Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2015

Cztery komentarze mówiące mną samym

Pod kolejnym bardzo interesującym tekstem Pana Aleksandra Ściosa pt.: O kolektywnym wysiłku zawisły bardzo ważne także i z mojego punktu widzenia i postrzegania otaczającej mnie polskiej rzeczywistości komentarze, Gospodarza blogu, cenionych i poważanych przeze mnie Komentatorów, które postanowiłem zawiesić bez skrótów również na moim blogu.

Cytuję:

Autor i Komentatorzy

Bardzo dziękuję Autorowi za ten tekst. Malkontentom, którzy pojawiają się na jego blogu, proponuję, by spojrzeli na to miejsce zupełnie inaczej, niż na propagandowy eter III RP.
Tam wmawia się ludziom kompulsywny przymus „posiadania własnego zdania” na każdy temat, bez względu na poziom własnej wiedzy (lub częściej niewiedzy). Im zaś większy indolent i idiota, tym więcej powinien mówić. No i mamy te lejące się fale wulgarnych komentarzy na popularnych portalach, kariery chamów odgrywających dziennikarzy, pomieszanie z poplątaniem, kult głupoty nazywanej wolnością. Jakie są oczywiste korzyści propagandowe – nie trzeba wiele mówić; pomieszanie pojęć, chaos, w którym łatwo ginie jakikolwiek sens i prawda. Przede wszystkim wielki proces anty-wychowania obywatelskiego, w którym, zamiast świadomych siebie i rzeczywistości wolnych ludzi, kształtuje się stado ogłupiałych, rozpasanych, agresywnych psów Pawłowa, coraz posłuszniejszych komendom pana. Nie łudźmy się, w razie czegoś na kształt stanu wojennego, ormowców chętnych do pałowania Polaków - nie zabraknie.

Tutaj, na blogu A.Ściosa jesteśmy wolnymi ludźmi. Może jest nas garstka, może jesteśmy trochę rozproszeni (choć licznik odwiedzin mówi, że nie jest nas wcale mało) – to jednak nie jest to miejsce ani karmienia ambicji nadawcy tekstów i ich odbiorców, ani klub dyskusyjny piewców walorów Marysi, ani kuźnia iluminatów z kręgami wtajemniczenia, które upoważniają do sprawowania coraz skuteczniejszych rządów nad tłuszczą.

Przyczyna, skutek, kontekst, następstwa – wejście w rzeczywistość do bólu, przez który przychodzi oczyszczenie i spokój ducha, to jest to miejsce, to jest ten blog. Tutaj nie promuje się wygadanych pięknisiów, przemądrzałych egoistów, czy armii propagandystów ideologii, szkolonych do walki o kształt świata. Tutaj chcemy faktów i prawdy, a pierwszą zmianą, której chcemy dokonać w świecie, jest zmiana nas samych – w wolnych, świadomych ludzi.

Pozdrawiam serdecznie Autora i Komentatorów

PS. Ciekawostka; na jednym z portali społecznościowych promowałem teksty Autora. Zablokowali. Nic wielkiego właściwie się nie stało, ale to pokazuje, nieprawdaż, kierunek zmian.

Nie żebym był jakimś profetystą - w jednym z wcześniejszych komentarzy napisałem, że przewiduję wezwania sztabu Komorowskiego do rozstrzygnięcia wyborów w I turze. Wczoraj rzecznik lokatora Belwederu wyraził taką właśnie nadzieję. Chociaż kampania opozycji nie jest żadnym zagrożeniem dla reżimu, to jednak dodatkowe dwa tygodnie niespokojnego dziamgolenia w mediach, nie są mu do niczego niepotrzebne.




viva cristo rey,

Z wielkim uznaniem przeczytałem Pańską wypowiedź. I nie dlatego, że zawiera tyle dobrych słów po adresem mojego bloga, ale przede wszystkim, że przedstawia go w perspektywie, w jakiej pragnąłbym, by był odczytywany. Nie potrafiłby tego lepiej ująć.
Diagnoza "propagandowego eteru IIIRP" jest bezwzględnie prawdziwa. To obszar największego zniewolenia i upodlenia. Miary tak wielkiej, że gdyby Polacy zdołali dostrzec jej głębię, nigdy więcej nie mogliby poświęcić chwili na uczestnictwo w tych uwłaczających spektaklach.
Od kilku lat ze smutkiem obserwuję, jak podobne reguły przymusu, intelektualnej nędzy i bylejakości wdzierają się w przestrzeń tzw. wolnych mediów. Jest to odczucie tym bardziej dotkliwe, że ów wyjątkowy przymiotnik został sprowadzony do nikczemnego poziomu "opozycyjności" - krytyki tego, co powiedzieli i napisali w reżimowych gadzinówkach oraz uprawiania partyjnej demagogii.
Tak rozumiana "opozycyjność" staje się wyznacznikiem postawy patriotycznej. Zostaje narzucona według miary, jaką reprezentują ludzie mieniący się niezależnymi publicystami.
Nikt nie zapyta - gdzie odnaleźć w niej wolną myśl, jak wytyczyć obszar autentycznej niezależności? Jak - mając media, które czerpią z wyziewów propagandy - uwolnić Polaków od podległości informacyjnej i nauczyć ich samodzielnego myślenia?
Dziś nie sposób tego uczynić. Nie z tymi mediami i ludźmi, których nie stać na odwagę intelektualną.
Budowanie wolnych mediów, od podstaw, od początku, będzie jednym z największych wyzwań długiego marszu. Jeśli to miejsce stanie się oazą dla ludzi wolnych, jeśli będą zdolni udźwignąć ciężar prawdy - potrafią sprostać takiemu wyzwaniu.

