Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PZPR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PZPR. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 czerwca 2016

Dziś mija 40 lat gdy po raz pierwszy uczestniczyłem w "przerwach w pracy"

Dziś 25 czerwca 2016 roku mija 40 lat, gdy po raz pierwszy uczestniczyłem w "przerwach w pracy", które miały miejsce w Gdańskiej Stoczni Remontowej w Gdańsku, a o których mało kto wie i mało kto mówi i pisze.


Na widocznym pokładzie dziobowym rozegrały się wydarzenia o których piszę. To pod tym pokładem znajdowały się komory łańcuchowe, do których były wciągane łańcuchy kotwic statku.
W trakcie budowy jednostki i podczas eksploatacji.



Nie mówią i nie piszą, bo najwidoczniej nie było wśród Nas, strajkujących wówczas na remontowanym masowcu MS "Manifest Lipcowy" "zasłużonych" i "wybitnych opozycjonistów" i konfidentów bezpieki, tak jak to było wręcz normą w każdej tzw. opozycji demokratycznej PRL, którą w większości zakładali tajni współpracownicy lub bezpośrednio oficerowie prowadzący.
"Przerwa w pracy" miała miejsce na remontowanym masowcu, chlubie PRL MS "Manifest Lipcowy" w Zakładzie Remontów Masowców Z-2 Gdańskiej Stoczni Remontowej (dalej GSR).
Masowiec był zacumowany przy jednym z dwóch pływających doków ZRM Z-2.
Patrząc od strony nabrzeża masowiec był zacumowany po prawej stronie doków pływających - przy większym z nich, na którym w drugiej połowie lat 70. XX wieku doszło do wybuchu z ofiarami w ludziach.
Do "przerwy w pracy" brygady spawaczy brygadzisty Kasprzaka z zespołu mistrzowskiego Mistrza Masłowskiego Zakładu Budowy Doków Z-1 GSR  doszło na masowcu MS "Manifest Lipcowy" po tym jak będący na wachcie marynarze poinformowali nas o tym, że w Ursusie i Radomiu doszło do starć z ZOMO.
Tego dnia był upał.
Słońce paliło niemiłosiernie.
Na blachach pokładu masowca można było smażyć omlet.
My opatuleni w ciuchy zimowe wykonywaliśmy napraw popękanych spawów w komorze łańcuchowej, które popękały rzekomo po przejściu jednostki przez oko cyklonu.
Prawda była inna, o której każdy marynarz pływający na tej drżącej krypie wiedział, bo gdy silniki pracowały na pełnych obrotach, to był problem utrzymać równowagę na mostku.
Dlatego m.in. zostały wprowadzone dodatkowe zabezpieczenia mostka by marynarze nie wypadali za burtę tej krypy, a mimo to dumy tubylczych komunistów.


Nadbudówka na pokładzie której można było z trudem utrzymać równowagę.




Gdy dotarła do nas informacja o Radomiu i Ursusie doszło do rozmowy członków brygady spawaczy.
Nikt nie kwapił się do wchodzenia pod spód patelni - do komór łańcuchowych.
W dwójkę ze Stanisławem Sobierajem przekonaliśmy ostatecznie pozostałych członków brygady spawaczy, ze nie podejmujemy pracy i czekamy na przyjście naszego brygadzisty Kasprzaka i mistrza Masłowskiego by przekazać nasze postulaty podwyżki płac i poprawy warunków pracy.
W oczekiwaniu na przyjście brygadzisty i mistrza m, którzy akurat tego dnia w ogóle nam się nie pokazali, co było anomalią, bo na co dzień byli częstymi nadzorcami.
Tak minęła nasza zmiana.
Aha.
Marynarze poczęstowali zimnym piwem ŻYWIEC w smukłych brązowych butelkach o pojemności 0,33 litra.
Z piwa skorzystali tylko niektórzy ze spawaczy w obawie o ewentualne konsekwencje prawno-karne.
Po tym dniu z "przerwą w pracy" nasza brygada była szykanowana i kierowana do najpodlejszych prac podzlecanych naszemu Zakładowi Budowy Doków przy remontach złomu ruskiego, greckiego, cypryjskiego, liberyjskiego, na których nie było do czego spawać nowych blach - łat.
W związku z tym, że mój sen o ucieczce legł w gruzach postanowiłem zmienić pracę i zacząłem poszukiwać pracy zgodnej z posiadanym wykształceniem.
Tak trafiłem do stoczniowej intendentury w 1977 roku, a następnie w 1978 roku do Wydziału Gospodarki Odzieżowej, gdzie byłem branżystą, a jednocześnie pełniłem funkcję nieetatowego zastępcy szefa do stanu wojennego. 28 lutego 1982 roku zostałem zwolniony z GSR za działalność związkową związaną z pełnieniem przeze mnie funkcji członka Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" oraz przewodniczącego Komisji Wydziałowej.
Czyli za całokształt.
W tym, za mój udział w komitetach strajkowych od 15 sierpnia 1980 roku do 16 grudnia 1981 roku.
Za Tymczasowy Komitet Założycielski, za wynegocjowanie korzystnej podwyżki płac dla pracowników, z której nie była zadowolona czerwona oligarchia rządząca dotychczas GSR i okupująca społeczne etaty w KZ PZPR, KZ ZSMP, Radzie Zakładowej ZZM zrzeszonych w CRZZ.
No i zapewne za wspólny protest Solidarności ad wydarzeń bydgoskich, którzy podpisał I sekretarza KZ PZPR w GSR, który w stanie wojennym została odwołany z funkcji i prawdopodobnie wylądował w szpitalu z podejrzeniem zawału serca.

Jak do tego doszło, że zostałem buntownikiem w PRL?

Z  myślą o ucieczce z PRL i zwolnieniu się z pracy w charakterze specjalisty os. zbóż i nasion siewnych ( w tym na rzecz PZZ), zatrudniłem się w GSR w dniu 1 lipca 1975 roku w charakterze słuchacza kursy spawacza w Zakładzie Budowy Doków Z-1.
Zajęcia praktyczne odbywały się pod budowanym dla szwedzkiej stoczni doku na pochylni Zakładu Budowy Doków Z-1, na którego budowie z "gospodarską wizytą" był I sekretarz KC PZPR Edward Gierek ze świtą centralnych i wojewódzkich dygnitarzy partyjnych. 
Widziałem dupków z pokładu głównego budowanego doku pływającego na pochylni Z-1 z suwnicą bramową.

 Pochylnia z suwnicą bramową Zakładu Budowy Doków Z-1 Gdańskiej Stoczni Remontowej.

Budowa doku o nośności 55 000 ton dla szwedzkiej stoczni Götaverken z Göteborga rozpoczęła się w 1974 roku.


Kilka pieter pod wodą. Kilkunastopiętrowe wieżowce połączone ok.sześciopiętrowym pokładem.

Niestety w związku z nieuregulowanym stosunkiem służby wojskowej nie załapałem się na kontrakt do Szwecji, gdzie odbywał się montaż, zespolenie czterech części pływającego doku, z których każda z części składała się z dwóch sekcji wodowanych i zespalanych (spawanych także pod wodą) na wodzie w kanale stoczniowym GSR.
Gdy ostatnia z części doku pływającego odpłynęła do Szwecji na Wydziale Budowy Doków Z-1 rozpoczęła się produkcja pontonów dla Libii, a następnie dla Senegalu.
Ogromne pontony dla Libii były przeznaczone do wykonania nabrzeża portowego, którego żywot okazał się bardzo krótki gdyż pontony zostały zatopione w wyniku bombardowania samolotów izraelskich.
Los pontonów dla Senegalu nie jest dla mnie znany, lecz pozostały wspomnienia w związku z wykonywaną ekwilibrystyką w czasie ich produkcji związanej ze spawaniem z pomocą lusterek z panienkami, które kupowaliśmy w stoczniowym kiosku RUCH.

Kilka z istniejących na stronie Wiki informacji są mego autorstwa.
W szczególności te dotyczące lat 1980-1982 i 1989.

Obibok na własny koszt

PS
Po rzekomym obaleniu komuny w 1989 roku dzisiejsi bohaterowie tzw. "opozycji demokratycznej", a wcześniej fanatyczni lokaje TW Bolka i ferajny odmówili mi prawa do powrotu do Gdańskiej Stoczni Remontowej, pomimo tego, że będąc członkiem władz stoczniowej Pierwszej "Solidarności" w latach 1980-1981 przywróciliśmy wszystkich wyrzuconych z pracy poczynając od grudnia 1970 roku do sierpnia 1980 roku włącznie. Pisałem o tym na byłych www.niepoprawni.pl oraz upubliczniłem skan oryginalnego Informatora GSR opisujący ówczesne działania Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" GSR.
Onwk.

PPS
Stanisław Sobieraj miał ksywkę "Amigo", a ja "Hipek". ze względu na bardzo długie kudły - wówczas najdłuższe w Trójmieście, bo sięgające pasa.
Onwk.

środa, 9 grudnia 2015

Zenon Nowicki: Moje wspomnienia z sierpnia 1980 r.

Ten wpis niech będzie przestrogą dla mitomanów, którzy z wielką łatwością dokonują manipulacji i dezinformacji znanych i udokumentowanych faktów historycznych dotyczących wydarzeń sierpnia 1980 roku.
Przede wszystkim chodzi o udowodnienie mnogich łgarstw napisanych wręcz na poczekaniu w ramach mitomańsko-martyrologicznych baśni komuszego łajdaka i złodzieja mojej internetowej tożsamości przez mendę komuszą z Gdyni, która przez dziesiątki lat pasożytowała w czasach PRL na zniewolonym Narodzie Polskim.
Tym bardziej, że kretyn z alkoholową demencją pisze o sprawach powszechnie znanych i udokumentowanych relacjami świadków oraz osób uczestniczących w wydarzeniach opisanych przez kłamcę z Gdyni, który wcielał i wciela w różne cudze tożsamości.

