Na tych wszystkich, którzy wybrali w 2010 roku, zagłosowali w dniu 10 maja 2015 roku i zagłosują w dniu 24 maja na dzisiejszego belwederskiego lokatora necandus winni być wyklętymi i trwale wyrugowani z Narodu Polskiego
„Czułem się trochę jak necandus” – tak powiedział sam o sobie Bronisław Komorowski w wywiadzie jakiego
udzielił Teresie Torańskiej w 2006 roku.
Jestem Polakiem i mam względem Moich Rodaków i Mojej Ojczyzny, jedynie polskie obowiązki.
Należę do elity Narodu Polskiego i dlatego nie wziąłem udziału w
kolejnej pseudo hucpie wyborczej.
Moja odmowa brania udziału w
hucpach wyborczych rozpoczęła się po tym jak z szumnie zapowiadanego referendum
w dniu 8 września 2012 roku w sprawie odwołania Rady Miasta Gdańska i
Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza okazała się jedynie buńczuczną i
propagandową inscenizacją mającą na celu zdobycia wiarygodności w oczach
prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Pisałem o niej i zamieściłem materiał filmowo fotograficzny
m.in. TU:
Gdy tylko Jarosław Kaczyński ze
swoją świtą opuścił Sale BHP i Gdańsk, to zrobiło się im żal tych kilku
mandatów radnych Rady Miasta Gdańska, które okupowało PiS nie mając
jakiegokolwiek wpływu na władze Gdańska.
PiS wówczas jak i dziś jest kwiatkiem u kożucha w Radzie
Miasta Gdańska, który jedynie ssie wysokie diety z faktu posiadanych mandatów.
Moja odmowa wzięcia udziału w
kolejnych wyborach wzięła się stąd, że w licznych rozmowach z lokalnymi i
krajowymi przedstawicielami PiS, który dotychczas wspierałem organizacyjnie,
logistycznie, materialnie i finansowo, że jestem niereformowalnym radykalnym oszołomem,
przez których PiS przegrywa kolejne wybory parlamentarne i samorządowe, bo
Polacy nie chcą radykalnych zmian i restytucji polskości w zakresie
proponowanych przez radykalnych polityków i działaczy społecznych.
Powrót do normalności nazwano
radykalnym szaleństwem, a moje mrzonki o restytucji polskości tak w narodzie
jak i państwowości uznano za niemożliwe w ogóle do realizacji, a przy tym
wymieniając przeszkody krajowe jak i zewnętrzne.
Cóż lepiej okupować byle, jakie
synekury legitymizując łajdaków w rządzie, w parlamencie, sądach,
prokuraturach, resortach w tym siłowych, samorządach wszelkich szczebli niż narażać
się na ich utratę, bo te wyborcze synekury stanowią dla większości tych
rzekomych polityków jedyne źródło utrzymania, za które gotowi trwać, ba, nawet
wbrew logice, tak jak było to w Gdańsku, w którym PiS okupował w latach
2010-2014 jedynie 7 mandatów. Dziś zaś PiS okupuje 12 mandatów w 34.osobowej
Radzie Miasta Gdańska, którym nawet przez myśl nie przeszłoby wystąpić z
wnioskiem o referendum odwołania Prezydenta Miasta Gdańska pomimo ciążących na
nim prokuratorskich zarzutów, a przy okazji także Rady Miasta Gdańska, w której
są nieistotnym i nic nieznaczącym jej elementem poza legitymizacją okupujących
ją partyjnych pasożytów.
I znów, prywatne ssanie wysokich
diet radnych Miasta Gdańska jest przez PiS jak i samych zainteresowanych
radnych przedkładanie nad interes Wspólnoty Mieszkańców Gdańska, Polski i
Polaków, bo wykonywanie mandatów przez gdańskich radnych nie ma nic wspólnego z
ich pełnieniem pro publiko bono. Kasa przez interesem ogółu, oto dewiza radnych
PiS i jej będą się trzymać kosztem ogółu Mieszkańców, kosztem prawdy, dobra i
uczciwości.
