Działacze WZZW i Solidarności będący na emigracji
są całkowicie niezorientowani w tym wszystkim, co było i jest z PRL Bis.
Jak wracają, to pierwsze kroki kierują do byłych
swoich rzekomych kolegów, którzy okazali się zdrajcami i zaprzańcami, a przy
tym wyświadczając nieświadomie lub z premedytacją usługi – vide Andrzej
Rozpłochowski czy Lech Zborowski, który przez całe lata był lokajem Borsuka,
który lokował go w kolejnych trzech melinach eSBeczych u TW coś tam coś tam.
Poczynając od pierwszej meliny drukarzy przy ulicy
Rzeźnickiej w Gdańsku w mieszkaniu służbowym przy Muzeum Narodowym i kolejnym
na starówce chyba przy ulicy Szerokiej lub Św. Ducha.
Andrzej Rozpłochowski, tak jak Michnik wybaczył
Kiszczakowi, Jaruzelskiemu, tak on wybaczył swojemu ojcu z UB i swojej żonie TW
coś tam coś tam, która donosiła nie tylko na jego, jako męża, ale i na wszystkich,
z którymi się zetknęła będąc żoną prominentnego działacza I Solidarności – KK i
Regionu śląskiego.
Tadeusz Jedynak, o którym w Magdalence tak ciepło
i życzliwie wypowiadał się Kiszczak, można to zobaczyć i usłyszeć na filmie
nagranym przez SB w Magdalence, który tak jak TW Znak, Michał Boni znalazł się
w Komitecie Strajkowym w kopalni ot tak rzekomo bez przyczyny i bez skierowania
na ten sam front walki bezpieki Kiszczaka.
Tadeusz Jedynak został nawet wezwany będąc już w
połowie drogi na emigrację do Australii.
Na rozkaz Kiszczaka wróciła do PRL, przedostał się
jak i kurdupel TW Znak niezauważenie przez płot, niczym TW Bolek i zagnieździć się,
jako rzekomy działacz solidarności i antykomunista w tamtejszym komitecie
kopalnianym w sierpniu 1988 roku, by zakończyć strajk na wezwanie TW Bolka w
dniu 3 września 1988 roku w tym samy miejscu i w tym samym miesiącu jak w roku
1980.
Mało, kto wie o tym, że strajki w sierpniu i
wrześniu 1988 roku miały miejsce w tych samych miejscach jak w roku 1980 i
zakończone w tych samych dniach.
Nie chce mi się pisać o sprawach oczywistych dla każdego,
kto potrafi sam czytać ze zrozumieniem i wyciągać z tego, co przeczyta,
zobaczy, usłyszy logiczne i celne wnioski.
Weźmy trzy panie z Solidarności, a w tym dwie,
które rzekomo by się dziś bezgranicznie wspierały.
Gdy tymczasem prawda jest brutalna i zgoła całkiem
inna, bo Alina Pienkowska (tak Pienkowska, bo tak brzmi prawidłowo nazwisko
Aliny, a nie jak się utarło dotychczas Pieńkowska, jak choćby czyni to
niedoinformowani redaktorzy Encyklopedii Solidarności (ES) – dowód w linku: http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Alina_Pie%C5%84kowska
), to choć rzekomo była przeciwna udziałowi w OS, to jednak wraz ze swoim mężem
Borsukiem, którego Kiszczak i TW Bolek namaścili na szefa TZR Gdańskiego w 1989
roku rozpoczęła mord na Pierwszej Solidarności tworząc nową namiastkę
Solidarności tworzonej przez Kiszczaka i aparat bezpieczeństwa PRL.
Laurkę do ES napisała sam o sobie zainteresowania,
czyli Alina Pienkowska, w której czytamy takie oto niedorzeczności o tej
rzekomej przeciwniczce Magdalenki i OS oraz osobie, która dziś rzekomo
wspierałaby śp. Annę Walentynowicz.
Żal, że nie czyniła tego jak mogła za życia, bo
teraz to można gdybać także i to, że dziś Alina Pienkowska byłaby członkiem lub
i znanym działaczem Platformy Obywatelskiej, tak jak wcześniej była
prominentnym członkiem Unii Demokratycznej i Unii Wolności aż do swojej
śmierci. Bo nie słyszałem by się z UW kiedykolwiek pożegnała za swojego życia.