Oto jedna z takich relacji dostępna w książce o wydarzeniach sierpniowych 1980 roku w opracowanej na zlecenie Prezydenta Miasta Gdyni Wojciecha Szczurka.

Moje wspomnienia z sierpnia 1980 r.

Od 1976 r. pracowałem w Radzie Zakładowej Związku Zawodowego Marynarzy i Portowców Polskich Linii Oceanicznych w Gdyni, pełniąc funkcje Społecznego Inspektora Pracy a następnie powołany zostałem przez Prezydium RZ do pełnienia funkcji V-ce Przew. R. Z.

W czasie pełnienia tej funkcji w 1980 r. następować zaczęły przemiany polityczne w naszym kraju.
Przemiany te przeżywaliśmy wspólnie z całą załogą, która na statkach daleko od portów krajowych była niedoinformowana, a często w ogóle bez żadnej informacji.

Dyskusje stawały się coraz intensywniejsze i burzliwe.

Strajki rozpowszechniały się po całej Polsce, w PLO w Zakładzie Transportu Samochodowego już powołano strajk okupacyjny, a nam wciąż brakowało sił i odwagi na podjęcie decyzji (myślę, że powodem było to, że w dalszym ciągu nosiliśmy mandaty naszych wyborców i członków naszego związku).

Włączyliśmy się w zbieranie postulatów jak i również w ich tworzenie.

Pamiętam te wieczory, kiedy wspólnie z Jurkiem Z. jeździliśmy do strajkujących w GTS, pomagając w opracowywaniu postulatów.

W drugiej połowie sierpnia (dokładnej daty nie pamiętam) zdesperowany naszą bezradnością wpada do mojego pokoju Pan inż. Adam S. Insp. Działu Technicznego - zakładu gdańskiego żądając zwołania zebrania załogi PLO i —- podjęcia decyzji. ( Do dzisiaj jestem Mu za to wdzięczny)

Po konsultacji z Przew. i Prezydium RZ postanowiliśmy w trybie przyspieszonym zwołać zebranie w stołówce PLO.W zebraniu brali udział przebywająca w rezerwie i na urlopach część załogi pływającej oraz pracownicy lądowi, głównie zatrudnieni w budynku przy ul. 10- lutego 24.

Zebraniu przewodniczył Przew. RZ.ZZM i P Cz. U. i V-c Przew. Z Nowicki.

W zebraniu uczestniczył Przewodniczący wybranego już Kom. Strajkowego GTS (Gospodarki Transportu Samochodowego) Janek K., który poinformował zebranych o sytuacji i decyzjach Kom. Strajkującego tego działu w Zakładzie Zaopatrzenia jak również Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, z którym już współpracował.

Po burzliwej dyskusji biorąc pod uwagę charakter pracy na morzu postanowiono jednogłośnie ogłosić przystąpienie PLO do STRAJKU SOLIDARNOŚCIOWEGO.

Wolę swą zebrani potwierdzili podpisami na listach. Obecny na zebraniu Janek K. poinformował nas, że listy z podpisami wyrażające wole przystąpienia do strajku muszą być przekazane do „Regionalnego” Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej i w tym celu musimy wybrać przedstawiciela załogi, który zawiezie listy i zgłosi z trybuny hali BHP Stoczni przystąpienie załogi.

Polskich linii Oceanicznych do 'Strajku Solidarnościowego”, a następnie przyjęcie tego zgłoszenia przez obecnych na sali członków strajku okupacyjnego Stoczni.

Zgłoszono z sali dwie kandydatury (zgłosił je R/O Henryk niestety nazwiska nie pamiętam) St. Mech. Józef K. (sekretarz R.Z. ZZM i P) i ja I elektryk Zenon Nowicki ( V-ce Przew. R.Z. ZZM i P).

W głosowaniu jawnym jednogłośnie zostałem wybrany do wykonania tej misji.

Nie przeczę, że w tym czasie zadanie to przekroczyło moją wyobraźnie, a nerwy napięte do granic połączone ze strachem czy podołam, czy nie zostanę odrzucony w hali BHP, czy dojadę (ulice obstawione przez MO), czy wrócę, przecież w domu czeka rodzina i wiele innych kłębiących się myśli.

Całe szczęście, że z pomocą przyszedł mi Janek K., który zaoferował transport, pouczył jak się zachować w drodze, kiedy nas zatrzyma patrol milicji i na sali BHP. Był naszym przewodnikiem i opiekunem.

Zaraz po zebraniu wyruszyliśmy (J.K., pracownik powielarni w PLO niestety nie pamiętam nazwiska, jako przedstawiciel zgłaszający przystąpienie do strajku solidarnościowego pracowników Zakładu Socjalnego PLO oraz ja występujący, jako przedstawiciel marynarzy i pozostałej załogi PLO) żółtym fiatem do stoczni po drodze Janek pokazywał nam stojące patrole, które trzymając aparaty UKF przy ustach prawdopodobnie przekazywały nas następnemu patrolowi.

Kilkaset metrów przed bramą (o ile pamiętam nr.3) zatrzymani zostaliśmy przez milicjanta, Janek nie kazał nam się odzywać ani wysiadać, wyszedł sam i po krótkiej rozmowie powrócił i ruszyliśmy dalej, my siedzieliśmy dalej cichutko, po pewnym czasie Janek nas się zapytał, czy nie jesteśmy ciekawi, o czym rozmawiali.

O czym? Zapytaliśmy, a On na to – zapytałem: „czy chce dalej pracować w milicji?” (to tylko zapamiętałem).

Pod hale BHP dojechaliśmy bez przeszkód pełni podziwu dla strajkujących stoczniowców, ich dyscyplinie i istniejącym tam porządku.

Przy wejściu na salę oddałem listy z podpisami potwierdzające przystąpienie do strajku, a następnie zostałem przedstawiony przez Janka Lechowi Wałęsie, który w rozmowie wypytywał, kogo reprezentuje, jaka jest atmosfera w załodze, wyjaśniłem, że podjęliśmy decyzje o strajku solidarnościowym ze względu na bezpieczeństwo naszych marynarzy będących na morzach i oceanach świata czy też w obcych portach. Informacja ta została przyjęta z pełnym zrozumieniem.

Potem Lech Wałęsa wprowadził nas na salę pełną siedzących przemęczonych, ale i debatujących uczestników strajku okupacyjnego, pokazał nam model stojącego statku „Dar Młodzieży” i zapytał nas czy nie jesteśmy głodni pokazując nam kosz z bułkami i kiełbasą.

Następnie poinformował mnie, że wśród strajkujących jest nasz przedstawiciel (PLO) potem jak się okazało był to Jacek J. as. masz.

I dlatego jeśli chcę mogę zostać lub wrócić do swojej załogi.

Po pożegnaniu się z Lechem Wałęsą czekaliśmy na sygnał, kiedy możemy wejść na scenę i zakomunikować naszą wolę przyłączenia i poparcia załogi Polskich linii Oceanicznych do strajkujących już zakładów.

Po otrzymaniu sygnału, że teraz jest nasza kolej udałem się na scenę i odczytałem wole i decyzje obecnych na zebraniu w PLO poparcia dla strajkujących i przystąpienia do STRAJKU SOLIDARNOŚCIOWEGO.
Oklaski, jakie otrzymałem świadczyły o akceptacji naszej deklaracji i od tego momentu zostaliśmy uznani i zapisani, jako kolejny zakład, który przystąpił do strajku.

To samo uczynił kol. z Zakładu Socjalnego PLO i też został przyjęty.

W czasie naszych wystąpień towarzyszył nam błyski kamer i aparatów fotograficznych oraz podstawianych nam mikrofonów.

(Jak się później dowiedziałem) informacja ta przekazywana była w prasie i różnych radiostacjach w tym „WOLNA EUROPA”.

Po rozmowach z obecnymi na sali strajkującymi postanowiliśmy wrócić do PLO by przekazać informacje o wykonaniu powierzonego nam zadania i tak zaczęła się praca powołanego Komitetu Strajkowego PLO, w którego skład wchodziłem.

Niestety poza Jankiem Kosem, Lemańczykiem z Zakładu Szczecińskiego Bolkiem Hutyrą, Wojtkiem Gasiukiem, Sławkiem z zakładu gdańskiego, Jackiem Jaruchowskim, kpt. Józefem Kubickim innych nazwisk niestety nie pamiętam.

Nadmieniam jednocześnie, że cały czas byłem członkiem RZ. ZZM i P w PLO i łączenie tych funkcji było mówiąc delikatnie dyskomfortem, więc wycofałem się z pracy w Komitecie Strajkowym i nie przeszkadzając sobie, a raczej wspierając się w realizacji wspólnych celów - Komitetu ZZ Solidarność, który się rozrastał i malejący, ale wciąż istniejący ZZM i P.

Wybory, w RZ ZZM i P pozwoliły mi na wycofanie się z pracy związkowej.

Wróciłem, więc do pracy zawodowej i zaokrętowałem na m/s POZNAŃ już w fazie jego budowy.

Pracę na morzu pełniłem do czasu przejścia na emeryturę w 1995 r.