Serdecznie dziękuję Panu za te słowa i pozdrawiam


Szanowny Panie Aleksandrze,

To dobry moment na takie słowa. Chyba nie będzie lepszego.

Nim upłynie najbliższy rok, skutki wszystkich zaniechań będą już doskonale widoczne.
Pytanie "co sądzić o tym co się stało?" będzie pewnie pojawiać sie już nie sporadycznie, jak do tej pory po przegranych wyborach, ale stanie się częstszym gosciem w domach wielu Polaków. Odgrzewane argumenty rozbudzonym ostatnio młodym umysłom (w szczególności), nie wystarczą. To ziarno "wątpliwości" udało się, może nawet mimowolnie, obsiać. Może kiedyś zaowocuje!
Tym bardziej nie wystarczą, gdy okaże się, że wbrew wszelkiej logice i przewidywaniom, np. Komorowski wygrał w pierwszej turze (co zresztą, od pewnego czasu również, podobnie jak pan VCR, przewiduję), a figuranci z Pis coraz wyraźniej będą słuzyć władzy za listek figowy.
Co do " przywołania do rozumu małych demiurgów z „wolnych mediów” , to muszę sie przyznać do poniesionej porażki. Miałem ponownie (po pewnej przerwie) wymianę zdań, która wiele powiedziała mi o sposobie myślenia "niezaleznych". To autentycznie zabolało. Nie dość, że użyto wobec mnie aroganckich, poniżających porównań i ocen, to jeszcze zarzucono małostkowość i ciasne horyzonty. Miałem nie dostrzegać tak istotnych "zdobyczy" niezaleznych mediów jak samo ich utworzenie i utrzymywanie. Refleksja nad tym " po co to wszystko i dla kogo" okazała sie drugoplanowa. W tym zdarzeniu, aż nadto dobitnie przekonałem się o trafności stwierdzenia : "... pokusa pasterzowania nie ominęła również współczesnych żurnalistów i wielu z tych, którzy przypisują sobie miano niezależnych, chętnie kreuje się na „lepiej widzących ojców narodu”.
Dysonans poznawczy z jakim potyka sie wielu próbujących zbliżenia z Pańską publicystyka jest na tyle silny, że trudno nawet o potepienie kogoś "nieobytego". Świetne podsumowania tego epizodu ze strony panów VCR i Kazefa nie wymaga już żadnych dodatkowych komentarzy. Panu Kościelnemu życzę (naprawdę szczerze!) przede wszystkim cierpliwości i nieco pokory.
Pozdrawiam Pana i Komentatorów

Szanowny Panie Zaścianku,

Jestem przekonany, że jeśli PiS przegra wybory, już następnego dnia objawią się nam zastępy mędrców, którzy objaśnią wyborcom opozycji "co sądzić o tym co się stało?"
Dlatego w swoim tekście piszę wyraźnie o przygotowywanej dziś "tarczy", zza której ludzie "wolnych mediów" będą odgrywali niezapomnianą kwestię dozorcy Anioła. Nikt im nie zarzuci, że "wspólnym wysiłkiem kolektywu" nie budowali. Ano, budowali. To zaś, że się nie udało musi być winą knowań przeciwnika, potęgi propagandy, głupoty Polaków i setek innych, tym podobnych przeszkód.
Znam ten schemat ze wszystkich wcześniejszych, przegranych wyborów i nic nie wskazuje, by tym razem miano zrezygnować z odgrywania podobnej szopki. Tym łatwiejszej, że nie ma bredni, której odbiorcy owych mediów nie potrafiliby przełknąć.
Przywołał Pan własne doświadczenia z obcowania z "myślą niezależną". Ja zaś, przed kilkoma dniami otrzymałem od czytelnika wiadomość o rozmowie komentatorów pod tekstem T.Sakiewicza „Polski maraton”:
http://niezalezna.pl/65914-polski-maraton
Znajduje się tam komentarz pana o nicku „Ja z wygwizdowa”, w którym autor przytacza fragmenty mojego poprzedniego tekstu i próbuje sformułować kilka istotnych pytań.
Reakcja, z jaką się spotyka, jest warta odnotowania, bo doskonale ukazuje problem, z jakim boryka się środowisko opozycji.
Można tu dostrzec niezdolność do prowadzenia rzeczowej dyskusji, lęk przed samodzielną refleksją, powielanie fałszywych (i absurdalnych) schematów oraz silną obawę przed weryfikacją ocen. Pada też koronny "argument", o którym Pan wspomina - no budowali my, budowali i zbudowali te wolne media, a jak ktoś chce się nas teraz czepiać,niech najpierw sam dokona tej sztuki.
Chyba niewielu odbiorców owych "wolnych mediów" zdaje sobie sprawę z ordynarnego fałszu takiej argumentacji.

cdn.

cd.

Trzeba na nią spojrzeć od strony faktów, a nie natrętnej demagogii. Wydaje się, że przeciętnie inteligentny człowiek powinien wiedzieć iż heroiczny wysiłek związany z utworzeniem firmy medialnej oznacza przede wszystkim utworzenie spółki prawa handlowego,zorganizowanie etatów dla małych demiurgów, obsadzenie stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej.
Mówiąc krótko - oznacza spore dochody i profity dla ludzi uczestniczących w takim przedsięwzięciu. Zwykle niewiele (lub wcale) mówi się o pochodzeniu kapitału założycielskiego i nie informuje, skąd pochodziły pieniądze. Wgląd w dokumenty rejestrowe przynosi niekiedy zaskakujące informacje.
To jest w istocie podstawowa "zdobycz" płynąca z powoływania medialnych spółek i w pierwszej kolejności jest ona konsumowana przez samych żurnalistów. Dzięki temu mają solidne dochody, pracę, pozycję w swoim środowisku i opozycyjny "wieniec niezależności".

