 lat, bo czynny był od 1550 roku do roku 1956, a sczezł zaledwie po dziesięciu lat komunizmu w PRL.



Kolejnym cmentarzem, którego nagrobki widziałem na własne oczy i pamiętam był cmentarz na gdańskich Stogach.



Wizerunek Mojej Wnuczki odbija się na pomniku.

Odwiedzając nekropolie istniejące jak i nieistniejące uczę Moja Wnuczkę szacunku do miejsc pamięci i miejsc spoczynku ludzi bez względu na ich narodowość i wyznanie, bo pragnąłbym by miejsca pamięci i spoczynku Wszystkich Polaków i Moich Bliskich inni podobnie jak ja i Moi Bliscy szanowali.

Nie dziwmy się i nie oburzajmy na to, że taka sama jak tutejsza barbaria ze wschodu niszczy Nasze polskie cmentarze na wschodzie, bo kto niszczy cmentarze to i jego kości, jego bliskich też będą bielały w słońcu, gniły w błocie lub będą rozwlekane przez barbarię, ich potomstwo lub zwierzęta.
Cmentarz winien zawsze być rzeczą świętą i nienaruszalną przez nikogo, tym bardziej przez jednostkę mającą siebie za człowieka, bo tak czynią jedynie barbarzyńcy pozbawieni uczuć człowieczych.

O tym jak wygląda teren po byłej Stoczni Gdańskiej im. Lenina już pisałem i upubliczniłem moje fotografie na przestrzeni lat 2010-2014, tak wiec nie będę się powtarzał.

Przypomnę niedowiarkom teren koło Sali BHP z miejsca gdzie stała kiedyś stołówka, tak przydatna podczas strajków w tym grudniowego 1981 roku.



W nagrodę „za trzymanie Polaków krótko za mordę” sądy, prokuratury, policja tajne służby oraz rzesze puszczonych samopas urzędasów w tej załganej na wskroś republice kolesi opartej na mafijnych strukturach ma się coraz lepiej z dnia na dzień.







Dla porównania budynek Komisarza Generalnego Polski z przeszłości, bo z czasów przedwojennych – po prawej widać fragment dziś nieistniejącego budynku.




Fotografie pochodzą z różnych okresów stąd różnice w wyglądzie budynków sądu, policji, prokuratur urzędów.

Ten budynek, a szczególnie jego dobudowaną po lewej stronie część, dziś gruntownie wyremontowaną powinni znać szczególnie dobrze wszyscy emigranci jak i TW cos tam coś tam, bo to tam odbierali swoje paszporty, a i często składali różne zobowiązania do współpracy.


Od strony podwórza/dziedzińca trwają prace remontowe.


Gdy tymczasem inni Polacy szukają ratunku i przetrwania w śmietnikach i na wysypiskach śmieci, na które niestety już nie są wpuszczani.
Mężczyzna przy gdańskiej Hali Targowej szukający szczęścia w kontenerach ze śmieciami:


Kobieta przeszukująca śmietnik przy Trakcie Św. Wojciecha:


Dwójka walcząca codziennie o przeżycie szukających szczęścia na śmietnikach Trakcie Św. Wojciecha:


Jak widać nie są to tzw. menele czy żule, lecz biedni ludzie schludnie ubrani na miarę Ich możliwości..

Kolejnych dwóch mężczyzn szukających szczęścia i przetrwania na śmietniku przy ulicy Podmiejskiej, który ma wzięcie, bo w przeciągu kilku minut przeszukiwało go dwóch mężczyzn, w tym jeden ubrany w kamizelkę.



Różnica czasu w wykonaniu pierwszej i drugiej fotografii to tylko trzy minuty.
Przerażające?
Nie po za chwilę wykonałem kolejną fotografię z poszukiwaczem przetrwania w śmietnikach.


Na fotografii widoczny jest też mężczyzna w pomarańczowej kamizelce.

 I ten sam mężczyzna (ten był z pieskiem) drodze do skupu przy ulicy Sandomierskiej w Gdańsku.


Nieopodal jest lokal handlowy po byłej drogerii, który trwał przez dziesięciolecia, a ostatnio branże i najemcy zmieniają się szybciej i częściej niż trwa malowanie informacji o zmianie branży, bo kto by się z urzędasów przejmował nad wyraz zawyżonymi czynszami i opłatami eksploatacyjnymi ustalonymi według ich widzi mi się.


Nie tak dawno był tu sklep mięsny, którego zdążyłem wykonać jedynie kilka fotografii z pustymi hakami, bo towar się zepsuł w pierwszym tygodniu jego funkcjonowania, a próbujący szczęścia handlowiec zbankrutował.

Czarna i mroczna przeszłość.


Nie dała rady tu nawet lumpeks, bo i szmat za jedną złotówkę nikt nie chciał w nim kupować.


Zapewne pojawi się na tym lokalu transparent z adresem miejskiego zarządy lokalami użytkowymi, taki, jaki od wielu miesięcy wisi na lokalu po przeciwnej stronie ulicy z godłem miasta na zielonym tle – kolor zielone gdańskiej wyspy pod szyldem Budynia z PO.

Tuż obok jest szkoła szkoląca w trybie przyśpieszonym nowe kadry PRL Bis:



Z której można podziwiać upadek ładnej kamienicy na oruńskim Przedmieściu z początku XX wieku.


Posiadam przedwojenną fotografię kamienic z oruńskiego Przedmieścia, z tą i z kamienicą po drugiej stronie ulicy/skrzyżowania w czasach ich świetności i panującego tu życia towarzyskiego i gospodarczego.


Stara fotografia przedstawia ten fragment skrzyżowania czterech gdańskich ulic:


Nawet tak niezbędne i potrzebne miejsce jak publiczną toaletę doprowadzono do stanu jak na załączonej fotografii, bo to „dobro” niczyje, wspólne.


Takiego upadku moralnego nie przetrwa żaden, podkreślam ŻADEN naród choćby z i bardzo bogatą kulturą, historią czy tradycją.
Tak postępują tylko apatrydzi mieszkający na nie swojej ziemie i w nie swoim państwie.


@Obibok na własny koszt

PS
Maszeruję pieszo lub jeżdżę rowerkiem, rzadziej autem i wykonuję fotografie ludzi i miasta, także tego ginącego, a może przede wszystkim właśnie tego popadającego w ruinę.

Źródło:

  1. Moja głowa, w której zapisana jest moja podręczna encyklopedia, polska.
  2. Moja galeria fotograficzna, która jest dostępna dla każdego pod linkiem:

Oczywiście, wszystkie błędy,  tym stylistyczne są też mego autorstwa.
Jeśli chodzi o formę i piękne słówka, to proszę ich szukać lecz nie w moich tekstach.