Zenon Nowicki




Jak to się ma do licznych bajek megalomana i mitomana od martyrologii rodzinnej oraz rzekomego "bohaterskiego udziału" w różnych wydarzeniach w Gdańsku i Gdyni w grudniu 1970, sierpniu 1980 i grudniu 1981 roku łgarza piszącego m.in. pod nickiem @jazgdyni vel. Janusza Kamińskiego syna Tomasza Kamińskiego?

Menda z Gdyni swojego ojca ma i przedstawi publicznie za rzekomego "żołnierza wyklętego", który tak po prawdzie był po prostu dekownikiem, bo tak wynika z opinii o nim samym jego syna.
Bo studiował już od 1945 roku medycynę, o którym mitoman od martyrologii rodzinnej był raczyć napisać, że jego ojciec nie był taki głupi by jawnie walczyć z komuną, bo nie było szans wygrania, a więc podjął służbę i jak przystało na "tytana pracy", budował Polskę Ludową i Ludowe Wojsko Polskie, jako przewodniczący trepio-felczerskiej komisji poborowej do LWP przy WKU w Gdyni.


Cytuję:

Widzisz, oni już tak długo manipulowali historią, że już sami nie wiedzą, gdzie jest prawda.
Albo dobrze wiedzą i nadal kłamią.Ja byłem w sierpniu 80 w Stoczni i pewne rzeczy wiem na pewno.



 Tak np. napisał pod tekstem Jana Karandzieja na Nasze Blogi, pod którym zamieścił np. taki komentarz, cytuję:



Zabawne, bo jak dla mnie to Lech Zborowski jest od stycznia 2015 roku jawnym zdrajcą i delatorem czyli konfidentem, którego @jazgdyni v. Janusz Kamiński z Gdyni po otrzymaniu drogą elektroniczną donosu od Lecha Zborowskiego dotyczące mojej osoby natychmiast ujawnił źródło otrzymanego donosu, wskazując na rzekomego "wybitnego działacza WZZW", który jak tylko nadarzyła się okazja w stanie wojennym zdezerterował i uciekł w 1983 roku za granicę.
Ba, Lech Zborowski bez mojej zgody i wiedzy przesyłał korespondencję mailową skierowaną do jego innym postronnym osobom trzecim, co jest swego rodzaju delatorstwem, a już z całą pewnością brakiem kultury i zdolności honorowych, których według mojej wiedzy Lech Zborowski nie posiadał, bo nigdy ich nie nabył z przyczyn formalnych.
Żeby posiadać lub nabyć zdolności honorowe należy obligatoryjnie spełniać wszystkie bez wyjątku warunki opisane w Polskim Kodeksie Honorowym
Gdyby nawet posiadał, to je utraciła w chwili napisania oszczerczych i mijających się z prawdą swoich publicznych paszkwili na Nasze Blogi i w chwili popełnienia czynu zdrady i delatorskiego ujawniając moje dane personalne, które posiadł ode mnie w mailach, a nie jak twierdził w ramach rzekomego jakiegoś dochodzenia jego i jego kolegów od wieloletniej omerty WZZW w sprawie im znanemu od grudnia 1979 roku konfidenta bezpieki o ps. TW Bolka, którego gloryfikowali i wili przy nim swoje gniazdka i budowali kariery polityczne i związkowe. Kryli go przez wiele lat i instalowali go na wciąż to wyższych funkcjach w  Związku Solidarność, a także tuż po tym jak zdradził i poddał strajk w dniu 16 sierpnia 1980 roku.
Ba, byli przy nim po zdradzie w marcu 1981 roku i po pierwszej nocnej zdradzie z 12 na 13 grudnia 1981 roku.
Wcześniej byli wiernymi i fanatycznymi lokajami TW Bolka i bolko-podobnych w tym Borsuka, którzy wśród swoich kolegów mają nadal takich łajdaków, którzy wczoraj i dziś rozkradają Polskę.
I takich, co których po dziś dzień ma dobrą opinię chociaż w stanie wojennym kradli pieniądze i maszyn poligraficznych podziemnej Solidarności razem z zainstalowanymi tam tajnymi współpracownikami i bezpieką tubylczą i obcą zza miedzy zachodniej, wschodniej i na Wzgórzach Synaju.
Ba, wiedział już w 1979 r. o tym, że Lech Wałęsa był konfidentem bezpieki i że donosił na kolegów, bo rzekomo cała spowiedź TW Bolka została nagrana na kasetę magnetofonową, którą rzekomo zachachmęcił im sam Borsuk, który niestety tym ich rewelacjom zaprzecza.
Rzekomo około 40 działaczy WZZW wiedziało o tym, że Lech Wałęsa był konfidentem bezpieki, a mimo to milczeli i ukrywali tajemnicę przed Polakami przez lata całe,a jednocześnie wpychali TW Bolka na funkcje przewodniczącego w komitetach strajkowych w sierpniu 1980 r. oraz w Związku Solidarność, bo sami wokół TW Bolka wili swoje gniazdka i kariery.
Jeśli polega to na prawdzie, to to ich wszystkich pogrąża i daje świadectwo ich zaprzaństwa i ich zdrady.
Były członek i działacz młodzieżówek komunistycznych, także studenckiej oraz członek i działacz matuszki PZPR, a ponadto TW zarejestrowany w 1974 roku trafiła na kolejnego konfidenta, u którego zdobył bezgraniczne zaufanie, a którego łajdak z Gdyni przedstawia jako rzekomego "wybitnego działacza WZZW",  który jak widać po dziś dzień nie wyzbył się przyzwyczajenia nabytego za PRL, bo nawet po ponad trzydziestu latach emigracji strzela nadal z ucha jak przystało na konfiturę. 
Czekam na wyjaśnienie IPN odnośnie figurującego na liście IPN tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki o imieniu Lech i nazwisku Zborowski.
Trafił swój do swego - chyba wymienili między sobą żydowskie hasło - Amche.

W tym miejscu dodam kolejne cytaty o tym, że rzekomo @jazgdyni był w sierpniu 1980 roku delegatem 10. tys. marynarzy PLO w gdańskim MKS, gdzie rzekomo reprezentował marynarzy z PLO w Gdyni, co było i jest wierutnym kłamstwem,  bo jak sam pisał pracował w biurze z czerwonymi i bał się w ogóle rozmawiać a nawet poruszać temat strajków.

Łajdak do swoich mitomańskich baśni posłużył się nawet swoją małoletnią matką, która (tak raczył w swoim komentarzu na Nasze Blogi sugerować) rzekomo miała być więźniarką w Oświęcimiu, a tymczasem tylko mieszkała gdzieś "niedaleko", i która zapewne na randkach jako małolata poznała tajemnice doktora Mengele, który zapewne jej zdradził swoje obozowe tajemnice do uszka na łące.

Trzeba być zdrowo chorym psychicznie by pisać tak niedorzeczne brednie o tym, że jego małoletnia matka w związku z tym,że gdzieś "niedaleko Oświęcimia mieszkała, to poznała wszystkie tajemnice doktora Mengele, prawda?

Podobnie było z jego ojca, którego syn raczył w tym samym komentarzu przedstawiać jako rzekomego członka "bandy" Majora Łupaszki i rzekomego  "żołnierza wyklętego", który był po prosty dekownikiem i budowniczym Polski Ludowej i LWP, ba, jak sam @jazgdyni o nim mówił dla dziennikarza Dziennika Bałtyckiego, bo był wręcz w Polsce Ludowej istnym "tytanem pracy".

Polecam lekturę mojego blogu, na którym jest bardzo dużo cytatów marynarsko-cinkciarskiego pasożyta i  beneficjenta PRL, a także mitomana od martyrologii rodzinnej tworzonej na poczekaniu i pod potrzebę chwili z Gdyni.



Natomiast tu jest cymesik megalomana, u którego mitomaństwo, martyrologia i bohaterszczyzna była i jest na każdy temat na podorędziu.

Cytuję:

Jak się już pewnie co bystrzejsi czytelnicy domyślają, jestem Gdynianinem. Od zawsze. Swoje lata już mam, ale do sklerozy jeszcze daleko. I rok 1980, dokładnie sierpień i strajki pamiętam doskonale.
Bohaterem nie byłem i o nic się nie upominam. Jednak byłem jednym z tych, co doprowadzili do strajku w Polskich Liniach Oceanicznych, co było dokonaniem niemałym, jako, że trzeba było uzyskać legitymację od marynarzy rozsianych na statkach, na całym świecie.
Po zadeklarowaniu strajku pojechaliśmy w kilka osób do Gdańska, do Stoczni, aby tam oficjalnie zgłosić przyłączenie się gdyńskich marynarzy do strajku.
Pozostałem tam pewien czas, wdychałem atmosferę budzącego się poczucia wyzwolenia i poznałem wiele osób. W tym tych autentycznych i tych, jak się później okazało – fałszywych. I teraz, choćbym nie wiem jak wytężał pamięć, o tym tytułowym Borowczaku nic wówczas nie słyszałem!


Były i będą inne cytaty mitomana, które nie omieszkałem zarchiwizować i na tej stronie wkrótce uzupełnię.

Że też "wybitny były działacz WZZW" dał i daje się nabrać na taką kaszankę czerwonego towarzysza i konfidenta bezpieki.