Dopiero od tego momentu możemy rozpoczynać rozmowę o budowaniu wolnych mediów. To jednak nie jest już zależne od konstrukcji spółek prawa handlowego, ale od tego, co owi żurnaliści mają w głowach. I tu pojawia się problem, bo tej wartości nie zagwarantują układy towarzyskie, znajomości z politykami lub tytuły naczelnych redaktorów.
Dlatego żadne mulitipleksy, platformy ani wysokie nakłady gazet, nie pomogą w stworzeniu wolnej myśli, jeśli biorą się za to ludzie zniewoleni i słabi, pełni środowiskowych kompleksów i zabobonów. Żadne pieniądze wyciągnięte z kieszeni czytelników i telewidzów nie zbudują skrawka wolności, jeśli sami dziennikarze nie posiadają daru myślenia w takich kategoriach.
Ostatnie lata udowodniły, że to nie jest zadanie dla ludzi, którzy przewijali się przez wszystkie telewizje III RP lub poznali siedziby niemal każdej gazety. Fakt, że w tej chwili przyszło im grać po stronie opozycji, nie dodaje im walorów.
Do tego trzeba ludzi o zupełnie nowych i otwartych horyzontach - niezwiązanych z zapyziałym establishmentem, nieskrępowanych więzami towarzyskich i finansowych koligacji, zdolnych do budowania samodzielnego przekazu i formułowania myśli bez odniesień do wytworów propagandy.
Kilkakrotnie znajdowałem w Polsce wolne media. Ale nie tu, gdzie się ogłaszają.
Są w małych i większych miasteczkach,wokół różnych stowarzyszeń, na uczelniach. Budowane przez ludzi zasługujących na miano prawdziwie wolnych Polaków. Odbywa się to bez znaczących pieniędzy, bez rozgłosu. Ci ludzie nie kreują się na "lepiej widzących ojców narodu” i nie oczekują od czytelników "wieńca opozycyjności".
Robią swoje -, przekazują rzetelnie drobne i ważniejsze informacje, relacjonują sprawy, o których mają solidną wiedzę. Nie tylko myślą samodzielnie i nie muszą codziennie zerkać do TVN-u i w GW, by wydusić z siebie kilka słów, ale w taki sposób traktują swoich odbiorców - jako zdolnych do własnej refleksji i tworzących wspólnotę wolnej myśli.
Istnienie takich mediów jest bardzo dobrą prognozą na czas długiego marszu.

Dziękuję Panu za komentarz i serdecznie pozdrawiam

Koniec cytatów.

Źródło: Z blogu Bez dekretu, Pana Aleksandra Ściosa

PS
Są pod tekstem także inne komentarze, które zasługują również na promowanie, lecz ten wpis byłby tasiemcem, który nie spełniłby zamierzonego przeze mnie celu.
Onwk.

niedziela, 25 stycznia 2015

Amnezja PiS i kandydata Andrzeja Dudy

Kandydat PiS Andrzej Duda w temacie tzw. frankowiczów, kredytów we frankach.