Czyli była członkiem dwóch partii zawzięcie
zwalczających Solidarność – w tym szczególnie działaczy Pierwszej Solidarności,
do których należeli, jako małżonkowie, rzekomo działacze Solidarności.
Mogła pomóc za życia śp. Annie Walentynowicz, lecz
Alina Pienkowska była całkowicie uległa mężowi i wolała trzymać z łachudrami i
łobuzami poczynając od 1989 roku i trwając przy nich do ostatniego swojego
tchnienia.
Tak, więc to, co napisał Lech Zborowski jest jego
domniemaniem nieopartym na żadnych zaistniałych czy istniejących faktach w przeszłości.
Są to jedynie pobożne życzenia i pomysły samego
Lecha Zborowskiego, który nie wiedzieć, czemu pomija tak znaczące fakty z życia
Aliny Pieńkowskiej, jakie były z jej osobistym udziałem poczynając od roku 1989
oraz tego, że była żoną Borsuka i przynależała do dwóch antypolskich partii UD
i UW oraz to, że razem z TW Bolkiem i swoim mężem Borsukiem będąc we władza
nowej Solidarności wzięła udział w zamordowaniu Pierwszej Solidarności w ramach
tworzonej nowej, lecz z gruntu fałszywą jej ikony, falsyfikatu i to pod
auspicjami i patronatem samego Czesława Kiszczaka.
Dziwi, lecz nie za bardzo taki ogląd wydarzeń
minionych przez Lecha Zborowskiego, a za razem nie dziwi, skoro Lech Zborowski
w dalszym ciągu łobuzów, zdrajców, zaprzańców i pospolitych złodziei z sitwy
III RP ma za solidnych i uczciwych - według jego mniemania - przyjaciół z
dawnych lat opozycji, bo jakoś umknęły w tych opiniach fakty jak i to, że ci
ludzie dziś są całkiem innymi osobowościami od tych, jakie poznał ponad ćwierć
wieku wstecz.
Nie było obu paniom po drodze poczynając od 1989
roku i nie zmienią już tego jakiekolwiek życzeniowe wywody czynione publiczne
przez Lecha Zborowskiego ani nikogo innego.
To, co napisał Lech Zborowski w swoim artykule,
nie ma nic wspólnego z faktami i zaistniałymi w przeszłości relacjami
wzajemnymi między oby tymi paniami po roku 1989.
Według mnie zarówno Borsuk jak i jego żona unikali
i wyrzekali się zażyłości i bliskiej znajomości z „oszołomką” i „prostaczką”,
na której temat razem z TW Bolkiem i fanatycznymi lokajami typu Borowczak rozsiewali
plotki o „alkoholiczce” i „stoczniowej meliniarze” handlującej alkoholem na
terenie SG im. Lenina, która rzekomo melinę miała w kabinie stoczniowej
suwnicy.
Borsuk i Alina Pienkowska i Anna Walentynowicz, t
były dwa całkiem inne i nieprzystające do siebie światy i nie ma, co zaklinać
tej brutalnej prawdy.
No chyba, ze przez ocean wzrok się i słuch, co po
niektórym poprawia, ze to zauważają, czego ja i mi podobni nie zauważali z
całkiem bliska.
Ponadto, Borsuk, znaczy Bogdan Borusewicz i mąż
Aliny Pienkowskiej nie miał formalnego prawa zostać nawet szeregowym członkiem
jakiegokolwiek związku zawodowego w myśl obowiązującej ustawy o związkach
zawodowych czy też Statutu Solidarności tak tej pierwszej jak i tek eSBeczej,
Kiszczaka i TW Bolka.
Ba, nawet do OPZZ by nie został przyjęty, bo nie
był pracownikiem, rencistą czy emerytem.
Co Alina Pienkowska sama o sobie napisała w
Encyklopedii Solidarności?