Tak łajdackie czerwone pająki tworzą nową historię, którzy swoją mitologię piszą na zawłaszczonych historiach opowiedzianych/opisanych przez naocznych świadków lub uczestnikach i współtwórcach historii, a legitymizują ją tacy sami jak on, o których mitoman z Gdyni raczył pisać iż był "wybitnym działaczem WZZW". Jak dla mnie był i jest tylko i wyłącznie delatorem, który para się delatorstwem nawet gdy nie jest przez nikogo pytany ani nagabywany. Ponadto, ten rzekomo "wybitny działacz WZZW" nie jest już dla mnie żadnym autorytetem, a otaczanie go moją  niezasadną pewnego rodzaju atencją było dużym i niewybaczalnym błędem, a tym bardziej zaufanie nieznanemu osobiście człowiekowi, który okazał się po prostu kapusiem i donosicielem.
Wcześniej był wiernym, lojalnym i fanatycznym lokajem Bolka i Borsuka do czasu, gdy nadarzyła się okazja wyjechania z PRL to z niej skorzystał, a więc zdezerterował wybierają bezpieczeństwo i spokój w przeciwieństwie do tych którzy walczyli i walczą po dziś dzień,chociaż jak i on mogli sobie wyjechać z PRL do bezpiecznych zachodnich rajów.
Ba, nie wrócił do Polski po 1989 r. lecz nadal uważa się za uchodźcę politycznego choć nie był tak naprawdę jak inni represjonowany, internowany, aresztowany ani rozpracowywany, co można samemu sprawdzić w katalogach IPN.
Jak dla mnie do końca mojego życia, a po moje śmierci u moim najbliższym, ba, nawet u Mojej niespełna 5.letniej Wnuczki już nim jest i tak pozostanie na zawsze zdrajcą i konfidentem, który delatorstwem para się po prostu  w czynie społecznym, bo przez nikogo nie pytany, a jednak donosi, bo wyssał to z mlekiem swojej matki. 

Obibok na własny koszt

PS

Jan. K. - to:  Jan Ludwik Koss, syn Pawła i Joanny Koss ur. 24 sierpnia 1948 r. w Gdyni.
Jan Ludwik Koss organizator strajku w PLO w katalogu IPN osób rozpracowywanych
Tak więc w historyczną rolę Jana Ludwika Kossa postanowił wcielić się mitoman i złodziej cudzych tożsamości w realu jak i wirtualnie beneficjent PRL, towarzysz PZPR, konfident i pasożyt Janusz Kamiński syn Tomasza Kamińskiego, "tytana pracy" na rzecz Polski Ludowej i Ludowego Wojska Polskiego, do którego dokonywał branek jako przewodniczący lekarsko-wojskowej komisji poborowej WKU w Gdyni, który jest klubowym kolegą internetowych mendzich spadów i L:echa Zborowskiego, który do klubu nowo-ekranowych i neonowych się publicznie w styczniu 2015 r. się zapisał. Taka już jest natura mend, że lubią żyć i ssać stadnie.
Onwk.





poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tak mogą postępowac jedynie przestępcy, także internetowi złodzieje cudzej tożsamości i szkalujący innych

Oto załgani do cna cyniczni hipokryci i obłudnicy, którzy żądają respektowania regulaminu, którego sami ni w ząb nie przestrzegali i nie przestrzegają łącznie z ichnim panem i królem, który jak i oni nie posiada zdolności honorowych, bo dawno by łajdaków paszkwilantów i złodzieja cudzej tożsamości by pogonił kołem.
Król jest nagi i tak samo obłudny jak ci łajdacy, którzy na gadaczce nowego NIE @gaWRiONa żądają by ich nie obrażano, za to oni mogą zawsze i pod każdą szerokością i długością geograficzną.
Jestem za tym by @gaWRiON, który rzekomo ma jakąś misję i chce rzekomo restytucji polskości i państwa polskiego w końcu zastosował z pełną surowością regulaminu nowego NIE, a także na podstawia obowiązującego prawa karnego i cywilnego w III RP wyciągnął sankcje dyscyplinarne i przestał tolerować przestępców, złodziei cudzej tożsamości internetowej - nicka, będącego pod taką samą ochroną prawną jak imię i nazwisko, pseudonim oraz inne dobra osobiste każdego człowieka i osób prawnych.
Na czerwono zaznaczyłem najciekawsze fragmenty oraz niedorzeczności jak i dowód na niedotrzymywania danego publicznie słowa w przedmiocie bojkotu, bo jest to dowód niekonsekwencji i psychicznego uzależnienie od uczestniczenia maglu.

Jozio z Londynu: > Maruś - pamietaj że jest cos takiego jak zwykła ludzka solidarność , zwłaszcza gdy dotyczy to Niepoprawnych,a zwłaszcza to jak jesteśmy traktowani. Zarówno ja jak i wielu innych Niepoprawnych też sie na ten czas banujemy. Niektórzy zacierają z tego powodu ręce, bo cel jaki sobie postawili odniósł sukces i tak to będzie dalej trwało. Nie mniej jednak 3maj sie

Ula Ujejska: Marku jestem z Tobą! Aczkolwiek brutalnie i nieparlamentarnie, powiedziałeś jednak to, co myśli tutaj większość o tych trolach :)

contessa: Uprzedzam lojalnie Wszystkich Użytkowników NP.PL - od dziś zaczynam pałować komentarze, które są repliką na komentarz trolla lub zawierają komentarz pod adresem trolli!!! Bez wyjątków na mą osobistą sympatię dla X lub Y. Z trollami się NIE DYSKUTUJE, o trollach się nie pisze, trolli się traktuje jak śmierdzące powietrze. Administracja zamiast reagować na donosy trolli na użytkowników NP.PL niech się zajmie zachowaniem trolli, na których żaden szanujący się użytkownik donosu nie napisze bo to jest śmieszne i urągające jego inteligencji! Apeluję do Administracji o oczyszczenie Niepoprawni.pl z trolli, trzymanie ich na Portalu nie jest żadnym "pluralizmem" ani szanowaniem wolności słowa ! Jest karmieniem trolli przez władze portalu

Gawrion: Contesso. Po pierwsze - dobra decyzja. Ja zawsze minusuję pyskówki oraz odpowiedzi na nie, niezależnie kto w nich uczestniczy. Trole - o wiele łatwiej byłoby identyfikować i karać troli, gdyby ich komentarze nie były ripostowane, ale tylko ocenione. Dyskusje z różnymi użytkownikami mogą świadczyć o tym, że społeczność traktuje takie osoby nie jako troli, a jako dyskutantów o odmiennych poglądach. Jeszcze jedno - ja nie czytam wszystkich dyskusji.

jazgdyni: Kurcze, na dwa dni wyjechałem, a już trolle pod skrzydłem Gawriona zaczynają swe półgłówkowate kretynizmy na niepoprawnych. O co Gawrionowi chodzi, że nie chce się ich pozbyć. Pozostanę chyba na niezależnych, bo tam tego gnoju nie wpuszczają, choć wyją pod bramą, jak potępieni.

Mind Service: Nie życzę sobie, żeby byle kto mnie obrażał. Zrozumiano? Oczekuję od Administracji że wreszcie zacznie egzekwować naruszenia netykiety i wymierzac sprawiedliwe kary równe dla wszystkich. Nie regulaminu wg własnego widzimisię, bo to jest kpina ze sprawiedliwości. Oczekuję od Administracji, że zacznie reagować na ataki, kłamstwa i manipulacje ruskich płatnych trolli, jeżeli już ich wpuszcza. Dobrze było by poinformować też wszystkich jaki jest tego cel. Bo w obecnym kształcie merytoryczna dyskusja jest właściwie niemożliwa, a odpowiedzi na zaczepki i prostowanie kłamstw nie jest istotą blogowania.

contessa: Gawrionie - również nie czytam wszystkich dyskusji ale mimo tego trolle wcale nie są takie trudne do rozszyfrowania. Dziwię się i mam za złe, że Administracja na reakcję użytkowników NP.PL na chamskie zachowanie i personalne ataki trolli reaguje błyskawicznie karaniem protestujących, natomiast trolli traktuje z taryfą ulgową! Np.troll całkiem bezkarnie może wyzywać użytkowników NP.PL od karaluchów, zniekształcać nicki, pluć insynuacjami pod adresem użytkowników. Gawrionie - Niepoprawni są cierpliwi ale nie należy tej cierpliwości nadużywać tolerancją dla trolli.


Bibrus: "Kij zawsze ma dwa końce". I to jest najlepsza odpowiedź na te jałowe dyskusje.

jazgdyni: Jak się już ma kij w garści, to zawsze można chama rąbnąć jednym, albo drugim końcem
Bibrus: W sztukach walki, mam odpowiedni pas i wystarczającą ilość danów, taki kij nazywa się "BO".
Jozio z Londynu: >W imieni własnym i Marusia dziekuje wszystkim za solidarność i przyłączenie sie do mojego apelu

jazgdyni: Mój pies ma aż trzy czarne pasy, a danów chyba ze dwadzieścia. Jest mistrzem wushu. Tylko nie szczeka.

Bibrus: No patrz, a mój sąsiad miał psa zwanego "jazgot". Pies zdechł. Powód nieznany.

andruch2001: Przyłączam się solidarnie do apelu Józia z L.

Gawrion: Obowiązuje regulamin, standard obsługi naruszeń:  
http://niepoprawni.pl/przewodnik/zasady
Mam wrażenie, że większość nie wie co tam jest napisane. Brak znajomości zasad szkodzi.