Cytuję:
"Dobrze byłoby, gdyby Polacy, którzy wzięli kredyty we frankach otrzymali pomoc ze strony rządu otrzymali. Szkoda, że tak późno, bo przecież pani premier Kopacz już zaraz po objęciu urzędu wspominała o frankowiczach i wahnięciach kursu. Spodziewano się tego, szkoda, że nie podjęto żadnych kroków, aby ich osłonić
— podkreślił, przypominając że PO rządzi już 7 lat. Zwrócił uwagę, że umowy kredytowe są tak sformułowane, że całe ryzyko spoczywa na kredytobiorcach.
Trzeba pomóc kredytobiorcom. Banki powinny zostać skłonione przez rząd do tego, by stworzyć dla nich korzystne warunki. Rząd ma wpływ na banki
— powiedział Andrzej Duda."
Koniec cytatu.
Źródło: wpolityce.pl/polityka/230521-andrzej-duda-trzeba-pomoc-frankowiczom-banki-powinny-zostac-sklonione-przez-rzad-do-tego-by-stworzyc-dla-nich-korzystne-warunki
Tymczasem na oficjalnej stronie PiS możemy po dziś dzień przeczytać Komunikat Klubu Parlamentarnego PiS dotyczący zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego, który został upubliczniony w dniu 1 lipca 2006 roku o treści, cytuję w całości:
"Komunikat KP PiS dotyczący zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego
Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań.
Klub Parlamentarny PiS podchodzi krytycznie do tego zalecenia z co najmniej kilku powodów:
1. Rozwiązanie problemu deficytu mieszkaniowego w Polsce ma dla nas priorytetowe znaczenie, a walutowe kredyty mieszkaniowe były niewątpliwe czynnikiem sprzyjającym nabywaniu mieszkań po znacznie niższych kosztach Rekomendacja S przyjęta przez Komisję Nadzoru Bankowego będzie sprzyjała utrwaleniu ograniczenia dostępności do kredytów.
2. Zalecenie Komisji Nadzoru Bankowego nie znajduje żadnego potwierdzenia ani uzasadnienia w wynikach finansowych banków. Kondycja finansowa sektora bankowego w Polsce jest znakomita. Z powszechnie dostępnych materiałów jasno i wyraźnie wynika, że gwałtowny wzrost liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych nie zaszkodził płynności finansowej banków. Nie podzielamy argumentacji Komisji Nadzoru Bankowego dotyczącej rzekomego zagrożenia dla sytemu bankowego. W 2005 roku banki zarobiły aż 9,2 mld zł. Zysk wzrósł w ubiegłym roku o 28,9 proc. w porównaniu z 2004 rokiem. Banki komercyjne zarobiły 8,695 mld zł, a spółdzielcze - 509 mln zł. Na rekordowo dobre wyniki wpływ miał wzrost dochodów z kredytów konsumenckich oraz mieszkaniowych, a także z opłat i prowizji. Udział kredytów zagrożonych obniżył się na koniec 2005 roku do 11 proc. z 14,9 proc. na koniec 2004 roku. Wyniki 2006 roku nie powinny być gorsze, możliwe jest utrzymanie obecnej dynamiki wzrostu zyskowności netto, a wynik może przekroczyć 10 mld zł. Dlatego też nie podzielamy przedstawionej przez Komisję Nadzoru Bankowego argumentacji dotyczącej troski o trwałość i bezpieczeństwo finansowe kredytobiorców i banków.
Stanowisku Komisji Nadzoru Bankowego przeczą również dane Związku Banków Polskich. Opierając się na tych danych troska Komisji Nadzoru Bankowego wydaje się być nieuzasadniona. W pierwszym kwartale 2006 Polacy zaciągnęli 53 tyś kredytów hipotecznych o łącznej wartości ponad 7, 1 mld i w żaden negatywny sposób nie wpłynęło to na płynność finansową banków. Co więcej szeroka dostępność do kredytów walutowych przyczynia się do stałego wzrostu konkurencji pomiędzy bankami i spadku oprocentowania kredytów.
3. Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość podziela opinie wielu ekspertów ekonomicznych, mówiące o negatywnych skutkach „Rekomendacji S”. Specjaliści z Centrum im. Adama Smitha, podkreślają niebezpieczeństwo związane z ograniczeniem konkurencyjności na rynku bankowym Zalecenie KNB skutkować może stworzeniem podwójnych standardów na rynku usług bankowych, gdyż rozwiązanie to jest korzystne przede wszystkim dla dużych banków, a ewidentnie niekorzystne dla małych i średnich banków oraz tych z krótkim stażem na polskim rynku.
Niekorzystnym skutkiem „Rekomendacji S” może być sytuacja, w której znaczna część średnio zarabiających Polaków nie będzie w stanie uzyskać dostępu do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów. Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom. Po wejściu w życie tych zmian nastąpi dalsza monopolizacja rynku usług bankowych, a konsekwencje odbiją się na kieszeni klienta. Zalecenie Komisji Nadzoru Bankowego doprowadzić może także do niemożności udzielania kredytów walutowych przez mniejsze banki, które, ażeby utrzymać się na rynku będą zmuszone do podwyższenia oprocentowania kredytów we frankach , co może oznaczać dla nich utratę większości klientów, a w skrajnych przypadkach bankructwa.
4. Podstawowe uzasadnienie Komisji Nadzoru Bankowego „Rekomendacji S” powołujące się na ogromne ryzyko związane przede wszystkim z nagłymi spadkami wartości walut, możliwością znacznego podniesienia stóp procentowych przez zagraniczne banki centralne, a także na możliwy znaczny spadek wartości złotówki, nie znajduje potwierdzenia w danych makroekonomicznych. Oczywiście nie możemy nie dostrzegać tego ryzyka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ciągły wzrost gospodarczy naszego kraju, niską inflację i umacniającą się złotówkę, to obawy Komisji Nadzoru Bankowego nie znajdują potwierdzenia w faktach.
5. Komisja Nadzoru Bankowego poprzez swoje niejasne i nie znajdujące poparcia w faktach działania udowadnia, że realizuje jedynie interes korporacyjny banków. Stawia ona interes największych sieci bankowych ponad interesem zwykłych obywateli i interesem publicznym. Trudno dostrzec w polityce Komisji Nadzoru Bankowego uwzględnianie postulatów i fachowych opinii niezależnych ekspertów. Działania Komisji nie wychodzą poza ramy wyznaczane przez Radę Polityki Pieniężnej. Nie może nas to zbytnio dziwić, gdyż Komisja Nadzoru Bankowego i Rada Polityki Pieniężnej są ze sobą ściśle powiązane, chociażby osobą Prezesa Pana Leszka Balcerowicza.
6. Przypadek „rekomendacji S” doskonale obrazuje poważne mankamenty obecnego systemu bankowego. Tak długo jak organy nadzoru będą ściśle związane z organami wyznaczającymi główne cele polityki pieniężnej oraz powiązane mniej lub bardziej formalnymi więzami z prywatnym systemem bankowym, nie będziemy mogli mówić o niezależnym i obiektywnym nadzorze. Widząc niedoskonałości obecnych regulacji prawnych w tejże materii, Prawo i Sprawiedliwość przygotowało projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, nad którym toczą się prace w Parlamencie, które powinny zostać jak najszybciej zakończone. Uważamy, że zintegrowany nadzór bankowy będzie stał na straży interesu publicznego i nie będzie chronił partykularnych interesów poszczególnych banków.
7 .Klub Parlamentarny PiS chroniąc interesy szerokich grup społecznych zainteresowanych uzyskaniem dostępu do taniego kredytu uważa, że w obecnej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej powinna obniżyć zbyt wysokie stopy procentowe. Postulat PiS znajduje uzasadnienie w raporcie OECD, która w swym najnowszym opracowaniu ogłoszonym 28 czerwca 2006 roku krytykuje NBP za zbyt restrykcyjną politykę pieniężną, w sytuacji, gdy inflacja należy do najniższych w Europie (0,9 proc w maju) i nawołuje do obniżki stóp procentowych. Tak stanowcze stanowisko OECD wzmacnia naszą argumentacje i postulaty
8 .Po tym niezrozumiałym z wielu względów zalecaniu KNB Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość może jedynie apelować do Rady Polityki Pieniężnej o obniżenie stop procentowych. Zdajemy sobie sprawę, że w chwili obecnej może to być jedyna szansa na obniżenie kosztów kredytu, co da szansę tysiącom Polaków na nabycie względnie tanio własnego mieszkania.
/-/ Przemysław Gosiewski
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego
Prawo i Sprawiedliwość"
Koniec cytatu.
Źródło: www.pis.org.pl/article.php
Nie zamierzam faktów wskazanych wyżej w dwóch cytatach w jakikolwiek sposób komentować, bo uwłaczałbym ludziom samodzielnie myślącym.
No chyba, że tak:
Ja nie winien, to ona winna, bo ona dawać nie powinna.