A no coś takiego, cytują:
14 VIII 1980 przekazała do Radia Wolna Europa postulaty strajkujących
stoczniowców i apel o pomoc żywnościową, przewodnicząca KS w stoczniowej
przychodni, członek Prezydium MKS w SG, 16 VIII 1980 po podpisaniu przez Lecha
Wałęsę porozumienia z dyrekcją Stoczni i ogłoszeniu zakończenia strajku
zatrzymywała przy bramie nr 3 (z Anną Walentynowicz) wychodzących ze Stoczni
robotników, aby kontynuowali strajk solidarnościowy z innymi zakładami
Trójmiasta, w wyniku, czego część załogi SG pozostała na terenie Stoczni. 16/17
VIII 1980 współredagowała 21 postulatów, autorka postulatu 16. dot. służby
zdrowia, sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych; od IX 1980 w
„S”; przewodnicząca KZ w stoczniowej przychodni, członek Prezydium MKZ Gdańsk;
w XI 1980 przewodnicząca KS Służby Zdrowia podczas strajku w Urzędzie
Wojewódzkim w Gdańsku, od jesieni przewodnicząca Krajowej Sekcji Służby Zdrowia
„S”. W VII 1981 delegat na WZD Regionu Gdańskiego, członek PPrezydium, ZR 29 XI
1981 w proteście przeciw metodom kierowania Związkiem przez L. Wałęsę odeszła z
ZR.
13 XII 1981 internowana w Ośr. Odosobnienia w Strzebielinku, następnie w
Gdańsku, Bydgoszczy-Fordonie i Gołdapi, zwolniona w VII 1982. Od VIII
współpracowniczka RKK Gdańsk, organizowała mieszkania dla działaczy podziemia
(z Haliną Szumiało i Romaną Zawitkowską). W 1986 współorganizatorka Fundacji
Społecznej „S”. Od XII 1986 w składzie Komisji Interwencji i Praworządności „S”
(kierowanej przez Zofię i Zbigniewa Romaszewskich). W V 1988 wspomagała strajk
w SG, w VIII 1988 uczestniczka strajku w SG, członek Prezydium MKS.
W 1989 odmówiła udziału w obradach Okrągłego Stołu. 1989-1990 członek TZR
„S” Gdańsk, 1990-1992 delegat na WZD Regionu Gdańskiego, członek ZR, do 1991 w
Prezydium ZR, delegat na KZD, członek KK. 1991-1993 senator RP z listy „S”. Od
1993 w UD, UW. 1998-2002 radna Miasta Gdańsk z listy UW.
Honorowy Obywatel Miasta Gdańska (2000), odznaczona pośmiertnie Krzyżem
Wielkim Orderu Odrodzenia Polski (2006).
18 VIII 1978 – 5 VIII 1982 rozpracowywana przez Wydz. IIIA KW MO w Gdańsku w
ramach SOR krypt. Pielęgniarka.”
Koniec cytatu za:
I jak to z tym nie chceniem brania udziału w OS
było z Aliną Pienkowską?
Wypadałoby dociec, od kiedy była przeciwnikiem a
od kiedy była jego gorącym zwolennikiem i orędowniczką.
Inną ciekawostką są takie oto znane już publicznie
fakty jak to, że w Strzebielinu ponad 20% tam internowanych poszło na
współpracę z bezpieką PRL w różnych charakterze.
Skoro ktoś wychodzi z internowania na wolność w
dniu 22 lipca 1982 roku, a już w miesiącu sierpniu 1982 roku przestaje być
rzekomo w kręgu osób zainteresowanych bezpieki, to musi być coś na rzeczy, a
przynajmniej jak tak uważałem i uważam.
Tym bardziej, że rozpracowywanie w ramach SOR
krypt. „Pielęgniarka” zakończono w dniu 5 sierpnia 1982 roku.
Czyż to nie jest i ciekawe, a zarazem wymowne,
żeby nie rzec podejrzane i bardzo wątpliwe?
Np. Witold Merkel dla Lecha Zborowskiego „serdeczny
i sympatyczny kolega Witek” jawi się, jako fajny i solidny kolega, którego on
bardzo dobrze znał i zna po dziś dzień i nie dał mi wiary moim relacjom o jego wyczynach,
jako likwidatora polskich przedsiębiorstw państwowych w woj. gdańskim i
pomorskim, gdy był człowiekiem trójmiejskiej mafii, bandy rozkradającej dorobek
wielu pokoleń Polaków.