Mind Service: Gawrionie, nie ośmieszaj się. Jak zacznie tutaj obowiązywać Netykieta i sprawiedliwość, a nie Twój "regulamin" i widzimisię to dopiero będzie szansa na normalność.
jazgdyni: Regulamin wtedy ma sens, gdy jego celem nadrzędnym jest sprawiedliwość. Ale nie martw się Gawrion, cesarscy w końcu Rasputina utopili sami. Bez cara.
Zdecydowany amator: Gawrion jest Adminem tego Portalu !On tutaj zarzadza i ustala warunki.My tutaj piszacy musimy to szanowac, jak rowniez szanowac sie wzajemnie.Czasami jednak pod wplywem wielkich emocji wystepuja nieporozumienia.Wlasnie wypracowalismy mechanizm, by takowe na przyszlosc wykluczac i nie szkodzic dobru wspolnemu, jakim niewatpliwie jest ten Portal.

jazgdyni: To jest zgoda na trwanie w bylejakości. Pan rozkazał nam doskonalić się amigo.

miarka: Walcząc z seryjnym pałowaniem i ja nie raz podnosiłem ten argument sprawiedliwości. Obawiam się jazgdyni, że ją rozumiesz na styl babci Pawlakowej z “Samych Swoich”, a więc w oderwaniu od racji merytorycznych, a ku wymuszaniu posłuchu dla swoich uprzedzeń – nie tylko nieracjonalnych, ale i ideologicznych. Zrobiło się na forum od dobrego pół roku wielkie harcownictwo ideologiczne, niezwykle destrukcyjne. Nie zawsze daje się od niego utrzymać na dystans. Mała grupka usiłuje terroryzować resztę narzucając swoją “jedynie słuszną narrację” pozamerytoryczną. Miejmy nadzieję, że Administracja znajdzie skuteczny sposób na spacyfikowanie tego megatrollingu.

jazgdyni: Dla mnie selekcja i wyrażanie opinii jest proste i sprawiedliwe - po prostu ciebie nie czytam. A ty ciągle trollujesz na potęgę. Bo uważasz, że masz coś do powiedzenia. Mylisz się niestety.

miarka: Przecież to chore co piszesz. Kierujesz się uprzedzeniem, a nazywasz to sprawiedliwością. Jakże więc chcesz spełnić jej podstawowy wymóg "oddawania każdemu, co mu się należy"? Uważanie, że piszący nie ma racji, kiedy uważa, że ma coś do powiedzenia to logiczne kuriozum w sytuacji kiedy go się nie czyta. To jakaś cenzura uprzedzająca. Bez argumentów merytorycznych to bezsens. To samo dotyczy nazwanie tego trollowaniem.

Zdecydowany amator: Panie i Panowie od tego jest to forum, by tutaj dyskutowac, czasami nawet ostro. Jednak zasada powinno byc wzajemne poszanowanie.Nalezy rozpoznac, kto w prostej linii szkodzi.Granica jest cienka, ale chyba jestesmy na tyle dorosli,by ja widziec i zaniechac niepotrzebnych atakow.Widocznym sa pewne grupy,pozornie wzajemnie sie wykluczajace, wiec albo chca komunikowac, albo nie. Trzeba sie zdecydowac!a nie czynic zbedny rozgardiasz.

Bibrus: Masz rację. Filozofia "JzG" polega na casusie: -gdy Kali zabić słonia to dobrze ale inaczej już nie koniecznie.

Zdecydowany amator: Bibrus ! ja Cie szanuje, tak samo jak Janusza tj.@jazgdyni, przepraszam Cie, lecz nie oczekuje pod moim wpisem podobnych komentarzy!To sa znowu wzajemne kontrowersje podpiete pod moj apel o konsolidacje, a nie wasnie !Prosze wiec wzajemne animozje regulowac poprzez PW, a nie na ogolnym forum !!!skonczmy z prywata, pomyslmy o dobru wspolnym!wiec jezeli mam racje, to nie ma zadnego,tak- ALE...porozumienie, a nie klotnie !

Zdecydowany amator: re:zgoda na trwanie w bylejakosci-nie Januszu @jazgdyni,to jest respektowanie Admina i jego zasad!nie spotkalem sie z sytuacja, w ktorej wielu kierowcow kieruje tym samy pojazdem w tej samej chwili,a szczegolnie,gdy zaczynaja sie klotnie...maga natomiast zaistniec propozycje, ktore wszyscy po ich zaakceptowaniu wprowadzaja w zycie.

jazgdyni: Masz rację, że należy szanować człowieka. Tzn. zaopiekować się nim, pomóc, nie dać zginąć. Ale... żeby być partnerem do dyskusji, to trzeba sobie na szacunek zasłużyć. Krętacz, lawirant, konformista, czy zwykły głupiec szacunku interlokutorów nigdy nie zdobędzie. Smutna prawda.
Bibrus: No, widzisz "Amatorze" jak wygląda merytoryczna odpowiedź. "JzG" dał niezłą wykładnię. Moja propozycja jest znacznie prostsza. Powrót "Klubu Anty-pałkarskiego". Powstrzymanie się od trolowania komentarzami.

jazgdyni: Osoba ostatecznie skompromitowana nie ma prawa upominać się o łaskę odpowiedzi. przyjmijmy ZA żelazną zasadę, że z trollami się nie gada.

Zdecydowany amator: moja"pisanina" na gadaczce miala posluzyc jako platforma porozumienia,ja ani nauczycielem, ani wychowawca nie jestem, a ponadto nie mam ochoty na pouczanie, czy w koncu taka rola w zadnym razie mi tutaj nie przysluguje.Jezeli szanowne towarzystwo nadal ma ochote na klotnie i wzajemne wojenki, no coz?c`est la vie! To obrazuje stan w Rzeczpospolitej...
Verita: O!Powstaje nowa solidarność ...tylko przez małe s tym razem,z tym zabanowanym za chamstwo.Może jeszcze z Gawriona będą ludzie.Pozdrawiam

Zdecydowany amator: Verita re:Moze jeszcze z Gawriona beda ludzie. Czy Pani jest swiadomym, co Pani wypisuje i o kim ??? obrazac gospodarza w jego wlasnym domu, to jest nielada wyczyn...to nie sa juz zadne zarty Pani Verito !!! Pani przekracza wszystkie mozliwe granice!

Verita: Oj zdecydowany, nie przesadzasz? Mamy inne poczucie wrażliwości? Przecież to był sympatyczny pół-żart i pochwała konsekwentnej reakcji na chamstwo.Czy ty w obcym domu zawsze na kolanach? To byłby już nie konformizm a służalczość.


miarka: jazgdyni: "przyjmijmy ZA żelazną zasadę, że z trollami się nie gada". To bardzo dobra zasada, ale pod warunkiem, że to rzeczywiście troll. Twoja konstatacja, iż Bibrus jest "Osobą ostatecznie skompromitowaną" to tylko subiektywny pogląd, a dokładniej to uprzedzenie ideologiczne. Na pewno nie urąga logice, ani kulturze, nie działa antypolsko, ani niemoralnie. Że to, co pisze jest dyskusujne, to trzeba właśnie dyskutować - jeżeli się myli, to mu rację merytoryczną pokazywać, a nie urządzać tu dyskryminację za poglądy.

dobrykierowca: Matka Kurka o antysystemowcu Kukizie: http://kontrowersje.net/zacznijcie_si_mia_z_antysystemowego_kukiza_bo_za_chwil_b_dziecie_p_aka

dobrykierowca: Można tu pisać?

Bibrus: Bibrus nie oczekuje łaski dyskusji z kimkolwiek, kto porusza się w świecie własnych, indoktrynalnych fantazji, zakropionych dużą dawką szowinizmu-wobec odmiennie myślących. Bibrus jest zawsze gotowy na spór w granicach merytoryki i poszanowania zdań odmiennych. Bibrus pozostanie lustrzanym odbiciem każdego, kto próbował lub próbuje, wyjść poza ramy rzeczowej wymiany poglądów. Bibrus nie pozwoli się obrażać i pomawiać.

Tu jest to pejsato-banderowskie źródło: KLIK!

Na samym poczatku mysłałem że @zdecydowany amator ma jaja i nie jest ciotą i cichodajka, która bedzie dążyła za wszelką cenę przyłaczenia się do klubu internetowych spadów łajdaczych.
Niestety pomyliłem się, bo to jest taki sam klubowicz ja pozostałe spady internetowych łajdaków,
 Bardzo zawiodłem się na @andriuch2001, który tez okazała się zwyczajną ciotą i turystką łonową, która tak jak każda wrona wróciła na wrogą grzędę by grzebać i pławić się w pejsato-bandorowskim odchodach.
Jak się czyta ujadanie łajdaków niezorientowany czytelnik mógłby pomyśleć że to są same święte aniołki. Tymczasem są to jedne n z najgorszych kreatur jakie są w Internecie podszywające się pod prawych i uczciwych Polaków i patriotów.
Ta przestępcza szajka na nowym NIE @gaWRiONa i gang wzajemnej adoracji niczym się nie różni od szajki i mafii reżimu III RP.

Ciekaw jestem czy sam @gaWRiON zna treść regulaminu, bo ja w to bardzo wątpię i mógłbym udowodnić, że sam go nie zn.

DLATEGO ŁAJDACY I PRZESTĘPCY MAJĄ SIĘ BARDZO DOBRZE I CZUJĄ BEZKARNIE.

Obstawię nawet, że sam @gaWRiON uczestniczy w popełnianych przestępstwa choćby tylko w charakterze pomocnika i podżegacza przy popełniania przestępstw z wykorzystaniem środków do masowej komunikacji.