Obibok na własny koszt


PS
POLECAM.

Dla przypomnienia rodowodu "polityków" i sołtysów, bo jest to cenny głos o III RP:
http://wpolityce.pl/polityka/150449-nasz-wywiad-prof-morawski-iii-rp-to-...
Poza rzekomą demokracją i wolną Polską po 1989 roku z resztą właściwie się zgadzam.
 Onwk.

czwartek, 15 stycznia 2015

Odezwa organizatorów marszu w Gliwicach

 

 

16 stycznia 2015 o godzinie 15.00 

sprzed bramy KWK Sośnica-Makoszowy z pola Zachód ulicami: 

Błonie, Pocztowa, Pszczyńska, Wrocławska, Wyszyńskiego 

- wyruszy marsz wszystkich, którym leży na sercu dobro kopalni, pod urząd miejski w Gliwicach.

Wasze uczestnictwo w marszu będziemy uważali za wsparcie dla całej protestującej załogi w walce o miejsca pracy w kopalni i godne życie.”  

 Czytamy w odezwie organizatorów marszu w Gliwicach.

 

Solidarny z Górnikami i Śląskiem,

Obibok na własny koszt z Gdańska

Gdańsk, 15 stycznia 2015 roku

 

Aktualizacja.

POLECAM!


 

 

 

sobota, 28 czerwca 2014

Po co nam więcej podsłuchów i wiedza o ich zawartości?


A właściwie, po co nam więcej publikacji podsłuchów?


Fotografia: Obibok na własny koszt

A no po to, żeby stała się jasność, co na tych taśmach "kelnerów" z Belwederskiej WSI jest lub już było.

Podsłuchiwani z uporem twierdzą, że taśmy czy nagrania, jak zwał, tak zwał, zawierają rozmowy prywatne, a więc skoro są to rozmowy prywatne, to nie ma na nich żadnych tajemnic państwowych, a więc swobodnie można je upublicznić w całości bez cenzury. No chyba, że obyczajowej, a więc w hasłach niecenzuralnych wstawić po trzy kropki
Gdyby taka taśmowa afera miała miejsce w jakimkolwiek państwie demokratycznym, udostępnienie wszystkich nagrań byłoby naturalną konsekwencją,  po której rząd by sie nie ostał albo ostał.
Niestety w Polsce jest inaczej.
Wszyscy i z lewa i z prawa i w rządzie i nierządzie i wszelakiej opozycji systemowej i konstruktywnej optują za nieujawnianiem nagrań „kelnerów” belwederskich.
Dlaczego?
Bo nie leży w niczyim interesie otwieranie tej puszki Pandory.
Oczywiście leży w interesie społeczeństwa i państwa polskiego, ale kto by się z tym liczył z polską państwowością i Narodem Polskim, który ostatnie laty sami siebie nie szanował i nie szanuje.
Skoro jedno i drugie istnieją tylko teoretycznie i tylko wirtualnie lewitując gdzieś w przestrzeni międzygalaktycznej.
I jeszcze tak na marginesie.
Czy ktoś słyszał, żeby PiS stanowczo domagał się ujawnienia wszystkich nagrań bez wyjątków? Domagał się sie owszem, ale z pewnością nie stanowczo i nie wszystkich.
Ośmiorniczki najwidoczniej wszystkim w gardle dziś stoją z powodu niestrawności medialnej.
Niezależnie od tego, czy afera taśmowa zostanie zamieciona pod dywan czy nie, (chociaż według mnie ona już raczej już została zamieciona na amen), wygrali ją Polacy, wygrało społeczeństwo, a nie opozycja, w tym PiS.
Dlaczego?
Cała afera i głosowanie nad wotum zaufania dla rządu uświadomiło, dwie istotne rzeczy:
Po pierwsze.
Mamy do czynienia z przestępcami, łobuzami i łajdakami bez skrupułów, zaprzańskim i zdradzieckim monolitem, który władzę trzyma mocno i który dobrowolnie nigdy nie pozwoli  oderwać się od koryta.
Po drugie.
O wiele ważniejsze, Polacy stracili nadzieję. Zachowanie PiS w aferze podsłuchowej, ich kompletna bierność, oraz ogranie w sejmie dowiodło, że w Polsce nie ma opozycji, a w każdym bądź razie takiej, która  chciałaby i byłaby zdolna przepędzić degeneratów i przejąć po nich skutecznie całą władzę oraz przeprowadzić od podstaw restytucję polskości i polskiej państwowości.
Mit o wyzwoleniu Polski spod jarzma przez Kaczyńskiego, rozwalił się w moich starych oczach i umyśle jak domek z kart, jak kupa kamieni, o których deliberowali bandyci przy stole suto zastawionym przez polskich podatników.
Został tylko  zasrany wychodek i pływające na wierzchu resztki ośmiorniczek.
Nic piękniejszego nie mogło się stać jak stracenie nadziei.
Koniec miraży o PiS-ie,  to koniec  wodzenia społeczeństwa za nos przez opozycję, która jak się okazuje cały czas mniej lub bardziej kryła tyły rządzącym degeneratów, którzy im za tą przysługę pozwalali dostatnio i błogo żyć.
To już jest koniec złudnych nadziei o heroicznym Jarosławie, który wyzwoli Polski Naród i Polskę od okupantów z zachodu i wschodu.
Opozycja okazała się bandą zdziadziałych gadających głów, niedorajdów bez jaj, bez pomysłów i bez odwagi.
A jednak, wygraliśmy MY POLACY, bo to sami POLACY się w końcu pomału BUDZĄ z letargu i hibernacji, w jaki to stan wprowadzili nie tylko rządzący, ale i ci udający realną opozycję, która okazała się po prostu opozycją systemową i konstruktywną, a ustanowioną jeszcze w czasach pomagdalenkowski i pookrągłostołowy przez nowo powstały wówczas układ kolesi z PZPR i zdrajców z Solidarności.