Tak jak jego brat Jacek i wielu innych rzekomo
„naszych” prywatyzatorów oraz hersztów trójmiejskich na urzędach wojewodów,
prezydentów i burmistrzów miast pod wodzą Maćka Pierwszego Przerwy rozgrabili
mienie ogólnonarodowe.
Jest to dowód na to, że ci będący na emigracji nie
potrafią prawidłowo ocenić ludzi tu i teraz żyjących, jak i nie potrafią
prawidłowo ocenić wydarzeń tak z przeszłości jak i bieżących, bo są oderwani od
rzeczywistości i żyją medialną papką podaną im na odległość przez media jak i
przez załganych ich kolegów, którzy się tu uświnili po sam świński ryj.
Oburzeni i akademicy, tak z jednej i z drugiej
strony zawiśli w czasach Pierwszej Solidarności i najwyżej kilka pierwszych lat
po wprowadzeniu stanu wojennego, a ich walka i udział w życiu społecznym polega
od roku 1989 na braniu udziału w akademiach rocznicowych i opowiadaniu tego
samego w kółko niczym zdarte płyty winylowe, które skrzeczą i szumią niestrawną
treścią.
Wszyscy oni już się wypalili i wystrzelali z tego wszystkiego,
co wiedzieli lub zasłyszeli od innych i dziś poszukują by przeżyć każdego, kto
by im przekazał nowe nieznane publicznie fakty z przeszłości.
M.in., dlatego otrzymałem kilka propozycji od
byłych działaczy do wzięcia udziału w wydaniu wspólnych książek, w których
byłby cały rozdział do mojej wyłącznej dyspozycji.
Ba, nawet są gotowi pokryć wszelkie koszty
wydawnicze wynikłe z ich druku i dystrybucji.
Ala cóż począć, skoro niektórzy z nich potrafią na
akademiach opowiadać o strajku w grudniu 1981 roku w gdańskich stoczniach, jako
rzekomo jego uczestnicy, w strajkach, w którym oni w ogóle nie uczestniczyli
choćby przez jedną sekundę, bo od północy lub przed ich wybuchł w dniu
14.12.1981 r. w gdańskich stoczniach oni już byli internowani, a więc z
oczywistych względów nie mogli być uczestnikami strajku ani tym bardzie
brutalnej pacyfikacji, jaka miała miejsce w dniu 16 grudnia 1981 roku.
Mogę zaś z całą powagą i stanowczością
potwierdzić, że w strajku brał udział Antoni Macierewicz, z którym pod konwojem
oddziału ZOMO w jednej dwójce zostaliśmy doprowadzeni z terenu Naszej GSR do
Sali BHP Stoczni Gdańskiej im. Lenina, gdzie został w mojej obecności
zatrzymany i wyprowadzony z dużej sali do mniejszego pomieszczenia obok.
Antoni szedł w mojej czapce futrzanej, którą posiadam,
jako eksponat do dziś w moich zbiorach archiwalnych ze stanu wojennego
pierwszej Solidarności oraz periodyki sprzed sierpnia 1980 roku jak np. wydawnictwa
KOR.
Kolejna pani, która po naszej rozmowie
przeprowadzonej w dniu 17 października 2014 roku objawiła się nadętą i zadufaną
w sonie i swojej wyjątkowości osobą jest Joanna Duda-Gwiazda, z którą w przyszłości nie chcę mieć już
cokolwiek wspólnego, bo straciła w moich oczach dotychczasową atencję i
uszanowanie.
Od 1962 do 1968 należała do Polskiej Zjednoczonej Partii
Robotniczej.
Wynika z tego, że należała do opcji żydowskiej w
PZPR, która przegrała walkę o przywództwo w partii i PRL po zajściach marcowych
w 1968 roku.
Czerpała profity przynależności do PZPR tuż po
ukończeniu studiów, bo w 1963 ukończyła studia na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki
Gdańskiej – specjalność maszyny i siłownie okrętowe.
Od tego też roku 1963 i po rocznym stażu w PZPR do
roku 1965 była głównym technologiem, a nie szeregowym pracownikiem w Stoczni
Jachtowej w Gdańsk.