Obibok na własny koszt



Jozio z Londynu> Maruś - pamietaj że jest cos takiego jak zwykła ludzka solidarność , zwłaszcza gdy dotyczy to Niepoprawnych,a zwłaszcza to jak jesteśmy traktowani. Zarówno ja jak i wielu innych Niepoprawnych też sie na ten czas banujemy. Niektórzy zacierają z tego powodu ręce, bo cel jaki sobie postawili odniósł sukces i tak to będzie dalej trwało. Nie mniej jednak 3maj sie

Źródło: http://niepoprawni.pl/

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.
Jozio z Londynu> Maruś - pamietaj że jest cos takiego jak zwykła ludzka solidarność , zwłaszcza gdy dotyczy to Niepoprawnych,a zwłaszcza to jak jesteśmy traktowani. Zarówno ja jak i wielu innych Niepoprawnych też sie na ten czas banujemy. Niektórzy zacierają z tego powodu ręce, bo cel jaki sobie postawili odniósł sukces i tak to będzie dalej trwało. Nie mniej jednak 3maj sie

Źródło: http://niepoprawni.pl/

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

środa, 24 czerwca 2015

Towarzysz Jerzy Targalski i jego komunistyczne rodzinne korzenie

Aktu

Autor „Resortowych dzieci” o swojej przeszłości

Targalski: Moje członkostwo w PZPR to przykrywka


Jerzy Targalski, członek PZPR w latach 1974-79 
Wypomina innym rodziców współpracujących z komunistami, a sam był członkiem PZPR. Mowa o dr Jerzym Targalskim, współautorze książki „Resortowe dzieci”. Targalski twierdzi jednak, że jego epizod w PZPR to... przykrywka. Przynajmniej tak to opisuje w „Super Expressie”

Dlaczego człowiek, który stara się skompromitować czołowych polskich dziennikarzy wiążąc ich w swojej książce z komuną, o sobie nie wspomina w niej ani słowem? Mimo to, że zarówno on jak i jego ojciec byli związani z PZPR, nie ma sobie nic do zarzucenia. Jerzy Targalski znalazł sposób, aby się usprawiedliwić i wszystko zrzuca na... konspirację. 

Wiem, że to brzmi dziś śmiesznie, ale w 1968 roku miałem 16 lat i chciałem tworzyć konspirację. Ludzie uważali, że Gierek jest wspaniały, a nam grożą Niemcy. Uznałem zatem, że trzeba wejść do struktur oficjalnych – powiedział w wywiadzie dla „Super Expressu” Targalski. 

Zapytany, dlaczego wystąpił z PZPR dopiero w 1979 roku, stwierdził, że wcześniej nie było sensu. – Wcześniej nie było sensu, bo była to dobra przykrywka do konspiracji – oznajmił.

Autor „Resortowych dzieci” przyznał również, że jego ojciec także działał w PZPR, z którym związany był latami. Choć idealnie pasuje do profilu swojej książki, to nie wspomniał w niej o swojej historii ani słowem. Dlaczego? – My wcale nie zarzucamy im tego, że mieli rodziców i krewnych w PZPR czy służbach. My pokazujemy, że zawdzięczają swoją pozycję właśnie tym rodzicom – przekonywał Targalski.

Koniec cytatu.

 Źródło: KLIK!


Tak piszą w Wikipedii o Jerzym Włodzimierzu Targalskim (a Włodzimierz, to rzeczywiście typowo "polskie" imię, prawda?):

Cytuję:
 
Jego ojcem jest historyk Jerzy Targalski, członek PZPR od 1952, redaktor naczelny kwartalnika „Z Pola Walki”.
W 1976 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego (UW), a rok później studia w zakresie filologii starożytnego wschodu w Instytucie Orientalistycznym UW. W latach 1976–1979 był studentem studium doktoranckiego w Instytucie Historycznym UW, a w okresie 1980–1981 pracownikiem naukowym IH UW. W 2007 uzyskał stopień doktora nauk historycznych na Akademii Humanistycznej w Pułtusku na podstawie pracy pt. Mechanizmy demontażu komunizmu w Jugosławii na przykładzie Słowenii i Serbii (1986–1991)[1]. W latach 1974–1979 należał do PZPR, wystąpił z niej w 1979, gdy doszło do napadów bojówek działaczy Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej na wykłady opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych, przekazującego nieocenzurowaną wiedzę z zakresu: historii, socjologii, ekonomii, literaturoznawstwa.

Koniec cytatu.

Źródło:  KLIK!

Dla leniwych podaję informację o tym czym był kwartalnik "Z Pola Walki", za ta samą Wikipedią, cytuję:

Z Pola Walki. Kwartalnik poświęcony dziejom ruchu robotniczegokwartalnik ukazujący się w latach 1958-1989 w Warszawie. Wydawcą był Zakład Historii Partii przy KC PZPR, następnie Instytut Ruchu Robotniczego Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Periodyk był poświęcony historii polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego.

Redaktorzy naczelni

Członkami redakcji byli m.in. Wojciech Bułat (1967-1981), Leon Grosfeld (1958-1968, od pierwszego numeru pisma), Stanisław Kalabiński (1958-1959, od pierwszego numeru pisma), Aleksander Kochański (1958-1962, sekretarz redakcji od pierwszego numeru pisma), Teresa Monasterska (1958-1963), Bronisław Radlak (1965-1967), Tadeusz Sierocki (od 1965), Ludomir Smosarski (1965-1967), Jan Sobczak (1962-1976), Jerzy Targalski (1964-1967), Jan Tomicki (1959-1966), Janusz Żarnowski (1960-1964).

Koniec cytatu.

Źródło: KLIK!

O ojcu Jerzego Włodzimierza Targalskim, Jerzym Targalskim:

Jerzy Targalski (ur. 10 listopada 1929 w Łodzi, zm. 17 sierpnia 1977 w Warszawie) – polski historyk związany z PZPR, badacz dziejów ruchu robotniczego.

Studiował historię na Uniwersytecie Łódzkim w latach 1949-1953. Jeszcze jako student został zastępcą asystenta w Katedrze Historii Powszechnej w Zakładzie Historii Starożytnej, gdzie pracował do 1953. Od 1953 pracownik Katedry Marksizmu-Leninizmu na Wydziale Ekonomii Politycznej UŁ[1]. Od 1952 roku działacz PZPR, kierownik szkolenia ideologicznego w ZMP. Od 1961 w Warszawie, wykładowca marksizmu-leninizmu na Uniwersytecie Warszawskim, prowadził także szkolenia partyjne. W 1968 krytycznie odniósł się do wzniecania antysemityzmu podczas tzw. "wydarzeniach marcowych". W latach 1961-1968 pracował w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR, następnie w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. W latach 1964-1967 był członkiem redakcji kwartalnika "Z Pola Walki". Jego badania naukowe dotyczyły historii początków polskiego ruchu socjalistycznego. Był konsultantem historycznym polskiego filmu biograficznego "Biały mazur" z 1979 roku w reżyserii Wandy Jakubowskiej, opowiadającego o Ludwiku Waryńskim. Jest ojcem Jerzego Targalskiego.

Źródło: KLIK!

Idąc po sznurkach możemy poznać historę i czym zajmował się Zakład Historii Partii przy KC PZPR w którym pracował ojciec Jerzego Włodzimierza Targalskiego, Jerzy Targalski.Czytamy w Wikiipedii m.in. to, cytuję:

Zakład Historii Partii - instytucja istniejąca w latach 1957-1971 przy KC PZPR. Zajmowała się badaniem dziejów ruchu robotniczego. Po likwidacji Wydziału Historii Partii powołano na jego miejsce: Zakład Historii Partii przy KC PZPR. Podobnie jak w poprzedniej instytucji, kierownikiem został Tadeusz Daniszewski, jego zastępcą nadal był Józef Kowalski. Nowym zastępcą szefa ZHP w 1957 został Janusz Durko, a w 1966 kierownictwo poszerzyło Norberta Kołomejczyka. Biblioteka i archiwum zakładu nigdy nie zostały w pełni udostępnione dla wszystkich czytelników. Obok katalogu oficjalnego istniał drugi, do którego czytelnicy nie mieli dostępu. Akt dotyczących okresu powojennego Zakład Historii Partii przeważnie nie posiadał, znajdowały się one przeważnie w KC PZPR[1]. W marcu 1968 roku klimat antysemickiej nagonki doprowadził do ataków personalnych wymierzonych przede w kierownictwo zakładu. Tadeusz Daniszewski i Józef Kowalski odeszli na rentę. Z Zakładem rozstali się też: Seweryn Ajzner, Stanisława Leblang, Aleksander Litwin, Edwarda Mark, Franciszka Świetlikowa, Romana Toruńczyk i Maria Watle. W latach 1968-1971 była to instytucja w praktyce niefunkcjonująca [2]. Pełniącym obowiązki kierownika był w latach 1968-1971 Janusz Durko. Ostatecznie Zakład Historii Partii rozwiązano. Pozostawiono jedynie dział archiwalny, który od 1971 istniał jako osobna jednostka – Centralne Archiwum KC PZPR. Większa część pracowników naukowych Zakładu Historii Partii znalazła zatrudnienie w Instytucie Historii Ruchu Robotniczego w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR (od 1984 Akademia Nauk Społecznych) [3]. Zakład Historii Partii wydawał kwartalnik "Z Pola Walki". Z Zakładem Historii Partii (wcześniej Wydziałem Historii Partii) byli związani okresowo następujący historycy:

[...]

 Jerzy Targalski (1929-1977)

ale i:

Szymon Szechter (1920-1983)

Koniec cytatu:

 Źródło: KLIK!

Idziemy dalej by dowiedzieć sie kim był ten Szymon Szechter.