Gdy zostałem nazwany, jak za
czasów grubej kreski i po raz kolejny „oszołomem” i gdy zostałem oskarżony o
wszystkie dotychczasowe klęski wyborcze PiS, postanowiłem definitywnie i raz na
zawsze zerwać wszelkie dotychczasowe wiążące mnie z PiS związki.
Do roku 2014 w Mojej Dzielnicy
PiS osiągał najlepsze wyniki w wyborach samorządowych w Gdańsku. W wyborach w
2010 roku na 7 mandatów zdobył 2 mandaty, które stanowiły ponad ¼ ogółu
zdobytych w Gdańsku.
Po wycofaniu się obrażonych i
oskarżonych działaczy z Mojej Oruni, który wspierali PiS w każdych wyborach, a
w tym w samorządowych, które po raz pierwszy sami organizowali od podstaw w
1990 roku, PiS pomimo objęcia ogólnie w Gdańsku o ponad 50% więcej mandatów w
Gdańsku, bo objął łącznie w Gdańsku ich o 5 mandatów więcej i dziś posiada ich
12, to jednak ten wzrost nie został odnotowany w Mojej Dzielnicy, w której
został jedynie zachowany stan posiadania 2 mandatów.
W osiągniętym przez PiS w 2014
roku wyniku wyborczym w wyborach samorządowych w stosunku do całego Gdańska
nastąpił regres i spadek poparcia dla PiS w Naszej Dzielnicy.
Mnie to w ogóle nie zdziwiło
znając od podszewki dotychczasowe zaangażowanie pospolitego ruszenia byłych
działaczy I Solidarności, organizatorów i działaczy pierwszych struktur
politycznych na przełomie lat 80. I 90. XX wieku w Naszej Dzielnicy, a nawet
radnych z Naszej Dzielnicy, którzy wycofali się jak i ja ze wspierania PiS.
Skoro PiS uznał dotychczasowych
działaczy z gdańskiej Oruni za „radykalnych i niereformowalnych oszołomów”,
którzy mają nierealne do spełnienia mrzonki o restytucji polskiej państwowości
i polskości w ogóle, a ich samych zaliczył do balastu, który oskarżył o
przyczynienie się do wszystkich dotychczasowych klęsk wyborczych PiS, to nie
zamierzaliśmy i nie zamierzamy dla kacyków z PiS w dalszym ciągu wadzić. Niech
pokażą sami bez Naszej pomocy, że potrafią wygrywać lepiej bez „radykalnych
niereformowalnych oszołomów”, których nieformalne struktury w Mojej Dzielnicy
odrzucili a i bezpodstawnie oskarżyli o swoje porażki, które były i są ich, a
nie Naszą zasługą, która objawiała i objawia się nonszalancją, wszech obecną
chałturą, tymczasowością, akcyjnością i nieodpowiedzialnością na każdym
szczeblu organizacyjnym PiS.
Wolontariusze, którzy dotychczas
bezinteresownie wspomagali w różnej postaci PiS w Naszej Dzielnicy już się
definitywnie skończyli po tym jak nazwani Nas „niereformowalnymi radykalnymi
oszołomami” o mrzonkach i marzeniach nienaddających się do realizacji przez
kacyków lokalnych z PiS.
Nasza zasłużona i z ogromnym
stażem wydawniczym drukarnia oruńska przestała definitywnie świadczyć usługi na
rzecz Naszych bezpodstawnych oskarżycieli raz na zawsze.
Włożyliśmy masę pracy i
pieniędzy, a usłyszeliśmy, że jesteśmy „niereformowalnymi radykalnymi
oszołomami” oraz winnymi wszystkich dotychczasowych porażek i klęsk.
To, co zniszczyli
nieodpowiedzialnymi i bezzasadnymi oskarżeniami i pomówieniami PiS już nigdy
nie odbuduje, bo utracił definitywnie zaufanie u ludzi, którzy byliby gotowi
nawet niebo im przychylić.
Dziś to, co było nie pisze się już
w rejestr, bo ta zniewaga PiS właśnie takiego postępowania wymaga od dotychczasowych
wolontariuszy oruńskich, którzy nieśli pomoc kandydatom PiS w każdych
dotychczasowych wyborach.
DIXI!