 
Dziś oczekuje od PiS-u wyraźnego apelu do Polaków w stylu:

Obywatele!

Polacy!

 Mafia rządząca Polską  jest bardzo silna, dobrze zorganizowana, mocno ukorzeniona, bezwzględna  i chroniona przez obce agentury. Sami nie damy rady, Jesteśmy zbyt słabi. Oczekujemy waszej obywatelskiej pomocy. Organizujcie się, działajcie na rzecz wolności, zbierajcie się na wiecach i politycznych piknikach, manifestujcie,  jesteście suwerenem, to do Was należy Polska i tylko do Was......itd. itp.

Niczego takiego nie słyszałem, bo opozycja nie ma odwagi nazwać rzeczy proste rzeczy po imieniu.
PiS po raz kolejny liże jaja pod stołem i  czeka na wyborczy cud, a cudu nie było i nie będzie.
Przecież PO można zmieść z powierzchni kuli ziemskiej jedną lub dwiema dobrze przygotowanymi i zorganizowanymi ogólnopolskimi manifestacjami.
Sprawa jest prosta jak drut.
Wystarczy trochę odwagi.
Wystarczy chcieć poczuć się wolnym człowiekiem, a nie układnym niewolnikiem systemu PRL Bis. 
Ciągle zapominamy o tym, że nasz przeciwnik jest na tyle silny, na ile my, a w tym wypadku także PiS, jesteśmy tchórzliwi, bierni i bardzo słabi w postanowieniach wielokrotnie ogłaszanych wielokrotnie także  publicznie.
Przecież miały być już któryś raz z rzędu monitorowane i kontrolowane wybory na wszystkich szczeblach..
I co?
Ano nic.
Tak jak było, tak jest - znaczy bez jakichkolwiek zmian.
Jedynie co potrafimy robić to narzekać i psioczyć sami na siebie, a z tego to chleba nie upieczemy, choćby z zakalcem.

A tymczasem oŻeł moRZe  o tak robić z Nas wała.

 http://mm.salon24.pl.s3.amazonaws.com/2f/8b/2f8be7e7841d035db05537b7930fca1c,0,0.jpg

wtorek, 27 maja 2014

Korpus wyborczy - jako remedium na porażki wyborcze PiS


@viva cristo rey

Szanowny Panie, odpowiadam Panu u siebie na blogu, gdy z u Pana Aleksandra Ściosa byłoby to trudnie, bo musiałbym mój komentarz dzielić na kilka części, a i tak objętościowo przektaczałby treść artykułu Gospodarza.
A więc proszę o wybaczenie i zrumienie.