I tak czytamy w tej samej Wikipedii to, cytuję:

Szymon Szechter (ur. 5 kwietnia 1920 we Lwowie, zm. 1 czerwca 1983 w Londynie) – polski pisarz i tłumacz.

 Do 1957 roku przebywał w Związku Radzieckim. Był komsomolcem i członkiem partii komunistycznej, pracował m.in. jako lektor w Komitecie Miejskim Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. W 1948 roku ukończył studia historyczne, w 1953 zrobił doktorat. Do 1957 roku wykładał historię na Uniwersytecie Lwowskim. Po przyjeździe do PRL otrzymał etat w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR. Autor niedopuszczonej do druku pracy: Geneza strajku chłopskiego w 1937. W latach 1962-1964 prowadził na Uniwersytecie Warszawskim zajęcia z historii ruchu ludowego w okresie międzywojennym. Następnie został dyrektorem w Związku Ociemniałych Żołnierzy PRL. W 1964 został skazany za nadużycia gospodarcze na karę więzienia w zawieszeniu. Od tego czasu czynił starania o otrzymanie zgody na wyjazd stały do Izraela. Jego sekretarką była Nina Karsov. W 1966 roku SB dokonała rewizji w ich mieszkaniu. Przejęto w ten sposób notatki, rękopisy uznane za materiały szkalujące PRL. Nina Karsov-Szechter została skazana na trzy lata więzienia. W więzieniu wzięli ślub. Po dwóch latach została zwolniona i udała się na emigrację wraz Szymonem Szechterem. Na emigracji założył wraz z żoną w 1970 antykomunistyczne wydawnictwo Kontra, które wydaje min. książki Józefa Mackiewicza. Był bratem Ozjasza Szechtera oraz stryjem Adama Michnika

Koniec cytatu.

Źródło: KLIK!

Pomijam innych pracowników komunistycznego Zakładu Historii Partii przy PZPR, bo wszyscy są siebie godni jako propagandyści komunistycznych sowieckich okupantów Polski zainstalowani przez ruskich w PRL. Lista jest długa i każdy zainteresowany może poznać ich życiorysy klikając w ten LINK: KLIK!

Tak wygląda przeszłość i korzenie rodzinne jednego z twórców tzw. Strefy Wolnego Słowa, w której jest większa cenzura prewencyjna od polskojęzycznych stron Michnika, Lisa i innych pokomuszych i polskojęzycznych okupacyjnych szmatławców.

Tymczasem wielbiciel i wyznawca z Gdyni w tym samym roku 1974 co Jerzy Targalski wstąpił do PZPR, gdyński członek PZPR został zarejestrowany jako świadomy tajny współpracownik służby bezpieczeństwa PRL, który donosił na swoich kolegów z pracy, a przy tym bezpiecznie parał się przemytem kontrabandy na dużą skalę jako marynarz na krótkich europejskich rejsach, które były najbardziej dochodowym zajęciem dla marynarskich przemytników, tym bardziej dla tych pod ochroną służby bezpieczeństwa PRL.

Sam przemytnik marynarskiej kontrabanty o swoich wyczynach pisał m.in. tak:




Oraz w tematach pokrewnych, tak:




Członkiem klubu internetowych spadów łajdaczych beneficjentów z czasów PRL w dniu 4 stycznia 2015 roku został rzekomo były "wybitny działacz WZZW" podający się w Internecie za Lecha Zborowskiego, bo tak o konfidencie donoszącym społecznie pisał były członek PZPR i zarejestrowany w 1974 roku TW coś tam coś tam z Gdyni występujący jako @jazgdyni vel. Janusz Kamiński, syn "tytana pracy" na rzecz PRL i Ludowego Wojska Polskiego o nie ustalonym prawdziwym imieniu i nazwisku, który ukrył się za zmyśloną według mojej opinii fikcyjną historią martyrologiczną o rzekomym całkowitym sieroctwie, które raz nastąpiło gdy miał 6 lat (czyli w roku 1930 w wyniku tragicznego wypadku), a innym razem gdy jego ojciec miał lat 15, w Grodnie we wrześniu 1939 roku, w którym rzekomo rodzice ojca zostali rozstrzelani po zdobyciu Grodna przez sowietów, które miało miejsce w dniu 22 września 1939 roku.

Lech Zborowski, którego nie wiem dlaczego otaczałem niezasłużoną atencją i któremu przekazałem w zaufaniu i dobrej wierze moje dane personalne zdradził je czerwonemu łajdakowi i konfidentowi bezpieki z Gdyni - okazał się po prostu społecznym konfidentem strzelającym z ucha, któremu ksywy i nazwiska same wypadały z pyska, nawet wówczas gdy nikt go o nie nie pytał ani po dobroci ani pod przymusem i groźbą karalną.
Nie powinienem zaufać komuś kto przez wiele lat by kolegą TW Bolka i Borsuka oraz im podobnych, jak obaj bracia Merkel, rodzina Rybickich członkowie KSS KOR oraz WZZW, który w liczbie około 40 osób  poznali agenturalną przeszłość TW Bolka już w roku 1979 roku, a mimo to nie ujawnili jej przez woele lat strzegąc tajemnicy jakmafia strzeże swojej omerty.
Za to w tym samym czasie wili swoje bezpieczne gniazdka oraz budowali swoje kariery polityczne wokół i razem z TW Bolkiem, o którym wiedzieli że był konfidentem bezpieki od grudnia 1970 roku, bo rzekomo spowiedź TW bolka nagrali na kasetę magnetofonową, którą rzekomo przekazali dla Borsuka, u którego ta wsiąkła i rozpłynęła się jak kamfory zapach.
Już sam fakt ukrywania przez Polakami poznanej agenturalnej przeszłości i kontynuowanie współpracy - czy choćby kontaktów - z TW Bolkiem  powinna powstrzymać mnie przez zaufaniem do byłego członka WZZW, bo samo ukrywanie poznanej wiedzy w 1979 roku o agenturalnej przeszłości TW Bolka ociera się według mnie o zdradę Polski i Polaków.
Popełniłem niewybaczalny błąd, który skutkuje donosami na mnie oraz wymiernymi stratami Bogu Ducha winnych ludzi, moich obecnych i ewentualnych przyszłych moich podopiecznym, którym pomagam i zamierzam w dalszym ciągu pomagać wykorzystując moje osobiste kontakty, które się bardzo bardzo zawęziły w związku z donosem konfidenta z Bostony, który był też dezerterem i dekownikiem poczynając od roku 1983, bo jak tylko nadarzyła się okazja to uciekła z PRL do NRF a następnie do raju w USA.
Konfident z Bostony, były działacz WZZW w ogóle najwidoczniej nie zdaje sobie z tego sprawy, że jego donos ma o wiele większy i cięższym charakter niż gdyby ten wybitny legendujący się konfident z Bostonu doniósł na mnie, a pośrednio na moją rodzinę i moich podopiecznych, którym pomagałem i pomagam pro publiko bono.
Za komuny miałbym problem ze znalezieniem sobie dobrze płatnej pracy w moim zawodzie, gdy tymczasem w dzisiejszej  kontynuacji PRL w wyuczonym zawodzie nie mam żadnych szans na zatrudnienie nawet na znacznie zaniżonym wynagrodzeniem.
W PRL Bis z moim wysoko specjalistycznym wykształceniem i wieloletnim doświadczeniem mogę wykonywać jedynie prace fizyczne, które wykonuję nie ujawniając mojego faktycznego posiadanego wykształcenia oraz posiadanego wieloletniego doświadczenia zawodowego.
Z drugiej strony jako osoba pełniąca w przeszłości zaszczytne i wysokie funkcje gospodarcze, polityczne i społeczne nie chcę dać satysfakcji łajdakom z trójmiejskiej sitwy, bo nie tylko sam siebie bym upodlił ale i uczciwych i prawych Mieszkańców Gdańska, a jednocześnie nie jestem w stanie pójść do łajdaków po prośbie, bo to oznaczałoby że mnie oni pokonali, a jak nie mam moralnego kręgosłupa.
Cóż począć, skoro nie każdy jest dupolizel, rowolizem, wazeliniarzem, tak jak niektórzy odgrywający oburzonych pod publiczkę, a gdy tylko znajdą się blisko obecnej okupacyjnej i zdradzieckiej elity PRL Bis, to natychmiast zaczynają się ślinić i pełzać jak jakieś oślizgłe robactwo i gady.
Lech Zborowski, były członek WZZW, drukarz, kolega Lecha Wałęsy, Borsuka, Borowczaka, Gwiazdy oraz innych, były mieszkaniec Zielonej Góry, a następnie Gdańska Oruni z ulicy Brzegi i Równej, a dziś mieszkaniec Bostonu w USA, zapewne obywatel USA od czasu zdrady i przekazania moich personali łajdakowi z Gdyni, beneficjentowi rodzinnemu PRL, pasożytowi żerującemu na ubezwłasnowolnionych i zniewolonych Polakach w czasach PRL, gdy konfident z Gdyni parał się przemytem kontrabandy, która w takiej jak opisywał skali możliwa była tylko pod ochroną służby bezpieczeństwa PRL, byłemu członkowi PZPR i zarejestrowanemu TW coś tam coś tam przez służbę bezpieczeństwa PRL będzie już zawsze kojarzony jako konfident.
Dla mnie już na zawsze ktoś podający się na forach społecznościowych za Lecha Zborowskiego będzie konfident najgorszego sortu, bo donoszący i zdradzający z własnej i nieprzymuszonej niczym i przez nikogo woli - czyli najpodlejszym i najgorszym konfidentem społecznym.