Obibok na własny koszt vel. Mieszko II
PS
Jestem Polakiem i nie zamierzam
dokonywać wyboru pomiędzy dwoma skłóconymi pejsatymi środowiskami, a mianowicie
między pejsatymi z GW a GP, bo jedni jak i drudzy nie są Polakami, którym
przyświecałoby dobro Polski i Polaków, lecz ich nacji, pejsatej.
Onwk.
UWAGA:
Albumy z fotografiami w związku z licznymi kradzieżami
fotografii polegającym jedynie na nie podawaniu źródła ich pochodzenia, już
wkrótce zostaną zamknięte i do czasu naniesienia znaków wodnych na fotografie
nie będą w ogóle dostępne. Znikną też wszystkie inne fotografie, także z moich
publikacji m.in. na stronie niepoprawni.pl, na której pozbawiono mi posiadanych
dotychczas uprawnień oraz na Blogmedia24.pl, co będzie konsekwencją kradzieży
jak i celowego ich usunięcia na innych stronach internetowych jak byłych
działaczy WZZW i NE vel. nEon24.pl, na których to moje filmy, fotografie jak i
teksty zawisły bez mojej wiedzy i zgody.
O qrwach pejsatych, którzy odgrywają rolę dyżurnych "polaków" z plastikowym dowodem polskości noszącym nazwę "dowód osobisty".
Taką ukraińską pejsata qrwą i gnidą jest czerwony pasożytniczy cwel z PZPR z Gdyni, który identyfikuje się ze żydowska zbrodniarką komunistyczną Wolańską-Brus.
Podejrzewam, że bajka o losie sieroty ma według ma według mnie jakieś ukryty związek z Zamkiem w Lublinie, o którym tajemnicę być może wbrew przekonaniu rodziny jednak nie zabrał do grobu, bo rękopisy nie płoną o ile takowe były.
Kandydat Platformy nie ruszył w miasto, ale po osiedlach krążą działacze i sympatycy Platformy Obywatelskiej.
A razem z nimi reporterzy niektórych stacji telewizyjnych. Kamery zarejestrowały różne scenki.
Nie wiemy kiedy powstało to nagranie, ani gdzie.
Ma jednak wyraźne przesłanie.
Aż dziw bierze, że pojawiło się na antenie TVN24.
Dwóch ludzi w koszulkach z napisem "Bronisław Komorowski" zapukali do drzwi kobiety, która początkowo była nieco zdezorientowana, ale po chwili zrozumiała kim są jej "goście".
Riposta była błyskawiczna:
DO KANDYDATA NA PREZYDENTA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO
W związku z upływem Pana kadencji na stanowisku Prezydenta RP, oraz ubieganie się o reelekcję, ośmielam się przypomnieć, że w trakcie poprzedniej kampanii wyborczej, w czasie debaty telewizyjnej z kontrkandydatem Jarosławem Kaczyńskim powiedział Pan „Sprawa Olewnika musi być wyjaśniona”. Okazało się jednak, że pomimo upływu pięciu lat, nie dość że nie została ona wyjaśniona i zamknięta, to zagmatwano ją do stopnia świadczącego o dążeniu organów ścigania do tego, aby nigdy nie została wyjaśniona.
W kwietniu 2008r. podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w rozpaczy wypowiedziałem słowa: „Zabiliście mi syna”. Mówiąc te słowa miałem na myśli organy państwa takie jak Policja i inne służby. Nadal podtrzymuję te słowa. Teraz dodatkowo organy ścigania próbują niszczyć mnie i moją rodzinę poprzez nękanie, wchodzenie pod kłamliwymi pretekstami do naszych domów z bronią w ręku zastraszając nas w obecności małych dzieci. Chcę tu dodać, że jako rodzina mamy status osób poszkodowanych a nie obwinionych.
W ten sposób nasze prawa obywatelskie zagwarantowane konstytucyjnie zostały pogwałcone przez Państwo, którego najwyższym przedstawicielem - czuwającym nad przestrzeganiem Konstytucji - jest Prezydent RP. W tej sytuacji chcę Pana wprost spytać: czy podjął Pan jakiekolwiek działania w tej sprawie, która miała być wyjaśniona i ma tak duże medialne zainteresowanie? Czy - chociażby z osobistej ciekawości - interesował się Pan wynikiem śledztwa prokuratorskiego, w trakcie którego Pan także był przesłuchiwany?