Ad rem
Na temat kontroli i nadzoru przebiegu procedur wyborczych nie chce mi się już w ogóle pisać, bo już się tym przejadłem.
Za chwilę minie 10 lat, gdy podjąłem się zadania stworzenia stałego i trwałego korpusu wyborczego wspierającego PiS w wyborach różnych szczebli.
W roku 2005 jak i 2007 posiadałem liczne dowody na fałszerstwa wyborcze tak podczas zbierania podpisów na listach poparcia jak i już w trakcie procedur wyborczych, o których mailami i telefonicznie informowałem znanych mi działaczy PiS w pierwszych stron gazet, także tych lokalnych z województwa pomorskiego.
Pomimo braku zainteresowania, a i odzewu, także z Kancelarii Prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego niezrażony wcześniejszymi niepowodzeniami przed rozpoczęciem kampanii prezydenckiej jak i w trakcie jej trwania oraz w dzień przyśpieszonych wyborów tak w czerwcu jak i w lipcu 2010 roku zabiegałem o ustanowienie korpusu wyborczego na rzecz PiS i kandydującego wówczas Jarosława Kaczyńskiego. W dniu wyborów próbowałem telefonicznie i mailowo wprost wymusić udzielenie pełnomocnictw wskazanym przeze mnie zaufanym osobom, byłym działaczom I Solidarności i społecznym, którzy mogliby w dniu wyborów pełnić funkcje mężów zaufania, a których brak stwierdziłem osobiście we wszystkich komisjach obwodowych w mojej dzielnicy Gdańska, w której jestem znaną i rozpoznawalną osobą w zwitku z dotychczasową działalnością gospodarczą, społeczną, polityczną, związkową a także towarzyską.
Niestety telefon pełnomocnika sztabu wyborczego był wyłączony, bo ta pani miała focha i się obraziła, zrezygnowała i wyjechała nad jezioro na Kaszuby pozostawiając wybory na żer lokai moskali.
W dniu 18 czerwca 2010 roku, radny Rady Miasta Gdańska z PiS, Kazimierz Koralewski oświadczył mi osobiście przy stoliku na Targu Rybnym tuż po zakończonym wiecu wyborczym z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i po uprzedniej mojej osobistej rozmowie z kandydatem oraz z Pawłem Poncyliuszem, że na terenie całego Gdańska posiada więcej kandydatów do pełnienia funkcji męża zaufania niż on faktycznie potrzebuje i odrzucił moją propozycję zorganizowania od ręki sztabu ludzi do pełnienia tej funkcji na mojej dzielnicy.
Podczas osobistej rozmowy z Pawłem Poncyljuszem przekazałem moje propozycje przeprowadzenia zakamuflowanej kampanii wyborczej, lecz zgodnej z obowiązującym prawem wyborczym, która byłaby kampanią negatywną w okresie ciszy wyborczej. Niestety już następnego dnia stwierdziłem, że Paweł P. mój pomysł zdradził, o czym publicznie poinformowałem komentatorów na blogu Kataryny, bo po naszej rozmowie w ciągu kilkunastu godzin przeprowadzenie kampanii wyborczej w Internecie według wcześniej przygotowanego scenariusz stało się niemożliwe.
Po tym przykrym incydencie Paweł, P. przestał odbierać ode mnie telefonów – tak było podczas wizyty w Siedlcach, a następnie znany mi numer został wyłączony i przestał się logować w sieci.
Posłowie PiS, z którymi się połączyłem telefonicznie w czasie trwającej wizyty Jarosława Kaczyńskiego w Siedlcach wykręcali się od pomocy oświadczając, że oni nie mają nic wspólnego z kampanią wyborczą oraz tym, ze nie są w sztabie wyborczym Jarosława Kaczyńskiego tak twierdziła m.in. poseł Małgorzata Sadurska, która nie miała rzekomo czasu, bo była akurat na posiedzeniu komisji sejmowej. Zapewne moje bilingi są skrzętnie gromadzone i przechowywane w którejś z szaf Lesiaka.

Natomiast Andrzej Jaworski, poseł PiS z Pomorza, były prezes Stoczni Gdańskiej S.A., były radny Rady Miasta Gdańsk w dniu 25 czerwca 2012 roku, z którym rozmawiałem telefonicznie około godz. 14 z minutami już nie miał czasu, bo właśnie jechał nad kaszubskie jezioro na weekend (mniej więcej w podobnym czasie będąc w centrum Gdańska rozmawiałem też z Andrzejem Gwiazdą i Karolem Guzikiewiczem w przedmiocie kampanii wyborczej i o ich udziale w robionym prywatnie przeze mnie i Kolegą Blogerem z Warszawy spocie wyborczym wspierającym kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego).
Po rozmowie telefonicznej z Karolem Guzikiewiczem dowiedziałem się, że poseł Andrzej Jaworski zakazał działaczom stoczniowej Solidarności udzielania wywiadów i jakiejkolwiek pomocy be z jego uprzedniej zgody.
Zgodę oczywiście otrzymałem, lecz to odwlokło w czasie nasz projekt ze spotem wyborczym do przyszłego tygodnia, gdy tymczasem czasu było coraz mniej przed drugą lipcową turą wyborczą.
Zapamiętałem ten dzień, bo było to po mojej wizycie na plebanii kościoła Św. Brygidy w Gdańsku i mojej długiej rozmowie z ks. prałatem śp. Henrykiem Jankowskim, który bardzo schorowany udzielił poparcia dla kandydatury Jarosława Kaczyńskiego, co można zobaczyć i usłyszeć w spocie wyborczym na moim kanale YT.
Było to, tak można powiedzieć w przeddzień śmierci prałata, z którym się tego dnia pojednałem po prawie 30 latach, bo od stycznia 1982 roku prałata nie odwiedzałem, a rozmawialiśmy ze sobą jednie okazjonalnie w latach 90 XX wieku przy okazji rocznic i gdańskich uroczystości miejskich jak np. otwarcie Jarmarku Św. Dominika czy spotkań bożonarodzeniowych na opłatku w Gdańsku. W dniu 28 lipca 1990 roku to nawet przeszliśmy w procesji po nabożeństwie z Bazyliki Mariackiej ulicą Długą pod scenę na Targu Węglowym, gdzie nastąpiło uroczyste otwarcie Jarmarku Św. Dominika. W czasie tej procesji prałat trzymał mnie pod rękę – nakłaniając i namawiając mnie do przyjścia na plebanie w celu przeproszenia jego gospodyni, którą ja po nocnym incydencie i epizodzie z mlekiem w proszku dla mojego 8. miesięcznego syna posądziłem o działalność agenturalna, co stało się podstawą do burzliwej awantury z tam działającą podziemną opozycją solidarnościową w tym o oskarżenie mnie o próbę skłócenia i rozbijactwa. Było to po tym jak będąc w ukryciu udałem się po mleko w proszku, którego zabrakło dla mojego syna.
To ja odbierałem kartki żywnościowe na syna i żonę w Gdańskiej Stoczni Remontowej im. Józefa Piłsudskiego.
W obawie przed aresztowaniem starałem się nie wchodzić legalnie na teren stoczni (nielegalnie, bo byłem pozbawiony aktualnej przepustki i przez płot rzecz jasna wchodziłem – stąd posiadane archiwum Solidarności, które w ten sposób wyniosłem i uratowałem w styczniu 1982 roku przewożąc następnie komunikacją stoczniową i miejską z przesiadkami do swojego mieszkania i umyślnej skrytki, którą miałem przygotowaną pod węglem w komórce) pomny doświadczeń innych członków komitetu strajkowego i komisji zakładowej Solidarności w GSR.
Jak choćby Janusza Kucharskiego, który wszedł na rzekomą rozmowę z szefem wydziały, a tam czekali już na jego esbecy.
Byłem świadkiem jego rozmowy przez telefon wewnętrzny z portierni przy pętli/budynku dyrekcji GRS z szefem, którego wówczas widziałem po raz ostatni, gdy wchodził na teren stoczni.
Wracając do tematu wyborów.