Każdy rozsądnie i samodzielnie myślący czytelnik teraz już wie dlaczego tak się obaj byli członkowie PZPR wspierają,ba, nawet Jerzy Targalski toleruje popełnianie przestępstwa z art. 190a, 212, 216 i kolejnych Kodeksu karnego oraz naruszenie dóbr osobistych opisanych w art.23 i 24 Kodeksu cywilnego. przez swojego towarzysza i kapusia bezpieki z Gdyni.

 Tak wygląda twórczość złodzieja cudzej tożsamości internetowej - nicku, łajdaka, pasożyta, komucha z PZPR, tajnego współpracownika bezpieki PRL, społecznego i wirtualnego konfidenta z Gdyni, który dokonał publicznego ujawnienia donosu jaki przesłał mu wybitny konfident z Bostonu.

















Tu możemy przeczytać m.in. o tym, jak z ojca dekownika łajdak i bluźnierca szargający dobre imię i pamięć o Żołnierzach Wyklętych, bo zrobił "żołnierza wyklętego" (celowo z małych liter), który "nie był taki głupi by walczyć jawnie z komuną", bo wybrał własne i rodziny bezpieczeństwo i postanowił przestrzegać prawo komunistycznych okupantów Polski.
Ba budowniczego PRL i jej sił zbrojnych Ludowego Wojska Polskiego pełniąc funkcję przewodniczącego wojskowej lekarskiej komisji poborowej przy Wojskowej Komendzie Uzupełnień Ludowego Wojska Polskiego w Gdyni.


Czy też bluźniercze porównywanie Rzezi Wołyńskiej z buntem chłopów wywołanym przez zaborcę, co według mnie wiąże się z korzeniami gdyńskiego banderowca być może też i o żydowskich korzeniach, którego ojciec miał jakieś związki z więzieniem jakie funkcjonowało w Lublinie na tamtejszym Zamku Lubelskim, o który łajdaczy komuch raczył wspomnieć w tekście o swoim ojcu dekowniku. Uwaga ta mnie zaintrygowała podobnie jak kłamstwa i motanie w przedmiocie historii o osieroceniu jego ojca wzajemnie się wykluczających, bo raz miało to miejsce podczas tragicznego wypadku w 1930 roku (Nasze Miasto Gdynia.pl i Dziennik Bałtycki), a innym razem w Grodnie we wrześniu 1939 roku, co też według mojej wiedzy na temat Grodna i walk obronnych tam stoczonych i kapitulacji wydaje mi się historią zmyśloną, bo nie było żadnych list proskrypcyjnych, o których pisał mitoman od zmyślonych martyrologii rodzinnych na zawołanie. Podobnie było z jego matką, którą śmiał lokować (tak insynuował w jednym komentarzu na Nasze Blogi" w niemieckim obozie zagłady w Oświęcimiu, gdy tymczasem na niepoprawni.pl napisał, że jego matka jedynie mieszkała gdzieś niedaleko (???) w okolicach Oświęcimia i w baśniowych warunkach poznała tajemnice o przeprowadzonych eksperymentach przez doktora Mengele w niemieckim obozie zagłady. Zapewne sam Mengele opowiedział jego matce do ucha na schadzce miłosnej, bo tylko w takich okolicznościach mogła wejść w tajemne tajemnice zbrodniarza niemieckiego Mengele.: KLIK! 
 Mam poważne i uzasadnione wątpliwości czy oby konfident Lech Zborowski, który mnie zdradził i sprzeda dane personalne rzeczywiście zwalczał komunę jak mieszkał w PRL (w tym na gdańskiej Oruni)do czasu wyjazdu do zachodniego bezpiecznego raju. 
Nie postawiłbym ani jednego komunistycznego grosza, bo ten  posiada dziś większą wartość niż słowo konfidenta z Bostonu.
Szczególnie po tym, że uderzając w moją osobę skrzywdził wiele nieznanych sobie ludzi wyrzuconych przez reżom PRL Bis poza margines społeczny.
Lecz na co mogli oni od takiego drania i cmentarnego tancerza oczekiwać, skoro ten łajdak poważył się 4 stycznia 2015 roku publicznie wyciągnąć z grobu pogrzebaną trumnę ze zwłokami Mojej zmarłej śp. Mamy  dla uwiarygodnienia swoich licznych, haniebnych, bo nie godnych istoty ludzkiej kłamstw, manipulacji, dezinformacji, paszkwili, oszczerstw, które każdy zainteresowany uczciwy i prawy człowiek może nawet w dniu dzisiejszym zweryfikować i kłamstwa oraz insynuacje konfidenta i łajdaka z Bostonu odrzucić w całości, a w tym kalendarz wydarzeń, który konfident i kłamca przedstawił wspak, tak jakby jego kalendarz i odliczanie dat odbywało się w kierunku przeciwnym od powszechnie używanego, czyli narastająco.
Moja śp. Mama zmarła dwa dni po publikacji mojego tekstu, który rozwścieczył konfidenta i jednego z licznych omerciarzy z WZZW, a nie jak śmiał publicznie przedstawiać kłamca, manipulant i dezinformator po śmierci Mojej żp. Mamy, która nie miała nic a nic wspólnego z moją publikacją z dnia 7 listopada 2014 roku, bo Moja śp. Mama zmarła w dniu 9 listopada 2015 roku.
Kolejna moja publikacja po tej zawierającej informację o śmierci Mojej zmarłej śp. Mamie miała miejsce dopiero po 40 dniach, bo w dniu 21 grudnia 2015 roku, którą łajdak i kłamca raczył przedstawiać jako kolejną tuż po pogrzebie.
Jakim trzeba być cynicznym łajdakiem, by nawet swój mail wysłany do mnie w dniu 15 listopada 2014 roku przedstawić tak, że tekst o nim nic nie miał nic wspólnego z faktyczną treścią do mnie wysłaną. Dowód zawiesiłem w mojej galerii z dokumentami, grafiką i fotografiami wujka Google.
Ponadto, jak można pisać publicznie oczywiste kłamstwa, że się zaniechało kontaktów ze mną wysyłając kolejne maile do mnie, na które to ja nie raczyłem odpisywać po tym jak dotarła do mnie informacja, że łajdak bez mojej wiedzy i zgody rozsyła moje maile do nieznanych  mi osób trzecich.
Ostatni mój mail nosił datę 5 stycznia 2014 roku, po którym konfident z Bostony słał do mnie kolejne maile, na które przestałem reagować, bo z łajdakami a tym bardziej kłamcami, manipulantami, paszkwilantami i konfidentami nie miałem i nie mam przyjemności w przyszłości się zadawać.
Gardziłem i gardzę takimi łajdakami, którzy wpierw wchodzą w łaski i zdobywają zaufanie, a później zdradzają i donoszą do moich śmietelnych  wrogów przy byle jakim nieporozumieniu, bo oni są takimi samymi TW Bolkami, Borsukami, Borowczakami i im podobnymi łajdakami i zdrajcami, którzy tak samo uzurpują prawo do jedynej ich prawdy i ich zasług, bo inni to byli nieistotnym tłem. 
Oni sami tak jak ich TW Bolek walczyło. Bolek po jednej stronie a oni po drugiej stronie tej samej barykady, zapominając i gubiąc po drodze prawdziwego wroga jaki był i jest po dziś dzień komunizm, który ma się po swoim przepoczwarzeniu w 1989 roku coraz lepiej i nie ma żadnej liczącej się siły społecznej i politycznej by zacząć w końcu z przepoczwarzonym neokomunizmem walczyć.
Fakty są porażające, bo jak sie okazuje łatwiej na mnie jest napisać i wysłać donosy by reżim mnie prześladował i ścigała nawet nie oszczędzając Moje 4.letniej Wnuczki, która większość swojego życia spędziła ze mną poznając miejsca pamięci a dziś je porządkując i oddając hołd polskim bohaterom zamordowanym prze komunistów jak nieletnia Danuta Siedzikówna, anitariuszka z oddział Majora Łupaszki o ps. "Inka", o której Moja Wnuczka wie więcej niż dorosły, ba, stary syn mitoman o swoim ojcu "tytanie pracy" z Gdyni.
Banalne i wywołujące we mnie śmiech poirytowania są twierdzenia i oświadczenia wszystkich internetowych łajdaków i konfidentów, którzy rzekomo  walczą na niby, bo tylko wirtualnie siedząc bezpiecznie na dupie w domy i wypisując na klawiaturach idiotyzmy, łgarstw, paszkwili, oszczerstwa.oraz parając się najlepiej znanym przez nich fachem donosiciela i konfidenta.
Mam nadzieję, że konfident z Bostony jest w skowronkach, bo może się w końcu pochwalić kolejną swoją zasługą w walce o niepodległa Polskę, a mianowicie swoją wybitną konfidencką działalnością pro publico bono, otrzymując ode mnie zasłużenie tytuł wybitnej konfidenckiej kurwy.
Tymczasem konfident z Gdyni który publicznie sprzedał konfidenta z Bostonu uważa tego społecznego i wybitnego konfidenta za byłego "wybitnego działacza WZZW".
No i niech obaj konfidenci się z tego cieszą, bo wszak oni sami sobie nawzajem nadają tytuł ludzi honorowy i posiadających zdolności honorowe, a przynajmniej taką teorię opisał w jednym w wyżej linkowanych przeze mnie tekstów konfident z Gdyni.
C... im w d....., jak  każdemu innemu konfidentowi.

Obibok na własny koszt