Jak wynika z medialnych przekazów spraw dotyczących krzywd wyrządzonych obywatelom przez organy Państwa jest bardzo dużo.
Panie Prezydencie czy sprawy tych obywateli RP Pana obchodzą czy traktuje Pan swoją funkcję jako intratną posadę?
Pytam Pana jako ojciec żyjący w wielkiej traumie, któremu zamordowano syna. Obawiam się, że ukaranie wszystkich sprawców winnych śmierci mojego syna nigdy nie nastąpi, a ja mogę podzielić los osób które zginęły w niewyjaśnionych okolicznościach (Papała, Lepper, Petelicki i inni). Odczuwam, że cały czas dokonuje się na mnie tzw. mord psychologiczny, bo jak inaczej można nazwać nieuzasadnione wejścia do mojego domu prokuratorów pod osłoną uzbrojonych policjantów, czy też tzw. wrzutki medialne szkalujące rodzinę, a nawet kłamliwe przedstawianie nas przez Prokuraturę w Komunikatach jako osoby niewiarygodne. Proszę się nie tłumaczyć, że to sprawa Prokuratury, to również Pana sprawa jako Prezydenta Polski bo chodzi tu o bezpieczeństwo i właściwe, zgodne z Konstytucją działanie organów państwa.
Jestem przekonany, że nie tylko ja i inni pokrzywdzeni przez instytucje administracji rządowej, ale wszyscy obywatele RP oczekują ze strony osoby pełniącej funkcję głowy Państwa realizacji konstytucyjnych obowiązków Prezydenta RP a nie czczych obietnic wyborczych! Oczekuję więc od Pana i wszystkich innych kandydatów na urząd Prezydenta jasnej deklaracji: czy pełniąc stanowisko głowy Państwa będą realizować ślubowanie składane przy objęciu tego urzędu, a w szczególności dochowania wierności postanowieniom Konstytucji oraz traktowania dobra Ojczyzny i pomyślności obywateli jako najwyższego nakazu.
Dlatego nie zamierzam brać udziału w kolejnej żydowskiej ustawce WSI-oków, którzy próbują dokonać jedynie wymiany POkoleniowej wśród swoich komuszych wybrańców pośród pensjonariuszy Wojskowego Ośrodka WyPOczynkowego w Jaworzu.
Sygnatariusz „listu 59”, to jest ta sama żydowska rodzina tworząca w PRL tzw. konstruktywną opozycję o komunistycznych korzeniach z Kuroniem, Michnikiem,
Lipińskim, Szymborską noblistką Wisią na czele.
PPS Andrzej Duda o reprywatyzacji "mienia pożydowskiego" od 1:30 Onwk.
PPS Po co komu jakaś kontrola wyborów skoro sami postępują na długo przed nieuczciwie względem swoich potencjalnych wyborców ukrywając w cyniczny i obłudny sposób przeszłość swojego kandydata. Najwidoczniej kłamstwo, łajdactwo i hipokryzję wyssali z mlekiem matki, oby nie było to mleko z konfiturą. Onwk.
W dniu 1 września 2014 roku udałem się na pieszą pielgrzymkę na gdańskie Westerplatte, które jest też moim osobistym Westerplatte.
W 1974 roku poznałem osobiście dwóch obrońców Westerplatte, w tym dowódcę Placówki FORT mata Bernarda Rygielskiego oraz obrońcę Placówki ŁAZIENKI mata Franciszka Bartoszak, którzy na wówczas sprzedawanych wykazach obrońców Westerplatte według stanu na dzień 1 września 1974 roku skreślili własnoręcznie swoje podpisy.
Udając się przed południem na Westerplatte nie przypuszczałem, że będą tam jacyś oficjele w tym Bronek z Bulesnym czerepem miotającym różne brednie dla zmylenia konstruktywnej i bardzo układnej pseudo opozycji parlamentarnej.
Pragnąłem zapalić znicze na punktach oporu w tym na Placówce FORT i Placówce Łazienki, która znajduje się na terenie wojskowym, co przy takiej liczbie oficjeli było sprawą nie do wykonania dla najlepszych komandosów, a nie tylko dla takich w słusznym już wieku cywilów.