Tym bardziej, że nie miała żadnej praktyki
zawodowej, bo najwidoczniej była bardzo aktywną towarzyską w PZPR już na
Politechnice Gdańskiej.
W VIII 1980 uczestniczka strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, członek
Prezydium MKS, współautorka 21 postulatów strajkowych; od IX 1980 w „S” w CTO,
członek Prezydium MKZ Gdańsk, rzecznik prasowy; redaktor niezależnego tygodnika
„Solidarność”, pisma MKZ Gdańsk, następnie Regionu Gdańskiego; w VII 1981
delegat na I WZD Regionu Gdańskiego, członek ZR, 29 XI 1981 odwołana z ZR.
13 XII 1981 internowana w Ośr. Odosobnienia w Strzebielinku, AŚ w Gdańsku,
Bydgoszczy-Fordonie, Gołdapi i Darłówku, zwolniona w VII 1982. Po wyjściu
ponownie zatrudniona w CTO.
Nie każdego taki przywilej kopnął spośród tych
działaczy stoczniowych, którzy byli członkami komitetów strajkowych tak w
sierpniu 1980 r. czy w grudniu 1981 r. oraz tych, którzy pełnili funkcje
związkowe w Solidarności.
Mi na ten przykład nie było dane już po rzekomym
obaleniu komunizmu w 1989 roku wrócić do Gdańskiej Stoczni Remontowej im.
Józefa Piłsudskiego, z której zostałem zwolniony po brutalnej pacyfikacji w
dniu 16 grudnia 1981 roku i po drugim strajku w dniu 28 grudnia 1981 roku.
Decyzja negatywna tzw. Komisji Pojednawczej była
uzasadniona m.in. tym, że moja osoba zagrażałaby zawartym porozumieniom przy
okrągłym kanciastym stole.
Tymczasem posiadam pisemną opinię o przebiegu
pracy w Stoczni remontowej, w której jak wół jest napisane, że zostałem
zwolniony z pracy za działalność w okresie legalnej działalności Solidarności
pełniąc funkcje członka Komisji Zakładowej oraz przewodniczącego Komisji
Wydziałowej w Gdańskiej Stoczni Remontowej im. Józefa Piłsudskiego.
To było nieistotne dla także solidarnościowych
przedstawicieli w tzw. Komisji Pojednawczej, która mój wniosek o przywrócenie
do pracy zaopiniowała negatywne, bo byłem przeciwnikiem Magdalenki i OS.
Gdybym był żydkiem to z całą pewnością nie
spotkały mnie te wszelkie represje i szykany, jakie mnie spotkały w rzekomo
wolnej i rzekomo niepodległej Polsce pod mianem III RP, czyli PRL kontynuacja,
która była i jest jak niczym filmowy matriks.
I jeszcze jedna uwaga świadcząca, że Joanna
Duda-Gwiazda należy do nacji wy.ranej, to to, że od razu po urodzeniu kończyła
studia, tak jakby nie chodziła, do jakiejkolwiek szkoły w PRL-owskim kibucu.
Dowód:
Proszę prześledzić życiorysy Michników, Kuroni,
Geremków, Smolarów, Wielowieyskich i inszych żydowskich patriotów, rzekomo
polskich, a okaże się, że te jabłka spadły z tej samej żydowskiej korzennej
dzikiej jabłonki.
Trzecią z pań była śp. Anna Walentynowicz, która
też ma, co by nie napisać zszargany wcześniejszy życiorys, co, do którego jakoś
nikt się nie czepia, a przecież też należała do sitwy herszta o kryptonimie TW
Bolek.
Spośród pań, które wymieniam, miałem i mam
uszanowanie tylko dla jednej z nich, a tą panią była i jest śp. Anna
Walentynowicz, która czasami niepotrzebnie dawała się wpuszczać w pokrzywy i
osty fałszywym podpowiadaczo-doradzaczom, którzy przy okazji chcieli coś dla
siebie przy okazji ugrać o ile było to im wygodne.
By po cynicznym wykorzystaniu tej starszej pani
opluć ją i pomówić o najprzeróżniejsze niedorzeczności i bezeceństwa.