Jeden film z tamtego naszego ostatniego spotkania z ks. prałatem trwający około 10 minut, który też upubliczniłem, lecz bez ścieżki dźwiękowej z prowadzonej między nami rozmowy, zawierał ścieżkę dźwiękową dotyczącą naszych starych wspomnień, gdzie padają konkretne imiona i nazwiska jak i nasze opinie o ludziach, często bardzo skompromitowanych i niegodnych. Dlatego

Nasuwa się pytanie.
Czy ktoś, kto prowadzi kampanię wyborczą i ktoś taki, kto zakazuje wszelkiej działać i podejmować jakiekolwiek decyzje związane z kampanią wyborczą i wyborami od piątku w południe do poniedziałku do godzin około południowych, (bo dopiero wówczas poseł Andrzej Jaworski planował powrót do Gdańska i do swojego biura poselskiego, do którego mnie oczywiście pan poseł zapraszał) z weekendu nad jeziorem i grilla ma prawo pozostawiać wszystko samopas w już piątek około godz. 14 zawieszając całkowicie aktywności na prawie 3 doby?
Niestety mój sztandarowy pomysł by stworzyć korpus wyborczy PiS podczas zbierania podpisów pod listami poparcia Jarosława Kaczyńskiego w jego staraniu o elekcję w wyborach prezydenckich w 2001 roku także nie wypalił, bo nikomu w PiS nie zależało nad utworzeniem takiego korpusu wyborczego, który mógłby swoją liczebnością kilka razy przewyższyć liczebność całej partii PiS wraz z jej młodzieżówką.
Rodziło to i niosło za sobą zagrożenie dla skostniałej elity w PiS w tym kretów i innych ryjących i ssących żyjątek, które obsiadłej kluczowe funkcje w tej partii opozycyjnej.


Korpus wyborczy PiS, który mógłby wówczas powstać mógłby liczyć nawet ponad 100 tysięcy członków, wolontariuszy, którzy mogliby w przyszłości bez trudności nie tylko zgromadzić wymaganą liczbę podpisów pod listami kandydatów z PiS, ale i obsadzać wszystkie komisje wyborcze w każdych wyborach tak, jako członkowie komisji i mężowie zaufania.
Pamiętajmy, że kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego w przedterminowych wyborach prezydenckich w 2010 roku poparło ponad 1.750.000 osób.
Wystarczyłby tylko jeden procent z tej liczby dałoby to efekt w postaci liczącego około 175.00 ludzi w takim korpusie wyborczym, który powinien w latach następnych współpracować z PiS i uzupełniać non stop swoich członków choćby z takich powodów jak przyczyny naturalne – ludzie nie tylko rodzą się i żyją, lecz także umierają.
Niestety nikt, podkreślam NIKT w PiS nie był tym moim pomysłem zainteresowany.
Tak, więc jedyną i niepowtarzającą się okazję zaprzepaszczono raz na zawsze, bo i dziś nie widzę atmosfery ani chęci w PiS by coś tak niebezpiecznego /dla skostniałego PiS/, jakim byłby bez wątpienia tak liczny korpus wyborczy.
Według mnie istnienie takiego korpusu wyborczego nie narażałoby w przyszłości na śmieszność, tak jak miało to miejsce podczas wyborów uzupełniających do senatu w okręgu wyborczym Gorzów Wielkopolski, w którym PiS nie zdołał uzbierać wymaganej liczby podpisów poparcia pod listami poparcia dla swojego kandydata.
Ciągła akcyjność i tymczasowość od wyborów do wyborów prowadzi do nikąd, a sympatyków i potencjalnych wyborców PiS na przysłowiowe manowce, bo wyborcy PiS mają jedno zadanie głosować i nie dyskutować ze starszymi i mądrzejszymi.
Po efektach to widzieliśmy i widzimy dziś, że złodzieje i oszuści mają się także przez ostatnich siedmiu lat rządów przestępczych całkiem dobrze, bo to nie tylko Naród Polski oszalał, oszaleli i stracili zmysł samozachowawczy członkowie jedynej partii opozycyjnej PiS.
Gdy po raz kolejny przypomniałem i wspomniałem o moim pomyśle powołania korpusu wyborczego, to zostałem skrytykowany jakbym to ja był starą zdartą płytą z bardzo niemodną muzyką, bo oni są już nowocześni i idą do europu, a nie na wschodnie stepy, a tam w ich jeropejskiej jewropie nie ma miejsca na archaizmy przeze mnie proponowane.
Tam społeczeństwo jest świadome i wie, na kogo i jak głosować, nie to, co w zapyziałej III RP znaczy PRL Bis.

Pozdrawiam Pana serdecznie.