Zapaliłem znicze i zainstalowałem dwie flagi w barwach narodowych na Placówce FORT, której dowódczą w czasie obrony Westerplatte był mat Bernard Rygielski, dziś śp. Bernard Rygielski.
Przy Placówce FORT spotkałem dwóch młodzieńców, z którymi rozmawiałem nie krócej niż pół godziny, bo byli bardzo zainteresowani tym co Im starałem się w tak krótkim czasie przekazać o Westerplatte.
Szczególnie o takich sprawach o których nie przeczytają w żadnym ogólnie dostępnym opracowaniach, bo są to dziś sprawy znane tylko dla nielicznych i wtajemniczonych. Historii słownych nie spisanych przekazywanych od pokoleń, a jak i osobistych przeżyć z lat minionych jak np. o sadzie wiśniowym czy stolikach z parasolami, saturatorach czy wacie cukrowej sprzedawanej na dzisiejszym parkingu i przy betonowych cudach architektury komunistycznej.
Czy o wędrującym krzyżu widocznym na fotografii niżej.
Podobnie uczyniłem na cmentarzu Obrońców Westerplatte:
Wieczna cześć i chwała Wszystkim Polskim Bohaterom!
Gdy byłem na terenie cmentarza, za widocznym krzyżem miałem bardzo ogromny problem utrzymać płomień znicza, bo zerwał się bardzo silnie wiejący wiatr od morza.
To dzięki temu wiatrowi byłem świadkiem scenek odgrywanych przez rosyjskich cepów z ich dyżurna wiązanką kwiatów, z którą się zapewne fotografowali wszyscy obecni na Westerplatte członkowie ruskiej delegacji.
Po prostu wzięli wiązankę z płyty grobowej i po kolei się z nią fotografowali.
Jedna wiązanka kwiatów wystarczyła i pod pomnikiem Obrońców Westerplatte i na cmentarzu Poległych Obrońców Westerplatte, a rachunek za wiązankę w postaci dokumentów fotograficznych zapewne było kilka lub kilkanaście.
Patrzyłem z obecnym tam razem ze mną Panem z niedowierzaniem w to co widzieliśmy na własne oczy.
Był to kulturalnyj występ ruskiego naroda dla Polaków w wykonaniu ruskich elit ulokowanych w dyplomacji - zapewne w konsulacie i na stołkach w Rosji - Obwodzie Kaliningradzkim.
Przy ruinach koszar mój ślad wyglądał tak:
Podsumowując dzień, to muszę napisać, ze te przeciągające się przez cały boży dzień uroczystości na Westerplatte w dniu 1 września 2014 roku przeszkodziły mi w wykonaniu zamierzonego planu moje pieszej pielgrzymki na Westerplatte, tak by w równą 40. rocznicę mojej znajomości z dwoma śp. Obrońcami Westerplatte oddać Im cześć i honory bez udziału stada obłudników i rowolizów.
Na pielgrzymkę przygotowałem się jak prawdziwy komandos lecz bez broni palnej, a jedynie z bronią białą, która gdy dotarłem na Westerplatte była dla mnie nie lada problemem, gdyż okazało się, ze całe Westerplatte jest okupowane przez BOR, ABW, policję - także z psami oraz wojsko.
Dwóch prezydentów, a ja obok z aparatem fotograficznym i bagnetem od amerykańskiego karabinu M7, że nie wspomnę o dwóch mniejszych "kozikach" w tym nożu ratunkowym strażaków szwajcarskich. Długość całkowita zabawki do M7 to 358 mm i ostrza 230 mm.
Lubię moje zabawki, z którymi raczej podczas takich wypraw się nie rozstaję.
Jak choćby taka zabawka od Havla, którą można się ogolić ale i ściąć całkiem potężne drzewo bez uszkodzenia samego ostrza:
Od prezydenta Niemiec Joachima Gaucka dzieliło mnie jakieś 3-4 metry i nikt mnie nie kontrolował, tak jak kontrolowano wszystkich udających si pod pomnik Obrońców Westerplatte, z czego ja skrzętnie zrezygnowałem by nie narobić poruty.