Ba, była dworką w dworze TW Bolka jak i chrzestną
potomka tegoż samego TW Bolka, z czego wówczas była bardzo bardzo dumna.
Dopiero w późniejszym okresie się z TW Bolkiem
poprztykali i pożarli, a wówczas stali się ogniem i wodą.
Podobnie była z Krzysztofem Wyszkowskim i wieloma
innymi, którzy aportowali i chadzali w procesjach z darami na urodzinki TW
Bolka.
Dla których TW Bolek stał się wrogiem i
niewdzięcznikiem dopiero wówczas, gdy furtka wejściowa do rezydencji TW Bolka
przy ulicy Polanki w Gdańsku okazała się zamknięta.
Tak to leciało z większością dzisiejszych jego
najzajadlejszych wrogów, którzy dziś grają kolejną rolę swojego życia pod
mianem rzekomo „oburzonych” - o dziwo oburzonych na to, co sami poczynając od
Magdalenki i OS wystroili Nam Polakom wespół z komunistycznymi zbrodniarzami i
zdrajcami, nad którymi w wielomilionowej liczbie trzymali swoje parasolki
ochronne, a przy tym niszcząc, szykanując i poddając różnym represjom
przeciwnikom Magdalenki, OS i TW Bolków, Borsuków, Borowczaków, Lewandowskich,
Merkli, Strzyżewiczów, Bogdanów Olszewskich, Płażyńskich, Tusków, mnogich Rybickich
z Aramami i Ickami włącznie.
Taj już jest, że pejsate nie zauważają u swoich
obrzezanych pobratymców z pejsami i pochwami w poprzek tego, co z taką lubością
i łatwością dostrzegają u innych nacji.
Dal nich to pejsaty złodziej i oszust, który
okrada i oszukuje gojów to jest najuczciwszy i najbardziej prawy pejsaty godny
uszanowania i nagród wszelakich, bo okradał i oszukiwał prawie zwierzęta,
gojów.
Pomijam dwie inne znane panie jak Alinę Kowalczyk
czy Henrykę Krzywonos, bo jedna i druga były naiwnymi i fanatycznymi służkami
TW Bolka, z tym, że pierwsza dziś jest w tzw. „oburzonych” a druga w kamaryli
TW Bolka, Bolków i Borsuków.
Alina Kowalczyk, to nawet widziała w czasie
grudniowego strajku w stanie wojennym widziała minimum siedem, a nawet osiem
razy więcej strajkujących gdańskich stoczniowców w Stoczni Gdańskiej im. Lenina
nić widzieli ich liczbę członkowie komitetu strajkowego GSR, którego miałem
przyjemność być jednym z jego członków.
Cóż począć, skoro 25 lat z okładem organizowali
sami dla siebie akademie i spędy solidarnościowych rocznic.
Ba, brali, jako autorytety w nich osobisty udziału.
I po coraz liczniejszych akademiach rocznicowych
nakręcili swoją spiralę wyobraźni chcąc zaistnienie i zaimponować ciągle nowymi
rewelacjami, to nic, że oderwanymi do rzeczywistości. Lecz kto by dociekał tak
nieistotnych faktów, które wygłaszają wszak „niekwestionowane autorytety”
solidarnościowe i przeciwnicy TW Bolka.
Każdą taką papkę lemingi łykną bez popijania
choćby wodą źródlaną, choć w między casze zostali napojeni pomyjami i gnojówką
lub breją z kałuży.
Wszak oni już sobie ugruntowali pozycję rzekomych
nieomylnych i jedynych autorytetów od historii solidarnościowej niczym TW Bolek
i jego koteria.
Każdy kto zabiegał o odznaczenie jak i ten co je
odebrał nie jest żadnym dla mnie autorytetem, bo przyjął odznaczenie w uznaniu swoich
zasług w przegraniu walki Pierwszej Solidarności o Wolną Suwerenną i
Niepodległa Polskę.
Tym bardziej, że walka o Wolną Polskę nie jest
zakończona po dzień dzisiejszy, a więc za co te odznaczenia, za ustanowienie i
kontynuację PRL Bis pod nazwą III RP?