Ochraniający ich BORowiki i neoUBecy winni być wyrzuceni na zbity pysk, tak by mieli takie ja ten człowiek zaopatrzenie życiowe.
Tak wyglądał kipisz na wysokości wartowni nr 3, na której zapaliłem znicz i zainstalowałem flagę w barwach narodowych Polski.
Byłem na cmentarzu Obrońców Westerplatte i nagrałem ten oto film z udziałem dwóch "głów" - jedna to może i była, bo ta druga to był według mnie raczej ruski czerep nafaszerowany rozkazami z Kremla.
Rzekomą trzecią "głowę" w rzekomym państwie miałem na wyciągniecie ręki i nie musiałbym robić ani jednego kroku by dosięgnąć tego łobuza i zdrajcę, bo jego tłusty spasiony ryj o mało nie dotykał obiektywu mojego aparatu fotograficznego - film publikuję na YT i zamieszczam niżej.
Jak na załączonym obrazku, żadnej ochrony BOR czy ABW.
Oj Borskuk Borsuk jesteś bardzo pewny siebie, za pewny.
Kilkanaście moich fotografii z mojej pieszej pielgrzymki na Westerplatte w dniu 1 września 2014 roku.
PS
Na moim krótkim filmie z udziałem Cz. Nowaka i B.
Borusewicza nie udało się przy bardzo wietrznej pogodzie nagrać poprawnie
dźwięku z powodu:
- miejsca usytuowania na jego górnej części
obudowy, który jej niefortunnie usytuowany w okolicy chwytu lewego palca
wskazującego, który bywało mi skutecznie i szczelnie zamknąć,
- mikrofony w aparacie fotograficznym Samsung jest
czuły i każdy powiew wiatru opływający aparat jak i jego odbicia od
przedmiotów, a nawet liści i łopot flag potrafi skuteczne zniekształcić i
zagłuszyć słowa wypowiadane jak w tym przypadku na Westerplatte - stałem metr
od rozmówców.
Czesław Nowak "historykowi" wykładał na
temat historii Westerplatte oraz opowiadał o losach krzyża Obrońców
Westerplatte, lecz jestem gotów założyć się o kasę przeciwko orzeszkom lub
sreberkom, że obleśny, upasiony wieprz - chyba był podpity, bo bełkotał
niezrozumiale, że ten kapuściany łeb i tak z tych uzyskanych bezcennych i
encyklopedycznych informacji nie zapamiętał nic a nic.
Widać było, że chce jak najszybciej uciec z
grząskiego i całkowicie obcego dla opasa materii dotyczącej historii
Westerplatte.
O sadzie wiśniowym, który rósł na Westerplatte od
okolic Wartowni Nr 1 w kierunku koszar po lewej stronie (po tej gdzie są ruiny
Wartowni Nr 3) mogę rozmawiać z ludźmi pokroju Czesława Nowaka, który poznał
każdy kawałek gruzu walającego się po całym Westerplatte.
Ba, mało kto pamięta smak tych wisienek z
Westerplatte, tak jak tylko nieliczni pamiętają stoliki z parasolami i
sprzedawanymi tam "luksusowymi" produktami - lemoniada, oranżada,
lody, woda z separatora, na które rzucała się każda szkolna i zakładowa
wycieczka.
Wiele innych filmów jest dostępna na moim kanale YT, pod adresem:
PPS Według
tego co zauważyłem w poruszaniu się Borsuka na Westerplatte w dniu 1 września
2014 roku, to wygląda na to, że Borsuk cierpi na ostry przebieg neuropatii
cukrzycowej, który objawia się u jego niedowładem lewej dolnej kończyny, nad
której ruchami nie jest już w stanie zapanować i którą porusza powłóczyście.
Neuropatia cukrzycowa, to jestnajczęstszy
i przewlekłe powikłania cukrzycowe, w którym dochodzi do odcinkowego
uszkodzenia obwodowych nerwów czuciowych i ruchowych oraz układu
autonomicznego.
Może
być przyczyną silnych dolegliwości bólowych oraz znacząco pogarszać jakość
życia. Jest uznanym czynnikiem ryzyka rozwoju między innymi: zespołu stopy
cukrzycowej oraz nagłego zgonu sercowego.